Matka zawsze czeka w kuchni po śniadaniu Maryśki, bo dziecię niezawodnie nadciąga w celu dokonania toalety. Nie ma zmiłuj się – przy jedzeniu chleba z dżemem zawsze upaprzą się ręce i należy je umyć. Koniec, kropka!
Matka kwitnie więc a Potworek zjawia się niczym chirurg przed operacją – rękawy podciągnięte, ręce w górze, palce rozczapierzone, dżem wszędzie.
Chirurg nie ma wszędzie dżemu? A założycie się? Jak zje i się upaprze, to ma! A spróbujcie zjeść kanapkę z dżemem niskosłodzonym w rekami w górze!
<BRWracając do Potworka.
Przybywa i zarządza, bo Matka oczywiście zupełnie nie wie, po co tak czeka:
–„Umyj mi jąćki!!!”
Matce flaki się z lekka przewracają, ale co tam jąćki, jak miast lalki ciągle mamy „jajkę”. Logopeda straszy, że dopóki Maryśka nie opanuję „L”, nie ma co marzyć, że powie „R”.
Matka jednak pierwszą naiwną czasem bywa i zadaje Potworkowi ćwiczenia, co oczywiście spotyka się ze zdecydowanym oporem. Maryśka nie jest głupia i zadnych takich gadać nie będzie!
-„Nie jąćki!” – zajęczała Matka – „Powiedz RRRRRRĄCZ-KI!!!”
–„Nic stego!” – odrzekł natychmiast Potworek i wytarłszy palce odpłynął na schody.
Zniknąwszy za zakrętem zawołał jednak gromkim głosem:
–„ŁAP-KI!!!”