Black and white

Matka przypomniała sobie czasy, kiedy w każdą sobotę normalnie się chadzało do szkoły. Potem było jakoś tak, że chodziło się bodaj w jedną sobotę, bo była pracującą i nazywaliśmy ją szóstkiem. Ale jak wtedy wyglądał plan lekcji, to Matka nie pamięta za nic.

Wie jednak, że sobotni wieczór był najprzyjemniejszym momentem całego tygodnia, zaś w niedzielę nie myślało się już o niczym innym, jak tylko o koszmarze poniedziałku. Matka ma nawet wrażenie, że w kwestii niedzieli niewiele się w jej życiu zmieniło…

Teraz zaś najprzyjemniejszą chwilą są wieczory środowe. Matka przychodzi ze szkoły wypluta do cna, bo dzień jest mocno intensywny, a najbardziej rozrabiające klasy są na siódmej i ósmej godzinie, więc Matka ma wrażenie, że idąc do samochodu rzuca na ulicę swój cień z wbitym jakimś długim i ostrym przedmiotem w plecy. Na wszelki wypadek się nie ogląda…

Za to w czwartek odwozi Potwory do szkołoprzedszkoli i wróciwszy uwala się przy stole i wypija spokojną kawę ze śmietanką. I gdyby lubiła, to by głośno siorbała, ale nie lubi. Czyta sobie za to gazetę, myje kubek i idzie do swojej roboty – czy to obraz, czy kolczyki, nieważne. Jest cisza, spokój i warunki do pracy.

Trudno powiedzieć kiedy Matka przeżywała ostatnio wspomniane błogosławione chwile, bo przecież Potwory chorowały naprzemiennie bądź wspólnie od jakichś sześciu tygodni i Matka miast nad kawą pochylała sie raczej nad własnym grobem ze zgryzoty. W końcu jednak nadszedł moment, kiedy oba wróciły do placówek, Matka odbębniła pracowicie trzy dni, przygotowała jeden z pięciu egzaminów klasyfikacyjnych, które musi przeprowadzić dzieciom (jutro pierwszy) i zarządziła umówienie majstrów do rolety zewnętrznej, która była tak niezwykle uprzejma, że się zerwała pogrążając kuchnię w egipskich ciemnościach na półtora tygodnia.

Plan był chytry – umówić majstrów na dziewiątą. Wtedy MiaUżon zmuszony będzie odstawić rano dzieci do miejsc pobierania nauki, a Matka bedzie się wylegiwać do całej wpół do ósmej!!!

I tak się stało. Matka o szóstej dopilnowała Potworka, żeby się umył i ubrał, Potwór w tym czasie posłał łóżko i zszedł na dół, zaś Matka dopełniwszy obowiązków padła na wyro, dojrzała, że jest szósta dwadzieścia i ma całą godzinę i dziesięć minut na kolorowe sny. Nie, Matka zapomniała, że ma czarno-białe. Dobra, niech i takie będą.


I przyśniła się Matce zreperowana roleta . Matka sobie ja podciągała i opuszczała. Podciągała i opuszczała. A roleta z delikatnym szumem wpuszczała piękne, słoneczne światło do mieszkania, które napełniało się odcieniami szarości i zapachami pierwszych wiosennych kwiatów. Za oknem ćwierkały ptaki, czarny kos skakał po gałązkach,w oddali przeltywały białe sójki.

Po moreli, która rośnie u Matki w ogrodzie przebiegła czarno-biała wiewiórka.

-„Stuk, stuk, stuk, stuk!” – zapukała głośno obcasami.

Matka przyjrzała się zwierzątku z niedowierzaniem.

-„Stuk, stuk, stuk!” – wiewióra waliła obcasami coraz głośniej.

-„Weź no wstań!” – powiedziała w końcu Matce prosto do ucha – „Wstań szybko, bo wróciłem spod samej szkoły. Janeczka rzyga!!!”


A Matka tego dnia nic już więcej nie zrobiła…

Tylko panowie przybyli i wpuścili światło do kuchni zreperowawszy roletę.

I szczęście wiewióry, że jej nie było na moreli!!!

Dodaj komentarz