Matka ze wstydem daje głos. Zeszła z rusztów, gdzie siedziała niemal bez przerwy trzy i pół tygodnia, a teraz będzie się wakacjować.
-"No w tym roku to już złapię jakieś last minute w Tunezji albo Egipcie!" – zapowiedziała Matka _"Niech praży, ale przynajmniej będziemy wiedzieć, że są wakacje!"
-"Eeeeee" – odrzekł MiaUżon, który dzieki Polsatowi Sport stał się fanem kolejnych dwóch dyscyplin i ogląda wszystko, jak leci.
Matka prawie coś znalazła. Uradowała się, bo łatwo tak bardzo nie było.
A potem przypomniała sobie, że MiaUżon nie ma paszportu, bo przecież do Unii nie trzeba! No to sobie NIE wyrobił. Bo po co? Nie szkodzi, że byli razem załatwaić paszporty dla Potworów, które prześlizgiwały się ze zdjęciami niemowlęcymi i noworodkowymi.
-"To ta dziewczynka?" – marszczył się każdy celnik i porównywał trzytygodniową wkurzoną Maryśkę ze zdjęcia z uśmiechniętym od ucha do ucha w oknie samochodu Potworkiem. _"Pani by zmieniła te paszporty…"
No to Pani zmieniła. W nowych paszportach jest ta róźnica, że na skanach w zasadzie nic nie widać i ponownie Matka może wywieźć z kraju każde dziecko, byle wiek z grubsza pasował.
I stanęło na tym, że kolejny rok z rzędu rodzina Matka napada Szczawnicę z wyjazdami nieustającymi w celu moczenia udupienia Potworów w aquaparku w Popradzie, sprawdzania, czy ciemne piwo jest dalej dobre i czy dobrze widać góry z Kieżmarku.
Bo już za rok wprowadzą euro i dobre się skończy. Bo Matka w cuda nie wierzy, będzie drogo.
Tymczasem Matka pozdrawia, niebawem wróci i będzie już stacjonować w domu siedząc murem. A to się przełoży na blog.
Czynności analogowe
Matka poddała się jeśli chodzi o ujarzmianie swego najulubieńszego z komputerów. Jakiż zresztą ma być ów komputer, jeli jest jeden. To tak, jak z MiaUżonem – taniej się przyzwyczaić, niż zmienić 🙂
Cóż może zrobić w takim układzie kobieta, aby odzyskać dobry humor? No jasne – udać się do fryzjera!!! Zwłąszcza, jeśli obejrzawszy zdjęcia z wypadu do Juraty popadła w czarną rozpacz, ujrzawszy na nich skrzyżowanie wkurzonego Szopena z owczarkiem nizinnym polskim…
-"Panie Kamilu, może znajdzie pan czas, żeby mnie odtrzyc? Jutro? A może dzisiaj?" – zagaiła Matka grzecznie swojego ulubionego pana fryzjera, który sprawia, że jej włosy sa proste inaczej.
-"A za pół godziny?" – zapytał pan fryzjer, a Matka rzecz jasna zgodziła się w podskokach. Nie musi bowiem jeżdzić do fryzjera objazdem, ma go po swojej stronie rzeki.
-"Jedziemy do fryzjera!" – zapowiedziała Janeczce, któa dostała juz skrętu prawostronnego od za długiej grzywki.
-"Co???" – Potwór oderwał się od książki – "Mowy nie ma!!! Mówisz grzywka, a potem mrugasz do pana i mówisz, że ma podciąć SAME koncówki!!! A ja wychodzę łysa!!!"
Matka odpuściła z radością, bo nastawienie Potwora świadczyło niezbicie o tym, że zrobi jej obciach w salonie. A tak MiaUżon sam jadąc na postrzyżyny wysłucha sobie tego i owego.
Matka spacyfikowała więc Maryśkę, któa z racji wieku jest niezostawialna i wyszła, aby dosiąść swego rączego rumaka.
I rumaka, psiakość, nie było!!!
-"A to tatulek paskudny, nie wystawił mi samochodu z podjazdu!" – mruknęła do Potworka, bo czas naglił. I zarzuciła powłóczysteym spojrzeniem na podjazd.
Odpowiedziała jej zieleń chwastów…
-"Gdzie jest nissan???" – zaryczała rozpaczliwie w słuchawkę do MiaUżona.
-"Przecież dawałaś mi wczoraj dowód rejestracyjny!" -odrzekł MiaUżon, jakby to było całkiem normalne, że danie dowodu znika duży samochód.
-"Ale ja jadę do fryzjera, gdzie ON jest?"- załkała Matka, której jakże precyzyjny plan brał w łeb z szybkością światła
-"Musiałem zrobić mu dziś przegląd, więc pojechałem nim do pracy." – zasmęcił MiaUżon znudzony urojonymi problemami Matki -"Weź seata z garażu!"
Jaaasne. Seata, którym Matka jechała dwa razy w życiu, który nie ma żadnego pokrętła i jest pięć centymetrów węższy od drzwi garażowych, skośnego i stromego podjazdu oraz bramy. na Matkę czyhają co najmniej cztery miejsca, gdzie może urwać cholerne lusterka!!!
-" A jak sie składa lusterka?" – jeknęła jeszcze Matka i dowiedziała się, że SĄ złożone.
_"Jak wyjedziesz to zadzwoń, powiem ci jak sie je rozkłada!" – uspokoił jeszcze Matke MiaUżon i zrobiły się trzy minuty przed czasem.
Matka wyjechała. Na szczęście skrzynia biegów miała instrukcję, a pedały były na właściwych miejscach. -"Koteczku!" – rzuciła w tył do Potworka (tak zwany telefon do przyjaciela) -"Gdzie tatuś otwiera lusterka?"
-"O tutaj!" – Maryśka pisnęła przejęta misją nie słysząc zgrzytania Matki (dziecię wie, a ona nie!). I odpiąwszy pasy opuściła Matce przed ryłem osłonę przeciwsłoneczną. -"Tu masz takie śliczne lustereczko i jak je odsuniesz zasłonkę to zapali się lampka!"
Ranyyyy…. Czas się kurczył niemożliwie. Matka zaczęła jednak naciskać wszystko co popadnie. Zamknęła samochód, otworzyła samochód. Właczyła radio, nie mogła go potem nijak wyłaczyć. Wyklimatyzowała wszystko. Lusterka zamknięte dalej.
-"Mów mi gdzie ten przycisk od lusterek!" – zadzwoniła do MiaUżona, bo nie dało się inaczej.
-"Widzisz gałkę zmiany biegów?" – zapytał MiaUżon, a Matka zamordowała go natychmiast!
-"I co?" – Matka ZNALAZŁA gałkę. Ma nawet wrażenie, że przed chwilą ją już widziała.
-"Tam jest takie malutkie pokrętełko – to to!"
-"Przecież ono jest nielogiczne!!!"- zaprotestowała Matka
-"Jak – nielogiczne???" – zdumiał się MiaUżon – "Przekręć, działa?"
-"Działa…" mruknęła Matka i odjechała spóźniona, ale z otwartymi lusterkami. Jeszcze w życiu nie widziała takiego znaczka do lusterek. No bo proszę bardzo – czy to wygląda jak lusterko? Jak pudło z kobrami – Matka się zgodzi!!!
-"Przepraszam panie Kamilu za spóźnienie!" – usprawiedliwiła się od progu -"Ale mam panu tyle do opowiedzenia! Wyjazd życia, woda, szybkie łodzie motorowe, przystojni sternicy i na koniec klatka z wężami, przez którą się spóźniłam!"
-"Jejuuuuuu…" – jeknął pan Kamil łapiąc się za głowę -"To pani chyba musiała wrócić z dżungli amazońskiej!!!"
Jak rany. Wszystkie chłopy są takie niedomyślne???
… 1
Kilka nowych par na drugim blogu, żółte i czerwone. Matka nadinstalowała swoja ulubioną Operę i ma już z nią na pieńku! Zaawansowany edytor nie działa…
Matce to tam rybka, bo zawsze pisała w HTMLu, ale wstawianie zdjęć jest nieco – powiedzmy to szczerze – męczące, trzeba włazić w nielubianego IE, a Firefoxa Matka nie tknie mimo dobrych rad. Nie i już! Za analogowa jest. Zdaje się, że wszelkie nadinstalowywania mają którkie nogi – Hotmail tez co chwila pisze, że nie ma z nim połączenia, a w IE jest 😦
No nieważne. Dodało się, można patrzeć, choć nie jest to absolutnie żadne och i ach.
Och i ach się wymyśla!
Ochy i refleksje
Matka zamierzała wyprodukować wpis relaksacyjno – potworowy, ale lektura kilku notek zmusiła ją do refleksji. Releksja Matce wbrew pozorom nie jest obca, bowiem wpadła w typową deprechę powyjazdową. Wyjeżdżasz – sprzątasz na przyjazd MiaUżona, który przebywa za małą wodą, wracasz, MiaUżon znów wyjeżdża, tym razem na jakies szkolenie, w lodówce zimne powietrze i światło, na kuchennym blacie (jak mawiają dzieci w szkole I Matka) syf, kiła, mogiła!. Matka wypuściła się więc z Potworkiem na zakupy, jako, że niezostawialny jest jeszcze i uzupełniła wszelkie zapasy, ale bez JAJ. W dosłownym sensie – co znacznie utrudniło przygotowanie kotletów. Nieażne. refleksja być miała.
I Matka nawrzucała w fotoforum zdjęcia z wypadu, żeby wszyscy mogli sobie je zobaczyć, z naciskiem na niepokonaną (o kurczę, jednak pokonaną :-((, co tam, realizujemy lansik, dla siebie byliśmy niepokonani!!!) drużynę pomarańczową. O, tutaj. Oczywiście Matki na zdjęciach nie ma, próżno szukać. Jest za to jamilka i justinehh.
Ale poczytała też sobie jak było fajnie i w ogóle. I jak niektórzy się ROZCZAROWALI niektórymi. Jaki zawód był…
O jeju??? Naprawdę? To już nie jest tak, że 80 ludzi może sobie przypaść do gustu? Niemożliwe???
Matka nie ukrywa, że wygląd co poniektórych ją bardzo zdziwił – okazali się dużo starsi, albo dużo młodsi. Ale wszyscy blogowo młodzi duchem i przecież O TO chodzi!!! Ale nie była w żadnym wypadku zawiedziona!
Że nie porozmawiała z wszystkimi? Przeciez przez dwie doby się nie da…
Że nie było pełnej integracji? No Matka uważa, że to byłoby nawet możliwe – gdyby się nachlać i kłaść wszystkim po kolei na kolana. Ale jakoś nie widziała nikogo takiego. I Matka nikogo nie ocenia za wygląd czy dwa słowa.
Bo sama ma ryło wyjątkowo antypatyczne i powinna w zasadzie chadzać z lustrem przed nim, żeby się szczerzyć hollyłódzko i wyglądać przystępniej. No w genach takie dostała, psiakość. I strasznie trudno jej nawiązać kontakty, choć ma czasem wrażenie, że innym też…
Bo wydaje jej się, że na takich spotkaniach pesel nie powinien być przeszkodą i bodajże dla straszych nie był! Ale kiedy usiłowała czasem zagajać mówiono do niej "proszę pani". No nie zawsze. Czasem. Prostowała.
Cholera – chyba sobie ponaciąga skórę za uszami!!!
Ale generalnie – było fantastycznie, ludzie wspaniali, organizatorzy – ogromne oklaski, hotel, jedzenie – rewelacja!!!
Matce chyba się długo nic takiego nie trafi i choć cały czas upiera się przy wyższości gór nad morzem, to nie ukrywa, że pomysł na rejs łodziami był hitem nad hity!
I choć się bardzo mizernie integrowała, to jednak przemknęło przez te dwa dni przed nią kilkanaście bardzo wartościowych osób (a tacy byli wszyscy, tylko czasu brak) i zostali w jej sercu. Nie tylko koleżanki z pokoju, nie tylko drużyna pomarańczowych. Także kilku średnioodzywających się przystojniaków i podobnych pań. Naprawdę! Nastepnym razem poprosimy dwa tygodnie i obowiązkową wymianę pokojową – integracja murowana i wrażenia bardziej obiektywne.
To pisała zgedowata Matka. Niezrozumiale dla czytaczy o Potworach, ale czasem musi z siebie coś wylać, co niniejszym uczyniła.
I następną notką niewątpliwie, chociażby, zresztą, wróci na stare tory 🙂
Donos wakacyjno-morsko-zatokowy
Matka siedzi w sali konferencyjnej hotelu w Juracie. Coś niekoniecznie trybi w internecie, więc na przeczkanie trzeba coś napisaać tutaj, żeby nie było, że Matka zginęła doimentnie. Pogoda – przepiękna, ale Matka ukrywać nie będzie, że niecały czas. Wczoraj, zwyczajem ogólnopolskim Juratę zaszczyciłą burza – może niezbyt długa, ale za to intensywna i zdecydowanie nie w tym momencie. Matka z reszt a blogerów by la wtedy mianowicie na środku Zatoki Gdańskiej brodząc po kolana w wodzie (tak, tak, jest tam takie miejsce!) A potem wracała nieprawdopodobnym środkiem lokomocji, jakim są RIBy. Nie omieszka wrzucić fot, jak tylko je wsadzi w komputer. Zresztą RIBowaliśmy znakomitą większość dnia w siedem czy osiem załóg, przy czym załoga, w której była Matka miała zdecydowanie najprzystojniejszego sternika. Matka zrozumieć co prawda nie może jak mogą inne załogi twierdzić to samo, ale pominie to milczeniem. I będzie uparcie trwać przy swoim.
I choć Matkę bolą zdecydowanie miejsca strategiczne, ma siniaki tu i ówdzie i wróciła mokra jak po typowym deszczu przelotnym (deszcz przelotny charakteryzuje się przelatywaniem przez wszystkie warstwy ubrania doimentnie) to twierdzi, że dawno nie spotkała ją taka nieprawdopodobna przygoda! I nawet nie docieka ile firma za to zapłaciła ale wie, że sama sobie nie zafundowałaby czegoś takiego. I zapewne nie wiedziałaby nawet, że kosztuje to tyle, a tyle. Po prostu spietrałaby się widzać łódź w pędzie.
A tak – wybawiła się za wszystkie czasy!
I wie, że kilkoro znajomych (co najmniej) obgryza teraz łapska z zazdrości, a jest czego żałować!
Matsa – no na przykład. Co tam matsa. Matsowy Mateo padłby natentychmiast!
Ale MiaUżona, który wrócił właśnie zza małej wody Matka nie żałuje. Ba. być może przelatywał nawet nad Matką, ale czasu nie było na powiewanie smętne chustką.
A teraz Matka oddala się w umiarkowanych podskokach na podbój Juraty. Co, jak co, ale blogować 24 godziny nie zamierza, choć owszem, poudziela się. No coś za coś.
To, co Potwory robią w dzień
-"I Marysia może już wychodzić na dwór" – rzuciła znajoma lekarka wypisując receptę na trzecią porcję antybiotyku- "Tylko niech nie biega i nie siedzi na słońcu!"
-"No jasne" – pomyślała sobie Matka – "Siedzieć na słońcu nie będzie. Biegać też nie. Za to na słońcu sobie poszaleje na przykład na hulajnodze".
I stało się tak, jak Matka przewidziała. Potworek wytaszczył hulajnoge i wysłuchał pokornie kazania Matki.
-"Masz nie biegać, nie sterczec na słońcu, nie chodzić do Oli do domu, nie przechodzić przez mostek, być w polu widzenia i…" – tu Matka zarzuciła spojrzeniem, bo u sąsiada odchodziło jakieś dziwne kucie i kopanie.
Za choinką stał owszem, nawet sąsiad, ale jakoś dziwnie krótki. Brakowało mu dolnej połowy ciała…
-"Cieknie mi, cholera jasna!" – powiedział i zachlupotał.
Faktycznie. Wykopał dół pod chodnikiem prowadzącym do domu, a ten napełnił się natychmiast wodą.
-"A nie powinien pan wezwać wodociagów?" – zapytała praktyczna Matka, która wiedziała doskonale, że to, co przed domem do właściciela nie należy.
-"Dzwoniłem, jutro mają przyjechac z koparką i nie będzie wody od rana do siedemnastej"
Matkę wprawiło to w dziką radość. Brak wody w upał to po prostu jeden cud!
-"A pan dalej kopie? Po co?" – zdumiała się Matka
-"Aaaa, urlop mam!" – machnął ręką sąsiad.
-"Ja idę!" – Potworek pisnął za Matką i oddalił się w podskokach z hulajnoga pod pachą. Matce wydaje się, że zna lepsze sposoby na przemieszczanie sie przy użyciu hulajnogi, ale może jest niedzisiejsza?
I wróciła do domu, żeby posprzątać w biurku Janeczki, korzystając z jej nieobecności.
Napełniła wór na śmieci o objętości 120 litrów oraz jeden kubeł. W biurku niewiele się zmieniło.
W międzyczasie kontrolowała co jakiś czas Potworka co też ten porabia.
W wyniku tychże kontroli Matka zauważyła:
-osiem razy Potworka nad rzeczką
-trzy razy Potworka ZA rzeczką
-pięć razy Potworka gnającego w spodób prawidłowy na hulajnodze
-dziesięć razy Potworka wrzucającego piasek z powrotem do dołu z sąsiadem
– siedem razy Potworka grzebiącego patykiem w taczkach z błotem
Sąsiedzi usłyszeli dwadzieścia osiem razy Matkę ryczącą z balkonu. Sprawnie liczący zauważą brakujące pięć razy.
Matka oczywiście nie ryczała na Potworka gnającego prawidłowo na hulajnodze, bo co do tego nie miała żadnych złudzeń. No i przecież mógłby się ze strachu przewrócić!
Tak więc Maryśka pokonała sprawnie szkarlatynę, o czym Matka donosi, howgh!
Gonić króliczka
Matka siedzi na tarasie jak zduszona purchawka. Piwo w lodówce – nie ma na nie ochoty. Kawa na stoliku – no pije ją, ale bez żadnego smaku i chęci.
Co takiego się stało? Wiele rzeczy:
– Matka wróciła z pękiem chabezi, które wstawiła do wazonu. Koniec roku nadszedł wielkimi, tupiącymi krokami
– MiaUżon z Potworem wylecieli dziś do Szwecji na cały tydzień. Matka jadąc na bloxowy Maraton helski minie się z nimi koncertowo
– kilka zamówień zazgrzytało, żeby Matka się za nie wzięła. Matka odrzekła im : maniana! Moga dzień poczekać.
-nie odezwały się z krzesła żadne klasówki, żaden nowy temat – niby fajnie, ale jak się okazuje, zburzyło to porządek tygodnia
Wniosek – wakacje szkodzą!!! Miast dzikiej radości i mobilizacji – kompletna degrengolada. Znacznie ciekawsze było odliczanie do 20 czerwca, niż jego nadejście. Matka nie miała nawet najmniejszej ochoty zakończyc roku jak należy w jakimś miłym miejscu, bo przecież Potworka samego nie zostawi! I olała dwie imprezy szkolne bez specjalnego żalu. Tym razem.
Ale za to nie spodziewała się, że Potworek okaże się niezawodny jak ruski zegarek.
Kiedy bowiem wyszedł wczoraj z przedszkola zameldował smętnie:
–"Boli mnie jakoś gahrdło…" – i zagrzechotał oczkami z chlupotem gratis.
Matka zapuściła żurawia, ale nic specjalnego nie zauważyła. Zmierzyła jednak Potworkowi temperaturę i raniutko zaklepała numerek u lekarza. Bo pamiętała dobrze na co chorowała zawsze w czerwcu podczas największych upałów.
-"Trzy razy na dobę łyżeczkę!" – zaordynowała pani doktor, która leczyła jeszcze Matkę, będącą kiedyś wbrew pozorom małą.
No to Matka otrzymała zlecenie porządkujące przynajmniej pierwszych dziesięć dni wakacji.
Specjalne podziękowania dla Potworka, który dba o Matki higienę psychiczną.
Ale nie musiał chorować AŻ na anginę 😦
PS. Wiadomość z soboty: jak Matka mogła podejrzewać Potworka o taki banał jak pospolita angina? Mamy tu szkarlatynę jak się patrzy!
Brzydka piosenka militarna
-"Kto to są – pancehrni?" – zapytał dziś Potworek znienacka przerywając końcoworoczne rozmyślania Matki za kierownicą.
-"Oj…" – rozmarzyła się Matka, która ongiś nie przepuszczała żadnej serii pancernych -"Czterej pancerni i pies! Taki fajny film, który mama oglądała kiedyś zawsze z dziadkiem!
-"A ja oglądałam?" – podrapał się w głowę Potworek
-"Nie, skąd! Zakazali pokazywania!" – odrzekła Matka i zatrzęsła się z oburzenia. Było, minęło, ale jednak!
-"A jak będzie w telewizji to też obejrzę?" – z tylnego siedzenia doszedł tym razem głos błagalnoproszalny.
-"A pewnie!" – zgodziła się Matka -"Jak ja chodziłam do przedszkola to zawsze z dzieciakami bawiliśmy się pod wierzbą i na płocie z opon był czołg!"
Matka nie dodała już, że do roli Janka było 30 osób na jedno miejsce, do Marusi również 30, Lidka i Gustlik mieli z 20 fanów, zaś Grigorij i Olgierd (zanim go nie zabili) zaledwie koło pięciu. Tak, czy owak udawało się obsadzić wszystkich pancernych, ale za cholerę nikt nie chciał być Szarikiem!!!
-"No to ja nie wiem, czemu ta piosenka jest taka brzydka..." – tu Maryśka przerwała wspomnienia Matki ze zgrzytem.
-"A jaka piosenka?"
-"No ta z cztehrech pancehrnych!" – zamachał łapkami Potworek -"Janeczka ma płytę i ja kilka razy słuchałam, i zapamiętałam kawałeczek!"
Matka zasępiła się. Piosenka, jak piosenka, nic jej nie można zarzucić, Fettingowi zresztą też.
-"A możesz mi zaśpiewać ten BRZYDKI kawałek?" – zaproponowała Potworkowi.
-"Bahrdzo phroszę, znam trzy linijki z rhefrhenu" – Maryśka otrzepała pióra i piskliwym głosikiem zaintonowała:
powhrócimy wiehrni,
zapalimy psa!!!"
… 2
Matka wyciagnęła spod stołu wielkie pudło muszelek i masy perłowej, i machnęła w celach odstresowawczych cztery sznury niepoważnych naszyjników z kolczykami. Cztery sznury, cztery kolory, cztery terapie na maile od dzieci w naszej-klasie: "Sorko, czy byłaby możliwość, żebym miała piątkę, a nie czwórkę?"
A ze stopni wychodzi trzy i pół…
Czy Matka jest normalna, że na te maile NIE odpisuje?
Ale też nie należy się dziwić, że siedziała i nanizywała na sznurki jak mrówa. Jak mawia pewna pani (prawdziwa) profesor – każdemu człowiekowi potrzebna jest od czasu do czasu cudownie bezmyślna robota…
Naszyjniki wakacyjne tu.
Rura!!!
Matka kilka dni temu dostąpiła niewątpliwego zaszczytu jechania samochodem MiaUżona. Można by powiedzieć – jakiż samochód MiaUżona, skoro kupiony wspólnie? A niech Matce ktoś powie, że jest jej, skoro jechała od listopada nim cztery razy, z czego jedynie raz za kółkiem – i to fuksem. Fuks był niekoniecznie zaplanowany, przyprawił MiaUżona o palpitację i zabrał z jego komórkowego konta ładnych parę złotych.
-"Pamiętaj, że tam się zapala taka czerrrrwona spiralka i ma zgasnąć, żebyś go zapaliła!!!"
-"Wiesz, że ON jest szerszy?"
-"Nie zadrap GO!!!"
I tak dalej. Szkoda czasu. Matka oczywiście zapomniała raz o spiralce, a zapalać miała co, bo na większości skrzyżowań cholera hiszpańska gasła. Nieważne. Matka NIE LUBI zmieniać samochodów! Nie odmyka jej się pewna klapka w mózgu odpowiedzialna za nagłe, a nieoczekiwane zmiany miejsc. To ta sama, co miast kazać wjechać kobiecie tyłem w miejsce parkingowe szepcze: "Poszukaj sobie wiekszej dziury trochę dalej!".
Ale co sie stało? A bardzo proszę:
Matka dwa tygodnie temu wracała z Potworami ze szkoły. Spieszyło jej się, bo jeździ teraz dużym objazdem, który się korkuje w okolicach 16.30, ale zauważyła z niesmakiem, że gaz nie był uprzejmy o tym pamiętać i domagał się gwałtownie wlania szarpaniem, mruganiem i pokazywaniem odpowiedniej liczby kilometrów.
-"Jedziemy zatankować!" – westchnęła Matka
-"O rajuuuuuuuuu" – zajęczał Potwór i Matka nie spodziewała się, że będzie inaczej -"Ja umówiłam się z Piotrem przed domem!"
-"No to możemy stanąć na moście i pójdziesz sobie półtorej godziny piechotą, hę?"- Matka ucięła temat, rzuciła przelotne spojrzenie posmarowane musztardą francuską i wypluła ziarenko gorczycy za okno.
Potwór spasował, Potworek zastanawiał się cichutko, czy też aby z kimś się nie umówił, a Matka wykręciła pod stację w samiutkim centrum Matki Metropolii.
-"Niemożliwe!" – uradowała się Matka własnym oczkom nie wierząc-"Nikt nie tankuje gazu!!!" – i wstawiła nos samochodu do skrętu stacjowego.
-" A czemu taka kolejka?" – zadał pytanie Potworek i Matka przyzna, że było inteligentne.
-"No właśnie…" – zasępiła się Matka i zarzuciła spojrzeniem – "No nie, to nauka jazdy blokuje wjazd, czy oni naprawdę nie mają gdzie trenować???"
-"Ale przed nią coś stoi!"- wymruczał Potwór, który miał spojrzenie z nieco innego pułapu i rozplaszczył się na szybie, żeby lepiej widzieć.
-"Uuuuu, pachołki!" – zmartwiła się Matka -"Ich w ogóle z ulicy nie widać i dlatego wszyscy wjechali i się zakorkowali!" – i Matka wrzuciła wsteczny, odwróciła się i zobaczyła za sobą kolejkę.
-"No to kicha!"-jęknęła Matka-"Stoimy, dopóki ci za mną nie odjadą. Mała chwilka, już mrugają kierunkowskazami"
I tak było. Odjechał jeden, potem drugi, następnie trzeci, zestał ostatni i Matka patrzyła czy już go nie ma, kiedy nagle:
-"JEBUT!!!"
Matka odwróciła się zdumiona i zobaczyła w swoich drzwiach tył innego samochodu. No fuck!!! Auto było hatchbackiem, więc o wyciągnięcie ręki było równie zdumione spojrzenie eleganckiej pani w średnim wieku.
-"No @&*^%$&^%$ tylko tego mi brakowało!" – pomyślała sobie Matka. Przeskanowała sobie natychmiast w mózgu każdy jeden rozwój sytuacji i niezwykle uprzejmie wyszłaby porozmiawiać, gdyby nie to, że drzwi tarasowało jej jakieś 1000 kilo blachy. Pani to chyba jednak wyczuła sensorami, bo delikatnie odjechała, żeby Matka mogła wystawić nogę z samochodu. I kiedy Matka wreszcie wylazła, elegancka pani dokonała rzeczy, której Matka wcale a wcale nie przewidziała.
Bo pani dokonała manewru pod tytułem RURA!!!
-"No #^%$&%^, ucieka mi!!!" – Matka tym razem nie baczyła na Potwory. Przeliczyła sobie zaraz malowanie drzwi! Wsiadła i co? Pognała za panią, trąbiąc ile wlezie i mając w dalszej części ciała ilu spotka po drodze znajomych. Pani co i raz sie odwracała kontrolując sytuację, ale Matka wkurzona była nie na żarty i poszła w zaparte.
Pani w koncu skapitulowała, zjechała na pobocze i wyszedłszy zapytała:
-"Ja bardzo przepraszam, ale DLACZEGO pani na mnie trąbi?"
Matkę zatkało. Ale przyzna – uprzejma była nieopisanie wręcz.
-"Proszę pani, pani się pyta, czemu trąbię??? A dlaczego pani we mnie uderza i odjeżdża nie sprawdzając czy mi się coś stało???"
-"JA w panią uderzyłam? No niemożliwe!!!"
Matka padła. Nie, no panią kiedyś niechcący zgniecie maszyna do złomu, a ona tego pewnie nie zauważy!
-" Zaraz pani pokażę"- i Matka miała wreszcie okazję obejrzeć swoje drzwi. Były wgniecione na dole. Niby niewiele, ale jednak!
-"I ja bym miała to zrobić?" – zdumiała się pani-"Przecież u mnie nic sie nie stało!"
No faktycznie nic i Matka zazgrzytała.
-"Pani uderzyła we mnie zderzakiem. Naddał się i odskoczył – po to się tak nazywa" – rzuciła Matka i czekała co dalej.
-"Wie pani, ja mam wrażenie, że pani mnie chce naciągnąć na pieniądze. My się oczywiście dogadamy, ale pani mnie naciąga!" – zabulgotała elegancka pani, a Matce zrobiło się czarno w oczach. No bo co jak co, ale nie naciąga nikogo, nigdy i na nic! Nie, no kurka, czekała z tym wgnieceniem, aż jej ktoś przyrżnie!
-"Wie pani, jesli pani tak uważa, to zawsze możemy wezwać Policję, żeby rozstrzygnęła" – zaproponował Matka doskonale wiedząc, że pani na to pójdzie niechętnie, bo w końcu nawet dziecko wie, że to kosztuje.
-"A to będzie chyba najlepsze wyjście!" – ucieszyła się pani, a Matka wyciagnęła telefon ciesząc się w duchu, że będzie miała sprawę z głowy.
Nadusiła numery i bardzo sie dziwiła, że ktoś od razu podniósł słuchawkę.
-"Dzień dobry, mówi Matka Taka a Taka, chciałabym zgłosić zdarzenie na ulicy Takiej a Takiej i tratatata…" – tu Matka wyłuszczyła z grubsza o co chodzi
-"Pani!"- w słuchawce zabrzmiało nieco mniej uprzejmie -"A może tak pani zadzwoni na Policję? 9-9-7 ?"
-" A gdzie ja dzwonię?" – Matka zrobiła oczy jak guziki
-"Na PO-GO-TO-WIE!!!"
Jeju, Matka jednak się zdenerwowała.
No dobra. 997. Zapomnijcie! Ale od czego sa komórki? 112! Kpina! W ogóle nie działało. Po kwadransie Matka się dodzwoniła, po kolejnej półgodzinie panowie dojechali.
Matka zupełnie nie rizumie czemu byli tak rozbawieni, jak zobaczyli Matki drzwi.
-"Wiecie panowie, ja wiem, że krew się nie leje i marka samochodu jeszcze jest rozpoznawalna, ale nie zamierzam za to płacić!"
-"A pewnie, że nie" – zgodził się pan w białej czapeczce -"To jak było?" – spytał i odpowiedziała mu tylko Matka, bo pani jak zamknęła się w swoim autku z gazetką, tak siedziała dalej.
-"Pani we mnie bum, a potem ja chcę rozmawiac, a pani rura!"
-"Ta pani odjechała!!!" – przez okno wysunęła się głowa Potwora, którą Matka natychmiast ukręciła i wrzuciła na tylne siedzenie.
-"Pani RURA???" – pan wykonał charakterystyczny ruch oczkami, podczas którego obejrzał sobie wnętrze mózgu w poszukiwaniu komórek, ale najwyrażniej znalazł sporo, bo ruszył w kierunku pani.
I rozmowa była krótka. Matka okazała papiery wszelakie i odjechała.
Pani została pouczona o skutkach bum i o tym, że blacha ma to do siebie, że się wgniata. Panowie nawet znaleźli co, czym i gdzie. I wypisali oczywiście zdumionej pani mandat za bum i dodatkowo za rurę.
A co dalej, to Matka kiedy indziej napisze, bo wszyscy już usnęli od czytania. Dość, że ma auto wyklepane i pomalowane.
Nie wiedziała tylko, czemu MiaUżon nie marudzi.
-"Nawet dobrze się stało!" – ślubny zatarł któregoś wieczoru swe wysięgniki.
Matka lekko osłupiała. Dwie godziny w plecy, nerwy, bulgocząca pani i tak dalej …
-"I tak miałem malować u dołu te drzwi, bo tam było malutkie ognisko rdzy! A tak znalazłaś sponsora!"
Matka dalej stała jak zamurowana. A następnie wykonała mord na MiaUżonie, który zdążył jeszcze powiedzieć:
-"I tak jakby co, to z tyłu na zderzaku jest taka mała ryska, którą zrobiłem cofając pod pracą, może znów ktoś w ciebie by wyrżnął…?"