Matka cierpi na jakąś niewiarygodna ilość wejść na blog, ale doskonale wie czemu. Sytuacja powtarza się corocznie i Matka trzęsie portkami, że sprawa się w końcu rypnie.
Chodzi mianowicie o łapki małej Janeczki, która zapozowała swojego czasu do zdjęcia wielkanoco-rozpaczliwego. Dwa jaja, na środku piórko – a to wszystko w łapkach Potwora, który był jeszcze dziecięciem mocno spolegliwym i niepyskatym (czy to w ogóle możliwe???).
Zdjęcie zaczęło żyć własnym życiem, trafiło na różne strony śmieszne, do wszelakich żartów internetowych i tak dalej, aż wreszcie zostało przysłane do Matki jako plagiat.
-„Czy ty widziałaś, że wykorzystali twoje zdjęcie???” – zapytała mailowo Matkę koleżanka wysyłając jej jakąś niby-reklamę wódki na kaczych jajach.
-„Patrz ty, jaki naród podły!” – odpowiedziała natychmiast Matka przytomnie -„Wysłałam dwudziestu osobom życzenia na święta, a oni porozsyłali dalej!”
I szczęście, że tak było – inaczej Matka zakluczyłaby blog na wszystkie spusty.
A tymczasem nastraja się świątecznie, kupuje szynkę w opakowaniach małych i poręcznych, od razu pokrojoną i zamierza nastawić jutro zakwas na żurek. Bo Matka żurek robi najprzedniejszy z przednich i rok temu obfotografowała zakwas na okoliczność przepisu, o ile ktoś wyrazi zainteresowanie rzecz jasna. Matka tu nikogo żurkiem zalewać nie zamierza, o, nie!
Bo u Matki jak żurek, to NIGDY Winiary!!!
Matce by przez gardło nie przeszło nic proszkowego, ani z kartonu, Matkę trzęsie, jak tylko reklamy takie widzi.
A poza tym w Matki żurku nie pływa żadne jajko. Ale inne rzeczy tak.
I kiedy Matka spotkała się w tym roku na smutnej uroczystości rodzinnej, to żona kuzyna naszeptała Matce do ucha:
-„Ty masz pojęcie – nigdzie u rodziny ten mój chłop nie chce jeść żurku!!! Mówi, że takiego, jak jego kuzynka to NIKT nie robi!”
I Matka spuchła z dumy, choć nie pamieta nawet, że kiedyś, kiedyś ten żurek zrobiła. Oj, z piętnaście lat temu chyba. To się kuzyn wypościł swoją drogą…
To jakby coś – bardzo proszę. Ze zdjęciem. O.
Płyta
Matka odwiozła właśnie Janeczkę do szkoły, następnie udała się, o naiwna, do hipermarketu po zakupy, zabierając ze soba zdrowiejącego Potworka. Tam ujrzała tłum kłębiący się nad podejrzanie tanimi pomarańczami i szybko ominęła je szerokim łukiem podejrzewając, że gdyby kupiła, to najpierw plułaby wiórami, a potem zmumifikowała resztę. Matka z MiaUżonem mają cudowną właściwość zapominania o pomarańczach – pewnie dlatego, że za nimi nie szaleją?
Ale co tam pomarańcze. Matka wykonała rundki po sklepie, z których pół przeznaczonych było na zakupy a reszta, czyli pięć i pół na poszukiwanie Znikającego Punktu, jakim było dziecię.
A teraz Matka siedzi i rozkoszuje sie kawą ze śmietanką, która to kawa pachniała jej wczoraj. Matka udała się bowiem do szkoły tylko na jedną godzinę lekcyjną, potem odprowadziła dzieci na rekolekcje i szurnęła do domu. Niestety musiała też przyjść wczesniej o godzinę, bo siedziała na jakiejś maturze. Matki rodzaj matur kompletnie nie obchodzi, przychodzi, przewodniczy albo członkuje, rozdaje, informuje, odlicza, przynosi i zanosi. We wtorek niemal zeszła z nudów na polskim i zaburczała się brzuchem na amen, bo wiadomo – czasy, kiedy komisja zażerała się pączkami i opijała kawą, szeleszcząc poranna gazetą minęły bezpowrotnie i bardzo dobrze. Niestety Matce pozostało przez 170 minut wpatrywać się w jakieś francuskie deklinacje czy inne dziady, czego Matka ani w ząb nie rozumie.
Ale w drugiej szkole było inaczej i komisja się co godzinę zmieniała, żeby nie miało to wpływu na inne lekcje. Matka wyczytała więc, że jest jako druga, a potem jeszcze jedna osoba, więc machnęłą ręką, przybyła dziesięć minut przez czasem i zaparzyła sobie kawę. Usiadła, potoczyła wzrokiem po pokoju, w którym natychmiast odróżniało się członków komisji od nieczłonków po ubranku.
-„A ty co?” – zapytała koleżanka.
-„Co – ja?” – zdziwiła się Matka i przymierzyła do pierwszego siorbnięcia.
-„Zdążysz?” – koleżanka poprawiła się na krześle nieco niespokojnie.
-„Jasne, mam tu obok!” – i Matka znów zrobiła dziubek, żeby jednak spróbować tej kawy, bo skręcało ją od zapachu, a zostało tylko pięć minut.
-„A gdzie masz sprzęt, płytę z nagraniem i arkusze?” – no nieustępliwa cholera.
Matka odstawiła kawę, po czym osłupiała i do niej dotarło.
-„Piszą nie od ósmej, tylko od dziewiątej???” – otworzyła szeroko klapy.
-„No przecież!!!” – machnęła ręką koleżanka.
-„Angielski???” – Matka przypomniała sobie natychmiast te osiem płyt, które nie ruszyły na prawdziwej maturze rok temu w drugiej szkole!
W momencie porzuciła myśli o porannej kawie. Zostawiła zapach daleko za sobą i pognała kurcgalopkiem do gabinetu dyrektora po numerki, arkusze, koperty, zszywacz, płytę ( o matko, płytę!!!) i odtwarzacz.
Przypomniało jej sie po drodze, że w tej szkole komisje są jednoosobowe, czyli musi się roztroić i zdążyć. Wpadła więc do klasy, podłączyła sprzęt – nie działał. Wyciągnęła następny przedłużacz – jest prąd. Głośność – OK. Rozłożyła numerki, otworzyła klasę, wpuściła naród, rozdała arkusze, wyłuszczyła wszystko. Udało jej się prawie, prawie.
Prawie, bo zszywacz do przypinania kopert z paskiem peselowym wypluwał bokiem po trzy zszywki i Matka w połowie klasy została z pustym urządzeniem.
-„Przypnie wam to pani TakaaTaka jak skończycie, żeby teraz już nie przeszkadzać” – machnęła ręką Matka, bo faktycznie nie miało to najmniejszego znaczenia -” A teraz juz zapisuję godzinę rozpoczęcia!”
I Matka rzuciwszy się do tablicy wykaligrafowała pięknie godzinę 0 i godzinę zakończenia, po czym padła na krzesło z poczuciem dobrze spełnionej, acz nieoczekiwanej misji.
Zapadła cisza a dzieci jak jeden mąż patrzyły na zwisającą z krzesła Matkę jak na ikonę.
Matka poruszyła się, łypnęła na prawo i lewo i doszła do wniosku, że coś jest nie tak…
Najlepiej sprawdzić u źródła…
-„Czemu tak na mnie patrzycie?” – zapytała Matka, choć nie była pewna, czy to zgodne z regulaminem.
-„No bo może…” – chrzaknęło chłopię w trzeciej ławce – „…może sorka włączyłaby nam już …tę płytę?”
A teraz Matka – żeby odreagować wczorajsze emocje – udaje się na strych, żeby machnąć jakieś kubikowe biżuty do wstawienia na blog. Po południu proszę sprawdzać. Galeria galerią – ja cały czas powtarzam, że rządzi się swoimi prawami typu narzut plus oczywiście dwa podatki, co uszczupla Matce cenę o procent 60. Smutne to, ale prawdziwe.
Blog uszczupla mniej:-) I są tam inne rzeczy. Nie należy więc porównywać, bo można się wystraszyć :-))
Gad mały i duży
Matka w zasadzie poza jęczeniem nie ma nic ciekawego do napisania.
No bo co? Że jak konkursów dla dzieci nie ma, to nie ma, a jak sie zwalą to można paść? A dzieci przynoszą wszystko nie tak opisane i kartka po kartce Matka siedzi i na kolanie w sekretariacie poprawia? I to w dzień, kiedy wcale jej w szkole być nie powinno? Normalka!
Że Potworek zaliczył edukację przedszkolną w lutym na dniach sześciu, bo znów zachorował? Dziwne? I Matka teraz go musi wszędzie ciągać ze sobą i w domu na okragło Maryśka coś chce, więc robota leży odłogiem? Normalka!!!
Że Matka pozałatwiała wszelkie papierzyska związane z firmą w momencie i utknęła na dwa dni w Urzędzie Skarbowym, gdzie pan nic jej nie chciał pomóc, bo „Ja proszę pani NIE MUSZĘ!”. I głupot nagadał, w związku z czym pani niemiła, ale kompetentna kratka po kratce Matce wyjaśniła zawiłości formularza VATowskiego? Z ochrzanem gratis? Normalka!!!
Że Matka nabyła w końcu kasę fiskalną i cały wieczór przebijała się przez nią wbijając jakieś kody, z instrukcją przed nosem, bo w kasie jest wszystko na abarot w porównaniu z komputerem? Normalka!!!
Że Matka nie ruszyła nic a nic ze sklepem internetowym, bo raz, że dalej ją przeraża, a dwa nie miała kiedy tego zrobić? Normalka!!!
Że pokasowała wpisy na drugim blogu i zacznie wszystko od nowa? Prawie normalka…
Że po drodze trafiła się okazja wyjątkowo smutna, bo zmarła ulubiona ciotka Matki, czyli siostra jej ojca, o której Matka niedawno pisała? I to w Matki rodzinie jest cyklicznie powtarzającą się normą. Można by powiedzieć, że pogrzeby zdarzają się każdemu, ale Matka ma wrażenie, że w jej rodzinie jakoś częściej, czy co? Niech licho taką normę, że rodzina widzi się tylko podczas styp!!!
Że Matka zna już na pamięć wszystkie odcinki H2O i Pippi?
Wszystkie?
-„Weź no wyłącz ten telewizor, bo ja przecież zwariuję od tych syren!!!” – zarządziła Matka pisząc jedną ręką i jedząc obiad drugą.
-„Ale ja obejrzałam tylko DWA bajki!!!” – załkał Potworek, dla którego istnieje tylko rodzaj męski.
-„Nic nie szkodzi, ja myśleć nie mogę!!!” – wkurzyła się Matka.
–„Nie możesz na mnie krzyczeć!” – rzucił Potworek przechodząc koło Matki obrażony i ewakuując się do swojego pokoju – „Tatuś powiedział, że to ON mnie zrobił, a ty tylko urodziłaś!!!”
Matkę zatkało!!!
MiaUżon intrygant, gad i co tylko jeszcze?
Matka dziewięć miesięcy pracowicie odżywiała Potworka, z czego dwadzieścia tygodni leżąc bykiem krasym, bo się Maryśka pchała na ten świat, a teraz słyszy, że tatuś ważniejszy, bo on Potworka zrobił???
Niedoczekanie!
To się, psiakość, namęczył przy tym jak cholera!!!
Black and white
Matka przypomniała sobie czasy, kiedy w każdą sobotę normalnie się chadzało do szkoły. Potem było jakoś tak, że chodziło się bodaj w jedną sobotę, bo była pracującą i nazywaliśmy ją szóstkiem. Ale jak wtedy wyglądał plan lekcji, to Matka nie pamięta za nic.
Wie jednak, że sobotni wieczór był najprzyjemniejszym momentem całego tygodnia, zaś w niedzielę nie myślało się już o niczym innym, jak tylko o koszmarze poniedziałku. Matka ma nawet wrażenie, że w kwestii niedzieli niewiele się w jej życiu zmieniło…
Teraz zaś najprzyjemniejszą chwilą są wieczory środowe. Matka przychodzi ze szkoły wypluta do cna, bo dzień jest mocno intensywny, a najbardziej rozrabiające klasy są na siódmej i ósmej godzinie, więc Matka ma wrażenie, że idąc do samochodu rzuca na ulicę swój cień z wbitym jakimś długim i ostrym przedmiotem w plecy. Na wszelki wypadek się nie ogląda…
Za to w czwartek odwozi Potwory do szkołoprzedszkoli i wróciwszy uwala się przy stole i wypija spokojną kawę ze śmietanką. I gdyby lubiła, to by głośno siorbała, ale nie lubi. Czyta sobie za to gazetę, myje kubek i idzie do swojej roboty – czy to obraz, czy kolczyki, nieważne. Jest cisza, spokój i warunki do pracy.
Trudno powiedzieć kiedy Matka przeżywała ostatnio wspomniane błogosławione chwile, bo przecież Potwory chorowały naprzemiennie bądź wspólnie od jakichś sześciu tygodni i Matka miast nad kawą pochylała sie raczej nad własnym grobem ze zgryzoty. W końcu jednak nadszedł moment, kiedy oba wróciły do placówek, Matka odbębniła pracowicie trzy dni, przygotowała jeden z pięciu egzaminów klasyfikacyjnych, które musi przeprowadzić dzieciom (jutro pierwszy) i zarządziła umówienie majstrów do rolety zewnętrznej, która była tak niezwykle uprzejma, że się zerwała pogrążając kuchnię w egipskich ciemnościach na półtora tygodnia.
Plan był chytry – umówić majstrów na dziewiątą. Wtedy MiaUżon zmuszony będzie odstawić rano dzieci do miejsc pobierania nauki, a Matka bedzie się wylegiwać do całej wpół do ósmej!!!
I tak się stało. Matka o szóstej dopilnowała Potworka, żeby się umył i ubrał, Potwór w tym czasie posłał łóżko i zszedł na dół, zaś Matka dopełniwszy obowiązków padła na wyro, dojrzała, że jest szósta dwadzieścia i ma całą godzinę i dziesięć minut na kolorowe sny. Nie, Matka zapomniała, że ma czarno-białe. Dobra, niech i takie będą.
I przyśniła się Matce zreperowana roleta . Matka sobie ja podciągała i opuszczała. Podciągała i opuszczała. A roleta z delikatnym szumem wpuszczała piękne, słoneczne światło do mieszkania, które napełniało się odcieniami szarości i zapachami pierwszych wiosennych kwiatów. Za oknem ćwierkały ptaki, czarny kos skakał po gałązkach,w oddali przeltywały białe sójki.
Po moreli, która rośnie u Matki w ogrodzie przebiegła czarno-biała wiewiórka.
-„Stuk, stuk, stuk, stuk!” – zapukała głośno obcasami.
Matka przyjrzała się zwierzątku z niedowierzaniem.
-„Stuk, stuk, stuk!” – wiewióra waliła obcasami coraz głośniej.
-„Weź no wstań!” – powiedziała w końcu Matce prosto do ucha – „Wstań szybko, bo wróciłem spod samej szkoły. Janeczka rzyga!!!”
A Matka tego dnia nic już więcej nie zrobiła…
Tylko panowie przybyli i wpuścili światło do kuchni zreperowawszy roletę.
I szczęście wiewióry, że jej nie było na moreli!!!
Pamięć operacyjna?
Matka zaczęła nowy semestr i szczerze mówiąc kompletnie zapomniała, czy było to wczoraj, czy tydzień temu… Nie, no chyba tydzień temu?
Czas zdecydowanie za szybko ucieka!
Na drugim blogu został umieszczony stosowny wpis, który można sobie poczytac i bedzie wiadomo co i jak dalej. Tutaj szkoda czasu, a poza tym Matka zaraz śmiga do szkoły.
Tymczasem Potwory…
No właśnie, dawno o Potworach nie było.
Potwory zaczeły uczęszczac na zajęcia. Janeczka w związku z tym ma różne tańce i angielskie, więc wraca do domu lekko spóźniona. Przywozi ją albo Matka, która pada na pysk z jeżdżenie w tę i z powrotem, albo MiaUżon, co Matce bardzo odpowiada, bo zawsze to obiad o wpół do szóstej jest lepszym obiadem, niż o szóstej dwadzieścia.
Maryśka zasiada wtedy przed telewizornią i ma pół godziny dla siebie, a Matka święty spokój na obieranie ziemniaków i tańce nad patelnią.
–„Włąłnczysz mi Dżetiks?” – pyta zawsze Potworek udając, że to wcale a wcale nie jest ten kanał, o którym Matka mysli i go szczerze nienawidzi.
A Matka okrutnie się myli i najpierw próbuje chytrze jakieś Bumerangi, potem Teletubisie i inne Disney’e .
–„Nie, nie, nie” – na wszystko kręci głową Maryśka – „Terhaz jest HadwaO!
Matka H2O jeszcze jako-tako jest w stanie zdzierżyć. nawet jesli to jest powtórka.
A kiedy już wszystko jest obejrzane i obiad wpada w dwie paszcze, zjawia się MiaUżon z Janeczką.
-„Co było, co było????” – Potwór nieodmiennie pyta Maryśkę przestepując niecierpliwie z nogi na nogę.
-„Nooooooooo…” – Maryśka prycha kartofelkiem w promieniu pół metra –„HadwaO!!!”
-„Ja wiem, że H2O, ale co było w tym odcinku?!!” – złości się Potwór tracąc cenne sekundy na zycie w kompletnej nieświadomości.
–„Ojeeeeeej!” – tu Potworek szczerze załamuje rączyny, grzechocząc na wszelki wypadek oczkami –„Ja wiem, że kazałaś mi obejrzeć, ale nic nie mówiłaś, że mam przy tym ZAPAMIĘTYWAĆ…”
Agentki kontra Jinx
Matka wpadła w dół głęboki jak Rów Mariański (bądź inny, o dowolnej nazwie, o ile okaże się równie imponujący), gdyż kończą się ferie. Bilans Matka ma straszliwie mizerny. Ma się rozumieć zaplanowała tysiąc trzysta pięćdziesiąt osiem czynności, z czego wykonała trzy: picie kawy, użeranie się z Potworami i częściowy porządek na strychu. Częściowy, bo w dalszym ciągu nie ma co zrobić z hałdą rzeczy Potworka.
Matka to nawet dwa dni temu napełniła pięć worów na śmieci a 120 litrów każdy pamprami i ubrankami po Maryśce, a MIaUżon wywiózł je do SąsiedniegoUzdrowiskowegoMiasteczka do Domu Samotnej Matki, prowadzonego przez siostry, ale nie zrobiło to żadnej róznicy, bo Matka wory wyciagała ze schowka strychowego, który w stanie zamkniętym nie zakłóca jej wrażeń eststycznych. A może teraz Matka powinna cały bardak Potworowy wsadzić w wory i wyciepnąć na puste miejsce?
Niewykluczone, że tak się stanie, bo pokój Potworka nie bedzie w stanie wchłonąć tego bajzlu. Juz nawet Matka wypuściła wór sąsiadce, która za dwa tygodnie stanie sie babcią, bo rzecz jasna po kątach walały się liczne zapomniane Dupla i inne fajne grzechoty.
Ale za to Matka wzięła papier ścierny i cyklinę, i zaatakowała swoje ukochane biurko, którego kolor był niemal nierozpoznawalny pod zwałami farb olejnych, które przypadkowo chlapnęły jej z pędzla, tudzież cierpiało z powodu tłustych plam po oleju lnianym (żeby Matka wiedziała, że nic ich nie wywabi, to by bardziej uważała :-() i wreszcie ogromnych, autorstwa teściowej, która podlała uczciwie kwiatki.
Pleców Matka nie czuje, ale wygląda lepiej. Biurko, nie Matka. Plamy zostały, ale nie wszystkie, no i wreszcie kolorowe ciapki i faktura zniknęły.
Teraz Matka biurko lakieruje, a Potworek zrzędzi, że śmierdzi zdechłym szczurem. Pracownia Matki, nie Potworek.
Ale Matka miała wcale nie o tym!
Bo tak naprawdę to ferie były do chrzanu – Matka po pierwsze wykrakała sobie choroby i Potworek skończył dopiero wczoraj antybiotyk, ale zdrów jest nadzwyczajnie. Od poniedziałku idzie do Babci – Matka nie jest głupia i nie da go do przedszkola – natychmiast się znów rozchoruje! I jeszcze od dziś łyka Isoprinosinę na odporność – zobaczymy, czy pomoże.
Ale najgorsze było to – i o tym Matka chciała napisać – że Potwory naprawszy się ile wlezie, pokłóciwszy też, siadały przed telewizorem i oglądały bajki.
Koziołka Matołka? Myszkę Miki? Kaczora Donalda? Jaskiniowców? Teletubisie?
NIE!!!
Jakis cholerny kanał Jetix, na którym leci na okrągło Galactic Football, Witch i inne @*(&%$$%$#*% filmy!!!
-„Ja chcę Toma i Jerry’ego!!!” – jęczał MiaUżon – „To jest taka fajna bajka!!!”
-„Eeeee” – zmarszczył nos Potworek -„Proszę mi włączyć na cztery zero, tam są Odlotowe Agentki!!!
Matka rozumie, że Janeczka ogląda jakieś H2O, ale, że Potworek nie lubi o myszkach, jaskiniowcach, MISIU YOGI??? Albo Matki najulubieńszych z dzieciństwa Pixie i Dixie?
A tak na ekranie walczą, wyją, błyskają i wyrażają się. Chodzą jakieś charczące roboty i machają antenkami.
Matka co jakiś czas próbuje przełączyć na koty i myszki – na próżno. I wywala wtedy Potworka na górę, który idzie po schodach łkając dramatycznie, ale trudno!!!
Bo Matka sfiksuje od takich kreskówek!
Może nie jest tak źle, że ferie się kończą?
Wróć Bolki i Lolku! Wroć Reksiu! Misiu z Błękitnego Domu (Matka nowości też lubi! Patafilu i Filopacie!
Ech…
Fotel i porządki
Matka postanowiła posprzątać strych – zajęcie karkołomne i syzyfowa praca, bowiem MiaUżon porządek na strychu odbiera zawsze jednoznacznie. Jak tylko Matka zwolni kawałek podłogi, wytrze kurze i przystosuje poddasze do życia, natychmiast pojawia się tam kartonik, pięć reklamówek z nie wiedzieć czym i różne inne szpargały MiaUżona. matce od razu przypomina się pies kuzyna. Misio mianowicie, kiedy się zrobiło święto lasu i wykąpało go dokładnie biegł ile sił w krótkich łapkach i szukał zdechłego szczura, żeby się w nim wytarzać.
Matka ma wrażenie, że ze strychem jest dokładnie tak samo! Trzeba siedzieć z wiszącymi nad głową kartonami, kartonikami i przesuwać wszystko noga na podłodze. Dziesięć lat, a tam NIE wygląda.
W piątek Matka odsunęła więc na bok co się da i wytaszczyła pierwszy karton, jak się okazało z ponad dwudziestu. Otworzyła, obejrzała, przypomniała sobie, że to były książki „do wydania” i wykonała dwa telefony. czy muzeum chce książki branżowe i czy pewne towarzystwo naukowe też.
Z pocałowaniem ręki!!!
<BR.Matka umówiła się więc na odbiór i zaczęła segregować. Katalogi, albumy, albumiszcza, książki wydane przed wojną nawet. Nie chce ich!
Nie będzie sprzedawać na allegro!
Ma kilka tysięcy na półkach i to jej wystarczy. Te w kartonach oddaje!!!
Podobno sa w Ameryce firmy, które za 1000 dolarów sprzataja domy. Wyrywają z rąk właścicieli bibeloty, które zagracają chałupy i wydają się być okropnie potrzebne. Matka teraz rozumie potrzebę istnienia takich firm…
To jakaś masakra ile razy można brać do ręki ten sam przedmiot, do niczego oczywiście od dawna niepotrzebny i odkładać go na miejsce. Bo drewno. Bo ręczna robota. Bo czysta, żywa wełna!
Najlepiej sprawę załatwia przeprowadzka – ale Matce na kolejną się szczęsliwie nie zanosi.
Niezły jet także pożar, ale podziekujemy. Może jednak nie…
Sprzątanie Matki polegało od dawna na odkurzaniu stosu kartonów i przesuwaniu fotela na miejsce stolika oraz odwrotnie. Bo nic innego się nie dawało zrobić.Bo szkoda wywalić szafeczkę, która jest jeszcze całkiem, cakiem. I strych Matki wygląda jak lombard!
No i nie da się wszystkiego zrobić od razu, bo jak się okazało największa przeszkodą są plecy. Durna Matka zniosła bowiem do piwnicy trzy kartoniki z albumami i odpadła. Koniec!
Resztę wyniósł w sobotę MiaUżon burcząc za każdym nawrotem. A Matka wymyśliła sobie powieszenie półeczki, która również dziesięć lat stała pod ścianą. Ślubny przyniósł wiertarkę i wykonał trzy dziury w miejscu przez Matkę wskazanym. Kołki wpadły we wszystkie i więcej się nie pojawiły. Za dechami boazerii była pustka…
Półka zawisła więc nad Matki zlewem pracownianym, trudno.
A potem Matka ukłuła się po kilkakroć w miejsca mocno strategiczne agawą, bo nie mogła się ruszyć.
-„Chodź jeszcze, mam pomysł!!!” – zawoałała do MiaUżona.
-„Rany, co znowu!!!” – zaryczał ten i przyczłapał na górę.
-„Wywalamy z góry stary fotel dla Maryśki a zabieramy jej komodę – i tak trzeba będzie ją wynieść, kiedy kupimy normalne łóżko”
MiaUżon zabił Matkę wzrokiem. Obie rzeczy były ciężkie jak cholera. Fotel lat czterdzieści a komoda o sto więcej. Ale poprzenosili!
A teraz Matka oddali się w celu dalszego porządkowania. No bo jak chce pracować legalnie, to musi mieć warunki. Jeszcze luty i rusza z biżu na nowo!
A z zamieszania najbardziej KTO jest zadowolony?
Potworek!!!
Matka nakryła mu fotel zasłoną w niebieskie kwiatki i Potworek jak w nim usiadł, tak do dziś siedzi z przerwą na siusiu i sen…
Pierwszy fotel w życiu Maryśki!!!
Hasło dostępu
Matka podejrzewa, że zanim ferie się skończą – eksploduje. Może również wyjść ze skóry, stanąć obok i zrobić piruecik.
Czy to jest możliwe, że Matka na te ferie czekała? W ŻYCIU!!!
Chce do pracy!!!
Bo wszystko zrobiło się pod górkę.
Co chwila trzeba Potworka gonić, żeby wytarł nos, odkaszlnął, odklepnął i tak dalej. Starszy Potwór był tak solidarny, że się częściowo zaraził. Smarka, pokasłuje, ale jakoś tam jest. Co wcale mu oczywiście nie przeszkadza naparzać się z Maryśką z dowolnego powodu lub bez.
-„Bo ona na mnie kaszle i kicha!” – Janeczka zawsze ma jedną odpowiedź.
Matka nie wątpi, że Potworek kicha, sama tego doświadcza i już też rzęzi.
I nic nie udaje jej się zrobić!
-„Internet na dole nie chodzi, idę na strych!” – zapowiedziała wczoraj Matka, która pilnie musiała coś kupić, a strona jej się wieszała. No wiadomo – znów musi zadzwonić do TPSA, że jej 1 mega chodzi z szybkością dokładnie dwadzieścia razy mniejszą. Oddadzą jej jakieś grosiki i powiedzą, że ma przeciążone łącze. Tyle. Kiedy? Nie, proszę pani, nie wiemy kiedy to ruszy. Bandyci!!!
Matka pełna wewnętrznego wkurzenia wlazła więc na strych, gdzie w dalszym ciągu nigdzie nie daje się dojść, poza starym komputerem.
Włączyła maszynę i wylogowała Janeczkę, żeby wejść na swój profil zwany administratorem, na którym zainstalowała sobie Operę, jako, ze do IE czuje niechęć odurodzeniową niemal. Wklepała więc „administrator” i wcisnęła enter, jako że musiałaby zwariować, żeby zakładać sobie we własnym domu jakiekolwiek hasło.
I wtedy to bydlę szare – komputer – napisał jej, że hasło nie jest takie, jak on by chciał. Matka zbaraniała. No przecież nie oszalała i dobrze pamięta!
Jeszcze raz. Znów bydlę napisało!
Matka metodą blondynki wyłączyła komputer, włączyła – dalej chce hasło!!!
No żeż kurka wodna. Z bydlęcia korzysta Matka i Janeczka.
-„JANINA!!!” – Matka ryknęła tak, że sie przesunął monitor. Bynajmniej nie płaski.
–„Janeczka wyszła pszeciesz nadfóhr!” – zza pleców Matki wyrósł niespodziewanie Potworek i opluł ją charytatywnie kaszlem.
Matka zazgrzytała. Zaraz zje jej koszyk zakupów i będzie musiała cyrkować dwie godziny od początku. O, nie!!!
-„Nie wiesz, czy Janeczka nie grzebała mi tu przy komputerze?” – spytała Matka Maryśki z rozpaczą.
Potworek zrobił minę, którą w każdym języku określa się jako „Nic nie wiem i nie chce mi się nawet specjalnie wiedzieć”. Jasne. Matka postanowiła uruchomić wszelkie rezerwy pamięci – może jednak założyła hasło?
Osiem prób poszło na marne. Jednak nie.
Ale, ale! Janeczka kiedyś, het, prosiła Matkę, żeby zajrzała do komputera (ciągle przecież MATKI komputera!!!)i naprawiła jej internet. Potwór namieszał coś w połączeniach i chcąc nie chcąc musiał zdradzić hasło. Ale kiedy to było!
„JESIEN SREDNIOWIECZA” – wklepała Matka logując się jako Janeczka.
-A-KU-RAT!!! – pomyślał sobie komputer.
Matce coś ta jesień chodziła po głowie. Wypróbowała dziesięć wariantów jesieni, aż bang! Przypomniało jej się!
-„JESIEN2007” – wystukała. Czas mijał.
-„Goń się” – to komputer.
No teraz to już niemożliwe. Czyżby Potwór dokonał jakiejś finezyjnej modyfikacji w związku z porą roku?
-„ZIMA2007” – Matka wklepała radośnie.
Nic a nic. A może…?
-„ZIMA2008” – ostatnia szansa.
Rozbrzmiały fanfary!!! Pulpit rozbłysł znaczkami H2O – Potóąr zrobił wieś tańcząca i śpiewającą, ale Opery nie miał i mieć przecież nie mógł.
No jak się teraz okaże, że jednak grzebał w Matki ustawieniach to polecą pióra!
„Administrator – zima2008” – spróbowała Matka bez specjalnej nadziei.
„Bang, bang, bang!!!”
„Biednyś Potworze…” – zdążyła pomyśleć Matka i skończyła w ostatniej chwili zakupy. A potem zapomniała o sprawie, dzięki czemu Potwór przeżył wieczór szczęśliwie i beztrosko.
-„Juro zawieź Janeczkę na ulice TakąaTaką, pójdzie po południu z Joasią do kina na Asterixa, a mama Joasi potem ja odwiezie.
Matka uradowała się, bo oznaczało to chwilę ciszy w domu – Potworek bawił się sam zawsze fantastycznie i Matka mogła w tym czasie przenieść dwie albo i trzy góry.
Dzisiejszego ranka Matka zadzwoniła więc do przychodni, zamówiła numerek do Potworkowego lekarza i zapakowała Potwory o umówionej godzinie do auta.
-„Oczywiście pamiętasz, gdzie Joasia mieszka?” – zapytała Matka Potwora, który jeździł tam już kilka razy.
Janeczka spojrzała na Matkę z niemą rozpaczą.
-„Yyyyy” – wystękała – „Nie bardzo…”
Kurka wodna!!!
-„A adres znasz?” – Matka chwyciłą się namydlonej brzytwy.
Potwór znał, ale nic to Matce nie dawało – Joasia mieszkała w dzielnicy willowej, która byłą wielka i Matka tam nigdy nie bywała.
-„Tato powiedział, żebyś wzięła nawigację, to trafisz!” – przypomniało się Potworowi.
Nie byo wyjścia. Matka na podróż wewnątrz własnej GigantycznejMetropolii musiałą wziąć nawigację w palmtopie, która nabyła dla MiaUżona pod choinkę.
Czas uciekał. Matka podjechała do bankomatu, wybrała gotówkę, żeby Janeczka miała na kino i tuż przed umówioną godziną odapliła palmtopa.
„Hasło” – napisał ten łobuz, a Matka mało się nie katapultowała z samochodu.
Po jaki grzyb ustawiać w palmtopie hasło??? Jak go rąbną, to i hasło nie przeszkodzi!!!
-„Matko słodka, nie zdążę do lekarza, jakie tam jest do cholery hasło???” – Matka autentycznie miała dość – „Nie pamiętasz na pewno, gdzie Joasia mieszka?”
Potwór siedział cicho jak myszka. Nie pamietał za nic. No jasne, w końcu MiaUżon wiózł mu kuper.
Matka wsadziła palmtopa do pokrowca, wcisnęła gaz do dechy i pomknęła w kierunku, który wydawał jej się dobrym. No przecież po prostu zapyta!!! Jak zwykle!
Ale w połowie drogi Janeczka postanowiła podzielić się z Matką złotą myślą, która spowodowała, że Matkę trafił jasny szlag na miejscu a pióra słały się na poboczu gęstym kożuchem aż pod dom Joasi (odnaleziony dzięki jednemu pytaniu zadanemu młodemu człowiekowi na chodniku).
A na Matkę nic gorzej nie wpływa niż dobre rady i złote myśli podsuwane wtedy, gdy Matka ich nie chce. I wtedy Matce się wszystko przypomina od Adama i Ewy, a przynajmniej od POPRZEDNIEGO WIECZORU.
-„Wiesz…” – chrząknął mianowicie Potwór z tylnego siedzenia -„…ja tak sobie myślę, że dorośli to wymyślają do swoich urządzeń hasła takie DOŚĆ skomplikowane. Mogłabyś spróbować na przykład wklepać w tego palmtopa ZIMA2008…„
Przedsiębiorczość Matki c.d.
Matka co prawda sprytnie sobie wszystko wymyśliła, że w ferie rozwinie swą działalność gospodarczą, wykorzysta przypadkowy jedniodniowy urlop MiaUżona i zaatakuje Urząd Miasta, ale mury polskiej biurokracji okazały sie twardsze, niż przypuszczała.
-„Za wcześnie pani przyszła!” – oświadczył pan w punkcie przyjmowania podań.
-„Miesiąc to za wcześnie?” – Matka zrobiła oczy jak spodki.
-„Najwcześniej 16 lutego! Dwa tygodnie przed rozpoczeciem działalności!!!” – pan się zaparł i kropka.
I nie pomogły zaklęcia, że Matka ma własnie ferie i chce wykorzystać wolny czas. Nie da się! Żadne telefony nie pomogły.
Matka w celu totalnego dobicia się obejrzała liczne kasy fiskalne, które tylko w internecie są tańsze kilkaset złotych i odjechała do domu pogrążona we wkurzonej rozpaczy.
Tu od razu należy wyjaśnić, że rozpacz wkurzona motywuje do działania w odróżnieniu od rozpaczy pospolitej. Matka zamierza więc doprowadzić strych do stanu umożliwiającego jej dojście do sztalugi. Następnie zrobić przegląd koralików i remanent na wejście. Potem skończyć obraz, który czeka na to od lat czterech, a klient sobie własnie przypomniał. I przerobić biżutowego bloga od samiutkiego poczatku. Uporządkować szafę, żeby co rano nie być zabijaną przez spadające swetry i koszulki…
–„Kachu, kachu!” – Matkę otrzeźwił znajomy odgłos zlokalizowany w paszczy Potworka.
No właśnie. Choroba Maryśki ma się dobrze – Matka poczuła się natychmiast w obowiązku doniesienia. Po wczorajszej kontroli Potworek dostał Eurespal, który charakteryzuje się wysoka ceną i niemal żadnym działaniem. Wróciła temperatura, czyli jutro także Matka wróci, ale po raz trzeci do przychodni i ciekawa jest co dalej. Bo ma wrażenie, że Potworek wykorzystał już możliwości rynku farmaceutycznego w kwestii antybiotyków i pozostały jedynie zdradzieckie zastrzyki przez braci Słowian zza wschodniej granicy zwane ukołami.
Ale tfu, tfu, tfu, oby nie, bo Matka sobie strzeli w łeb niechybnie.
Starszy Potwór też pokasłuje, odwołano mu turnus zimowiskowy (co akurat kieszeni Matki wcale nie martwi), ale na szczęście ma koleżankę w mieście, tudzież kino, więc Matce zapaliło się światełko w tunelu. A nuż nie zwariuje?
A póki co podąża na strych uprzątnąć pół metra bieżącego wszelakich dóbr…
Ferie a Media Markt
Matka w środę trzasnęłaby klapą od bagażnika i odjechała spod szkoły powiewiając triumfalnie flagami, gdyby wcześniej samochodzik nie wyciął jej straszliwego numeru i nie zepsuł sam sobie zamka. Cóż – Matka doskonale wie, że wszelkie usterki, jakie przydarzają się już nie w samochodzie MiaUżona, ale teraz Matki, no, powiedzmy użytkowanym przez Matkę, są trudnousuwalne. Żaden majster nie ma czasu! Matka ma więc zamknięty bagażnik i wycieraczki, które przesuwają się tylko do połowy szyby tworząc sliczna krechę czysto-brudną na wysokości Matki ślepiów. No bajka!!!
Ale Matka wraca już do trzaskania klapą, którego nie było ze względów wiadomych. Matka rzecz jasna nie była niczym wkurzona i trzaskanie miao mieć charakter wyłacznie poprawiający i tak świetny humor, bowiem Matka zaczęła ferie, a że nie pracuje w czwartki i piątki – to było to już w środę.
Nic to, że w czwartek wywiadówka, nic, że w piatek pakowała, opisywała i wysyłała prace dzieci na konkursy!
Bo Matka zaplanowała sobie mnóstwo pracy nie wymagającej szczególnego myslenia, żeby nie powiedzieć, że momentami nawet całkowicie i cudownie bezmyślnej. Należało do niej sprzątanie dziesięcioletniego bajzlu na poddaszu, robienie nowej biżu i zakładanie firmy.
Matka zastanawiała się nad tym bardzo długo, ponieważ miała juz wielką nieprzyjemność odprowadzać składki, podatki i prowadzić księgi podatkowe, przebijając się samodzielnie przez gąszcz przepisów. Tym razem jednak Matka musi nabyć kasę fiskalną i się ovatować, co kosztuje majątek i kłębek nerwów na dokładkę.
Matka wykonała więc pierwsze telefony i wykombinowała, że sprytnie sypnie się do Urzędu Miasta w piąteczek, kiedy Potwory pobierają nauki, a Maryśka dodatkowo szaleje na przedszkolnym balu. Przygotowała tak zwany papiur, wypisała jakieś dziwne kody PKD, zostawiła puste miejsce na nazwę firmy, bo nic jej do głowy nie przyszło i postanowiła załadowałć Potwory do łóżka.
-„A Maryśka to jakaś ciepła jest!” – zameldowała Janeczka sprzed telewizora, strząsając z siebie przytulającego się Potworka.
-„Tego tylko by brakowało. Cztery dni w przedszkolu!”- Matka sprawdziła czoło Maryśki i nie zauważyła niczego niepokojącego.
MiaUżon poszedł jednak po termometr.
-„Trzydzieści osiem i cztery” – spojrzał zdziwiony na wyświetlacz a Maryśka kaszlnęła.
-„O rety!” – jęknęła Matka – „Mam nadzieję, że do jutra jej przejdzie, ale o balu w przedszkolu mowy nie ma!”
Potworek nawet nie protestował i wykąpany oraz nafaszerowany wszelkimi dobrami współczesnej farmaceutyki poszedł spać.
A Matka dokończyła papiery, przygotowała prace dzieci na konkurs i postanowiła załatwić wszystko następnego dnia z Potworkiem, o ile ten się nie rozłoży.
A rankiem Maryśka przybyła do łóżka starych, padła i zaprezentowała serię najstrzaszliwszych kaszlnięć, jakie Matka w życiu słyszała.
A potem zapiszczał termometr i Matka od razu wiedziała, że jej plany na ferie wzięły tradycyjnie w łeb. Nie masz na kogo liczyć – licz na dzieci. No jeszcze nigdy inaczej nie było!!!
Bo Maryśka ma 39 i 9.
To tak tylko po to, żeby nie było 40.
Potworek jest jak Media Markt!
A ferie nie są dla idiotów…
P.S. Czy może ktoś ma pomysł na krótką nazwę firmy Matki? Bo w chwili obecnej nic poza „Potworną Biżu” Matce do głowy nie przychodzi…:-)