Matka narzekała i narzekała przez dwa lata na swój telefon. Bateria bez rewelacji. Głośnik – do najchrzaniejszego chrzanu. Matka strzyże uchem, jak ktoś dzwoni i połowy nie słyszy, więc odpowiada bez związku i składu.
– Nigdy więcej nie kupię dotykowego telefonu, do bani są! – wkurzyła się jakoś zaraz na początku dwuletniej umowy i trwała w tym postanowieniu uparcie. Ciągle plumkała nie w te klawisze, co trzeba, do wpisania sMSa potrzebowała chyba z siedmu plumknięć zanim się w ogóle otworzył, no dramat. Do tego jeszcze namolne telefony z biura obsługi, które w niczym jej nie pomagały. Wizyty w licznych salonach też nie. Zmiana umowy zawsze jest dla Matki koszmarem, do tego po kilku miesiącach okazywało się, że płaci za minutę połączenia, jakby ta była pozłacana.
I na ten koszmar przyszedł mail, w którym zaproponowano Matce przetestowanie telefonu. Dotykowego z bajerami.
Matka natychmiast się nastroszyła.
Znów plumkanie.
Znów jakiś głośnik do bani pewnie.
Znów bateria aby aby.
I pewnie by nic z tego nie wyszło, gdyby nie to, że i tak musi zmienić telefon, a tu może choć jakiś czas popróbować sobie do bólu. Może jak nie jej, to komuś sie to przyda? Komercja?
Znów ktoś psa powiesi? Niech wiesza. Jedna z czytelniczek Matki bloga cieszy się wypasioną pralką, którą ma na własność i to jest radość oraz ważny powód do okresowej komercji.
Tym razem Matka będzie miała też nagrodę dla dwóch osób w konkursie, którego zasady sa na dole wpisu.
Teraz jak ktoś nie chce, niech nie czyta, bo bedzie dużo o nowym telefonie LG.
A dokładnie o LG – P500.
Właściwie Matka go obraża, bo to nie tylko telefon, ale w zasadzie smartfon. Ta nazwa była dla Matki zagadką, bo wszyscy widząc Matkę w salonach różnych operatorów zakładali od razu, że smartfona nie chce.
– Wie pani, drogie są! – mówili. – I to takie urządzenia dla młodzieży bardziej.
Matka zainwestuje w krem przeciwzmarszczkowy.
Wie, wie, chciała telefon z dobrym głośnikiem, radiem, baterią i zasięgiem. Koniec. Ale nie ma wyjścia, trzeba było przemaglować nowy telefon wte i wewte, co Matka uczyniła.
Podeszła jak pies do jeża, zrażona obecnym telefonym z ekranem dotykowym, o czy potem.
Tymczasem kurier przywiózł maleńki kartonik. Biorąc pod uwagę konieczność przechowywania różnych opakowań, które napadają człowieka jak tylko wsadzi nos do piwnicy – to można schować do niezbyt głębokiej szuflady. Wreszcie!
Instrukcja obsługi – coś, co spędza Matce sen z powiek. Ba, jak Matka potrzebuje coś sięgnąć z górnej półki w regale, to podkłada sobie pod nogi instrukcję obsługi swojej lustrzanki. Nie tym razem. Maleńka książeczka ( w końcu było małe opakowanie), równe 100 stron, z czego ponad połowa to oczywiste oczywistości, których najczęściej czytać nie trzeba. Matka to zrobiła.
Ładowanie baterii – to drugi telefon Matki, w którym akumulator nie ma efektu pamięci. Super sprawa, wiadomo. W ciągu dwóch lat nic sie w zasadzie nie powinno zmienić w kwestii żywotności i wydajności baterii. Póki co, przy sporej ilości zabawy akumulator starcza Matce na całe 5 dni, a ładuje się około godziny. Super sprawa.
Pierwsze włączenie – cholerka, coś innego. Matka tak już ma, że jak zmienia telefon, to natychmiast zapomina jak wszystko działało w starym. Nie ma już odpowiedniej ilości bitów, więc wykasowuje sobie z mózgu stare pliki. Ale jednak pierwsze zetknięcie z telefonem bywa bardziej, albo mniej bolesne, bo Matka wypróbowuje coraz to inne firmy. LG jeszcze nie miała.
Na pierwszy rzut oka wszystkiego jest pełno. Z drugiej strony przez to jest mniejsza liczba podmenu, więc nie marnuje się czasu na błądzenie i szukanie na oślep. Dla maniaków pewnych aplikacji jest możliwość zmiany ekranu głównego – wystarczy ruch palcem w lewo czy prawo i na ekranie króluje Google, odtwarzacz muzyki itp.
Matka tak już ma, że pierwszą rzeczą którą robi, poza skopiowaniem kontaktów oczywiście, jest ustawienie swojego dzwonka. Matka go sobie kiedyś zrobiła jakimś niedużym programikiem i ma kawałek saksofonu z „Your Latest trick”. Inaczej nie słyszy telefonu i w ogóle myśli, że to nie jej. Myk, myk przerzuciła sobie plik z komputera przez blutooth i ustawiła jako dzwonek. No dobra, Janeczka jej to zrobiła, niech będzie. To znaczy ustawiła dzwonek tylko. Potem Matka przerzuciła swój Bulls eye na dźwięk wiadomości SMS i tu przykra niespodzianka – tego ustawić już nie można, co jest dla Matki kompletnie niezrozumiałe. SMSy brzęczą wyłącznie dzwonkami dostarczonymi przez producenta i nie ma tam ani jednego zwalającego z nóg, a Matka takich szokujących potrzebuje, inaczej nie zareaguje i basta. (edit – dzięki pomocy spriggany Bulls Eye ustawiony. W instrukcji tego nie było, a Matki analogowość wymagała zdecydowanej pomocy. Już wszystko OK)
Aparat – coś, czego niby nie potrzebuje, bo ma jedną idiotenkamerę, i lustrzankę, jednak pomarudzić zawsze można. Tu trafiło na aparat posiadający 3 Mp i matka przyzna, że lekko sie rozczarowała. Oczekiwała 5Mp, bo tyle miała w swoim niegrzecznym Samsungu i przyznać trzeba, że zdjęcia robił fantastyczne, jak niezły kompakcik. Faktem jest, że piksele to nie wszystko, ale różnicę w jakości jednak widać na niekorzyść LG a szkoda – przy takim dostępie do internetu warto dostarczyć narzędzia, które zrobi dobre zdjęcia do wrzucania na strony www. Jednak znajdziemy tu sporo miłych udogodnień – a to makro, a to balans bieli i tym podobne sprawy. Na plus trzeba tu jednak dodać kamerę i ona jest rzeczywiście niezgorsza jak na komórkę. Tu zostalo natychmiast uwiecznione ziewanie kota z każdym jednym zębem, gdyż Potwory akurat pobierały nauki w szkole.
Radio – jest to coś, co Matka mieć musi. Nie korzysta z niego często, ale jak musi, to absolutnie i już. strojenie okazało sie wygodne, kodowanie stacji też, wszystko działa intuicyjnie, nawet analogowa Matka sobie w mig poradziła. Jaka stacja odbierała jak żyleta każde dziecko wie 🙂
Słuchawki – z odpowiednią długością kabla i włącznikiem pośrodku, ale część wchodząca do ucha mogłaby być zdecydowanie mniejsza – kiwają się i wypadają, a Matka znów jakichś wybitnie malych uszu nie ma, ot, standardowe, jak poziom Wisły w Zawichoście.
Odtwarzacz muzyki – noooo, wreszcie Matka wie, czemu małolaty w szkole słuchają na okrągło czegoś na komórce. Tu plus. LG dostarczany jest z 2 Gb karta pamięci – dla młodzieży to pewnie pikuś, niech sobie kupią większą kartę, ale Matka z dziką rozkoszą przerzuciła sobie kilkadziesiąt ulubionych piosenek, które kiedyś kisiła na jakiejś badziewnej MP3, jedzącej trzy baterie na jedno okrążenie. Odtwarzanie bezproblemowe, im dalej w głąb komórki tym Matka coraz bardziej puchła z dumy, że wie o co chodzi, bo już myślała, że ona to tylko bateria i głośnik, i duże klawisze. okazało sie też, że posluchac można sobie muzyki na głos, a przy tym porobić wiele innych rzeczy, choćby pobuszować, no właśnie…
Internet – coś, co Matka lubi, ale w komorkach ją brzydziło. małe ekraniczki, ni choroby nie było widać, same literki, które długo sie namyślały. Do tego jej Samsung do dziś nie chce otworzyć żadnej strony i każe się kontaktować z dostawcą telefonii, czego nawet szkolni informatycy przeskoczyć nie mogli. Matka machnęła ręką.
Tu – bajka. Niestety trzeba uważać na przyjemności, bo te kosztują. Na paru stronach instrukcji jest ostrzeżenie: „wykup pakiet internetowy, bo zabulisz”. Prawda. Telefon oferuje mnóstwo możliwości – lokalizacja, nawigacja GPS, przeglądarka, możliwość ściągania swojej poczty jednym kliknięciem, market z dodatkowym oprogramowaniem, stan pogody, komunikator i wiele innych – ale oczywiście łączy sie wtedy z internetem, więc trzeba uważać jakie polączenia bezprzewodowe ma się aktywne. Matka po chwili zabawy wyłączyła przyjemności, bo nie ma pakietu internetowego, ale sprawdziła jedno – przeglądarka działa naprawdę bardzo szybko, jest ogromna różnica miedzy lg a zwykłym telefonem MiaUżona, tu w ogóle nie ma o czym dyskutować. Słuchanie muzyki i jednoczesne surfowanie po necie to już zasługa niezłego systemu Adroid 2,2 Froyo. W tak zwanym markecie można sobie powybierać wśród przyjemnych aplikacji i Matka ściagnie sobie na bank jako pierwszą Operę – jedyną właściwą przeglądarkę dla Mattkipolki. I czuje, że jeszcze coś sobie znajdzie, choćby wyszukiwarkę kontaktów przez mazanie literki na ekranie.
Powiększanie ekranu palcami – tu matka wpadła w dziki zachwyt. Dwoma palcami można rozciągnąć i powiększyć dowolny fragment ekranu podobnie jak w komputerze z ekranem dotykowym. Bajka dla dalekowidzów i każdego, kto chce dojrzeć jakiś szczegół na zdjęciu czy w tekście.
SMSy – tym razem Matka nie ma żadnych problemów z klikaniam w klawisze – nie myli się, może są ciut większe. Dodatkowo wystarczy przechylić ekran o 90 stopni i otwiera się klawiatura z pojedynczymi literami. Dlaczego okazało się to ważne? Tu – uwaga, uwaga – totalna porażka. matka w swoim Samsungu nie uzywała platrofmy T9 do SMSów, bo z oburzeniem zauważyla, że polskie litery zżerają jej po 3 znaki. Szok, tym bardziej, że wczesniejsze Siemensy matki zabierały tylko po jednym znaku i tak powinno być. Niestety w LG totalna porażka – Matka aż zadzwoniłą na firmową infolinię, gdzie pan potwierdził wszystko, jak na spowiedzi – LG zjada w platformie T9 aż 100 znaków za literki ą,ę, ć, ń, ś i tym podobne. Nie da się wyłączyć polskich ogonków, trzeba pisać wystukując po jednej literce. Tego Matka za nic nie zrozumie, dlaczego produkuje się tak wybitnego SMSowego bubla, kiedy napisanie SMSa: „Weź kopertę bąbelkową” zabiera ponad 110 znaków. najciekawsze jest to, że pierwsza polska litera kosztuje nas 100 znaków, a kolejne już nie. Ki diabeł? Pan nie porafił wytłumaczyć…
Wi-Fi – tu medal dla LG! – Matka ma teraz darmowy dostęp do wszystkiego, bo w domu ma bezprzewodowy internet, w szkole też i jeszcze parę hotspotów w swojej metropolii – starczy aż nadto! Prawdą jest, że nie wszystko da się znaleźć okrutnie szybko, a poza tym w necie człowiek spieszyć się nie lubi, więc kiedy MiaUżon wisi na komputerze i ogląda mecz kosza, Matka może sobie sprawdzić i pocztę i newsy na Gazecie.pl, bo co jak co, ale od prasówki jest uzależniona. No i wszystko uruchamia sie szybciej, niż na komputerze, zwłaszcza kiedy trzeba go specjalnie włączać.
Podłączenie do komputera – w momencie można zarządzac plikami, które ma się w telefonie, przerzucać muzykę , filmy czy obrazki w jedną i druga stronę. Wystarczy ze strony LG ściągnąć sterownik.
Design – nie jest łatwo Matce dogodzić, bo lubi prostotę. Tu otrzymała telefon wręcz minimalistyczny, czarny, z gładkim ekranem i pochowanymi do minimum przyciskami. słuchawki na małego jacka (nareszcie!) i standardowe wejście do ładowarki (jednocześnie na kabel USB do komputera – ten sam kabel załatwia dwie sprawy). Całość wybitnie elegancka, bez jednego zbędnego elementu. Trzeba tylko tej całości zapewnić futerał, albo odpowiednie etiu, żeby szlachetna czerń nie została zhańbiona szpetnymi rysami.
Ogólne wrażenie – no właśnie. Matka nie krowa, czasem zmienia poglądy, aczkolwiek nie sądziła, że zrobi to w kwestii komórki. Pomijając małe niedogodności typu niemożność ustawienia własnego dzwonka na SMSy i 3Mp w aparacie reszta sprawia, że Matka jest wybitnie zadowolona z telefonu. Szybko, sprawnie i co najważniejsze – bezboleśnie można się na niego przesiąść. Surfowanie po necie błyskawiczne i przyjemne. Jakość odtwarzanych filmów znakomita, nic się nie zacina, nic nie zawiesza. I jednak matka zdecydowanie woli wybierać w dużym ekranie pełnym orazkow z aplikacjami, niż otwierać dziesiątki podmenu, jak w starszym Samsungu F-480. Rozstanie się nawiasem mówiąc z nim bez żalu – poza dobrym aparatem i Bulls eyem na dźwięk SMSa wszstko miał wyjatkowo wkurzające i działające tak sobie. Przypadkowe kliknięcia, nie te litery i rzecz jasna mniejszy ekran. Nie, nie ma porównania. dobrze, że Matka miała wcześniej ekran dotykowy, bo można by powiedzieć, że stara matrona dostala nowinkę i się cieszy. Nie, ma porównanie.
I coś dla czytelników – KONKURS, w którym nagrody funduje firma LG. Matka tylko wybiera zwycięzców.
Zadanie jest proste: Matka prosi, żeby na jej mailowy adres , czyli mattkapolka (tu wstawić małpę) gazeta.pl napisać krótką wypowiedź na temat: „Telefon w 2020 roku będzie…”
Matka spośród wszystkich wypowiedzi wybierze dwie najciekawsze.
Zwycięzca otrzyma bezprzewodowe słuchawki do telefonu (podwójne lub pojedynczą), zaś druga osoba 25% zniżkę na zakup telefonu LG P500 w internetowym sklepie LG .
Na życzenie Matka prześle wszystkim zainteresowanym szczegółowy regulamin.
Czas trwania konkursu 19 – 23 marca (od soboty do środy). Rozstrzygnięcie konkursu w piątek, 25 marca na blogu.
Matka serdecznie zaprasza!

I zaraz wiadomo, czego Matka najczęściej słucha…