Wczoraj Maryśka siadła mi na kolanach z książeczką w celu odłuchania treści jakieś 23 razy, albo lepiej. Dawniej przychodziła po to, żeby naładować sobie akumulatorki, ale jak się wydaje, czasy te bezpowrotnie minęły. Teraz na prośbę „daj buzi…” krótko odpowiada „Nie!” i już. Smutno mi, bo to takie przyjemne, kiedy ktoś zarzuca rączyny na szyję i przytula pucka, ale co zrobić.
Wczoraj, kiedy przeczytałam po raz siedemnasty „Pranie” Marii Konopnickiej systemem od przodu, od tyłu i random, pomyslałam sobie – o, naiwna -, że dziecię wysłucha mej prośby…
„Przytulisz mamusię…?” zapytałam z nadzieją.
„Nieeeeeee” na to Maryśka.
„Ajajaj”- załkałam-„Nikt mamusi nie kocha, nikt nie przytuli…”.
Maryśka spojrzała z wyraźnym zainteresowaniem: „A Janecka nie przituli?”.
„Nieeee”- ja na to.
„A tatuś, nie przituli?”
„Nieee” -ja znowu.
Maryśce dym poszedł z uszu od ciężkiego myślenia, nareszcie oczy rozbłysły i pyta uradowana: „A …samochód? Też nie przituli?”