Balony

Pewnego letniego dnia, Janeczka była w McDonaldzie na urodzinach koleżanki. Jaki to koszmar – wszyscy wiemy, ale nie o to chodzi. Janeczka przyniosła, jak zwykle, strzępy hamburgera w torebce, zabawkę i chyba ze cztery balony. Jak tyle zakosiła – nie wiem.
Mając dobry humorek dała dwa baloniki Maryśce. Ta, wniebowzięta, bawiła się nimi cały wieczór. Na jednego zaraz padła i oczywiście go pękła, ale drugi pozostał.
Janeczka strzegła swoje dwa jak oka w głowie i mowy nie było, żeby Maryśka się do nich zblizyła choć na krok. Nawet zużyte, wyplute i zredukowane do wielkości śliwki, cieszyły się jednakowym powodzeniem.
Następnego ranka, przed siódmą zbudził mnie głosik Maryśki:
„Bajony! Bajony!Bajony!” 
Nic, myślę, tylko ten potwór Janeczka po nocy zabrała Maryśce dmuchacze.
Wpadłam do pokoju. Na podłodze spokojnie spoczywał sobie balon a Maryśka wpatrywała się z zachwytem w okno.
„Bajony! Lecą!!!”
Wybiegłam na balkon. Chłodny poranek. Na niebie w absolutnej ciszy wiszą balony, ze trzydzieści chyba.
Czy życie nie jest piękne?…

Dodaj komentarz