Nie Wszystkich Świętych ani nie Boże Narodzenie, jeno święta Janeczka. Co prawda ranek był znowu do niczego, ale wieczór za to jaki…
Jak już wspominałam, Janeczkę zafascynował fosforyzujący różaniec. Myślałam, że tylko świecenie, ale myliłam się…
Wchodzę wczoraj z Maryśką na górę, do łazienki w celu wymoczenia jej w wodzie a Janeczka już wykapana, leży w łóżku. Światło świeci się co prawda, ale nie gra radio. Coś nienormalnego, zwykle tynk spada w rytm Bailando, albo innego ambitnego dzieła, a tu nic. Głucha cisza…
„A co ty nie słuchasz radia?” – pytam
Janeczka nic, tylko macha niecierpliwie ręką, żeby matka spłynęła.
Zaniepokoiło mnie to.
„Zepsuło się???” – drążę temat
Janeczka znowu macha, ale zawścieklona już lekko
„No co się stało, że nic nie mówisz?” – sprawdzić muszę, jakem Matka Polka
„Oj, mama, znowu mi mylisz! Ja tu różniec odmawiam!”
Zaciekawiło mnie kiedy skończy, żeby zgasić jej światło.
„A którą Zdrowaśkę mówisz?”
„Ojej, nie myl, mówię! Siedemdziesiątą ósmą!”
Siedemdziesiątą ósmą. Siedemdziesiątą ósmą???
„Janeczko” -wyjakałam – „przecież cały różaniec ma pięćdziesiąt…”
„Taaaak?” – zdziwiła się Janeczka – „aha… eee, nie zauważyłam medalika i lecę drugie okrążenie…”