Łup!!!

Kilka dni temu Matka zalewała sobie kawę, kiedy nagle coś łupnęło. Matka dobrze zna takie łupnięcie i nie jest to bynajmniej łupnięcie w krzyżu.
No, co prawda takie Matce najczęściej się zdarzają, ale nie tym razem.
To było jak najbardziej namacalne! I słyszalne!
Matka podsadziła Maryśkę i wyjrzała na parapet kuchenny. Nie myliła się. Na parapecie leżało ciało lotne. Rozmiar – baaaardzo nieduży. Taka 1/3 wróbla, nie więcej.
Cały dowcip polega na tym, ze u Matki w oknach są tak zwane szprosy. Umieszczone są wewnątrz, dla wygody Matki oczywiście. Niestety ptice widzą płasko i czy na zewnatrz, czy wewnątrz, z jednakowa ochotą usiąść usiłują. Matka ma więc co i rusz odbite tłuste ślady po mniejszym lub większym orle.
Wracając do ptaszeczka…
Wygladał na średnio żywego. Skrzydło w bok, leżał na boku i ledwo kłapał oczkami.
Po chwili pozbierał się jednak do kupy. Usiadł, ale zaczął przysypiać.
Matko jedyna, co ja zrobię z ptakiem ze wstrząsem mózgu???
Poszłam po aparat,Maryśka została na czatach.
Wylazłam na taras, porobiłam na makro zdjęcia, bo ptaszek za malutki na ogólne ujęcie. Nieostre miał raz to, raz co innego, bo w końcu ręka zaczęła mi się trząść, aparacisko prawie kilogram waży, albo i lepiej!
Ja tam tego ptaszka znam. Już kiedyś siadł w doniczce i udawał turka. Całkiem dobrze zresztą…
Kto zgadnie co to za jeden?
Jak ktoś wie, nich nie pisze. Tu trzeba zgadywać.
I nie zaglądać do atlasu proszę. Nic łatwiejszego, od razu widać, że to kondor!
A nazwa jest ogólnie znana i śmiesznawa…
A wracając do ptaszeczka… Pospał, popatrzył i tyle go widziałam…
Ale wróci…

Dodaj komentarz