Świt

Dziś Janeczka stwierdziła, że sniadania jeść nie będzie. Nie będzie, bo dżem z czarnej porzeczki jest O-HYD-NY.

Matka to tam się nie przejmuje, średnio co trzy tygodnie któryś z dżemów taki się własnie okazuje… Poza tym Janeczka i tak w koncu zjada a spust to ona ma…

Jednakowoż mamy kłopot ze śniadaniem w szkole. Jeszcze nie tak dawno Potwór meldował, że powinnam mu dawać cztery kanapki a nie dwie i w ogóle to za mało dostaje soku, gdy tyczasem Matka znajduje wieczorem wepchnięte w kąt tornistra pudełko ze śniadaniem, dobrze, jeśli ruszonym.

„Och mama, bo ja nie mam czasu na takie rzeczy, ja się bawię z dziewczynami!!!”

Ciekawe, kiedy przestanie chodzić na obiad…

Choć, biorąc pod uwagę apetyt Janeczki, nie powinno to nastapić.

A teraz Matka idzie przewrócić kurze udka na drugą stronę i zaparzy sobie kawę pod te sniadaniowe smuteczki.

Wczoraj Matka wysłuchała w Trójce Grzegorza Halamy i jego opowieści o kurczakach pocztowych, więc szybciutko rano wrzuciła udka na patelnie, żeby przypadkiem nie odleciały…

Dodaj komentarz