Podsłuchałam wczoraj MiaUżona, jak rozmawia z Maryśką. Słowa za dobrze nie docierały do góry, na strych. Wiedziałam tylko, że nie mogą się w jakiejś kwestii za nic dogadać.
Maryśka coś chciała, MiaUżon nijak tego nie rozumiał. Szurał szufladami, lodówką, zamrażarką, szafkami. Bardzo mnie to zaintrygowało. Zlazłam…
„Słuchaj, gotowałaś coś z kapusty?”
Wywaliłam oczy.
„Z kapusty? Przecież byś poczuł!”
„No właśnie…A wcześniej, też nie?”
Matka nic, tylko kapustę gotuje.
„Nie gotowałam żadnej kapusty!”
„A mama? Nic nie przynosiła, wiesz, w garnku?”
No rzeczywiście, mamie zdarzyło się parę razy ugotować dla MiaUżona tak zwaną „kapustkę”. Inaczej nie powie, jak tylko kapustka. Ale to jest słodkie i poza MiaUżonem nikt nie je.
„Nic nie przynosiła, już nie ma młodej kapusty”
Co u licha z tą kapustą???
„A o co chodzi tak naprawdę?” – spytałam uprzejmie.
„Eeeeee, nie, no bo Maryśka woła bigosu….”
„Bigosu? Ja chyba ze dwa razy w życiu robiłam bigos i to nie za Maryśki! Poza tym tylko kapustę z grzybami i jeszcze z grochem na Wigilię…”
„Nie, szukałem już w zamrażarce, ale nie było”
„No ja wiem, że nie ma, za chwilę będzie następna!”
„A to ja już nie wiem!” – zdenerwował się MiaUżon.
Jako Matka postanowiłam sprawdzić rzecz u źródła.
„A powiedz mamie Marysiu, co ty chciałaś?”
„Chciałam debigosik…” – niepewnie zajęczał Potworek.
„Aaaaaaaaaaaa” – powiedziałam, sięgając debigos-„kartkę też?”
„Tes mamuniu!” – uradował się Potworek -„popisę sobie na niej debigosikiem!”