Cholery

MiaUżon wczoraj napadł na kolejne lampeczki, tym razem do choinki domowej. Miały szczęście, poza urwaną wtyczką były w porządku…

Wcześniej Matka za to zawisła na choince przed domem, która bezczelnie urosła przez rok i trzeba było włazić na drabinę. Matka upchnęła na drzewie trzy sznury światełek, MiaUżon odpalił, zadziałały.

Wieczorem Potwory zażyczyły sobie, żeby nie zasuwać rolet do końca, tylko tak, żeby było widać choinkę. Rozmarzyliśmy się, pięknie było.

Jeszcze późniejszym wieczorem Matka z MiaUżonem zasiadła przy kominku.

„Rany julek, jak to dobrze, że te CHOLERY w tym roku świecą bez problemów!” – podtrzymywał dobry nastrój MiaUżon

Matka łaskawym okiem rzuciła na cholery.

„Mówisz o tej ciemności za oknem?” – zapytała uprzejmie

„Nie, no @$#%&^@#, ja zwariuję!!! Idę!” – zerwał się z fotela Miaużon

Poszedł do piwnicy, coś długo go nie było. Wrócił z miną baardzo zadowoloną.

„Już!”

Matka znów spojrzała. No rzeczywiście. Już.

„JUŻ znowu nie świecą…” – wbiła MiaUżonowi nóż w plecy

” @#$%&%$#!!!” – Matkę doszedł tupot nóg po schodach do piwnicy.


A teraz proszę sobie przeczytać od „Rany julek” trzydzieści razy i skończyć na „@#$%&%$#!!!”. Bez tupotu nóg.

Bo MiaUżon już więcej nie zszedł.

Bo przecież by pozabijał te CHOLERY…

Dodaj komentarz