Janeczka dziś w drodze ze szkoły była markotna.To nadzwyczajne. Zwykle robi o coś awanturę a tu taki podły nastrój.
„Czy, nie daj Boże, dostałaś może uwagę do dzienniczka?” – zapytałam
„Nieeeeeee” – mruknęła Janeczka
„A stało się coś?” – nie dawałam spokoju
„Też nieeeeeee” – machnęła ręką Janeczka
„No ale coś się stać musiało? Nie wyszło? – drążyłam temat
Janeczka westchnęła, spojrzała w okno, znowu westchnęła.
„Bo ja to się dziś zawiodłam…”
„A na kim?!” – zatrwożyłam się
„Nie no, nie na kim, tylko na czym. Na życiu!”
„Na… życiuuuuu?” – nadstawiłam uszu
„No tak, bo chciałam siedzieć w pierwszej ławce. Ale pani mówi, że gadałam z Szymonem i posadziła mnie do ostatniej. I pani powiedziała, że w życiu są ZASADY”
„A są, kochana, są, żeby nie zasady to trudno byłoby żyć. Ba, to chyba byłoby wręcz niemożliwe” – wymądrzyłam się.
„No właśnie, pani też tak mówiła! A ja nie rozumiem co to znaczy – ZASADY. Wiem tylko, że przez nie siedzę w ostatniej ławce!”
Nabrałam powietrza, żeby coś sensownego powiedzieć, ale Janeczka była pierwsza.
„Ja to coś czuję, że przez te ZASADY to życie mi się nie będzie tak do końca podobać…”
Hm, chyba każdy zna jakieś życiowe zasady, co to mu się do końca nie podobają…
Ale nie powiem tego jeszcze Janeczce…