Matka załatwiła zakupy w śmierdzącym hipermarkecie. Idzie dziś do szkoły i jutro, i pojutrze, więc nie było wyjścia. Nie pojechałaby w ogóle, gdyby nie kupon z ponaklejanymi Mikołajami, wart 75 złotych, który trzeba zrealizować do niedzieli.
Matka naostrzyła sobie zęby i postanowiła, że kupi za to coś dla SIEBIE na poprawę nastroju. Matka takiego zwyczaju nie ma a czasem pewnie przydałoby się.
Kiedyś Matka miała, ale odkąd są Potwory, to wydaje jej się, że jak coś kupi, to kosztem dzieci. Więc kupuje Potworom. Albo MiaUżonowi.
To jest takie COŚ zakodowane, że szkoda gadać.
No i jak już pojechała do tego sklepu i pojeździła biegiem między półkami, nawrzucała jajek, papierowych ręczników, soków i dżemów, i co tam jeszcze, to brakowało jej do wykorzystania tego kuponu tyle, że ho, ho.
Zęby lekko już zdążyły się Matce stępić przez ten galop, więc naostrzyła je dodatkowo na słupie z czytnikiem do cen.
No i kupiła SOBIE…
Kupiła…
Kupiła…
Dwie ładne weekendowe koszule dla MiaUżona…
No już tylko nic Matce nie mówcie…