Matka dziś wszystko na jednej nodze. Robi.
Wstała rano elegancko i zaczęła się szykować na kurs. Tak jeje dobrze szło…
Aż zobaczyła, że Potworek przestawił jej budzik trzy kwadranse do tyłu. Makabra! Bo zobaczyła za późno! Czemu zawsze w tę nie właściwą stronę przestawia? Pewnie tak lepiej kręcić…
Potem Matka pognała na kurs. Kupiła jednak najpierw Gazetę.
pędząc przez most łypnęła, czy jest Holly, no bo w końcu PO TO kupiła. Była. No to OK.
Pokursowała. Szybko pisać dziś trzeba było.
Na przerwie umówiła się z Matsą w McSzczurach. Kupiły zestawy dziecięce, żeby Potwory nie pobiły się o maskotki. Oglądnęły i obczytały Holly.
<BRHolly jest dokładniusio taka, jak sobie Matka wyobrażała.
Tylko zdjęcie dali malutkie a Matka sobie naszykowła wielką dziurę nad komputerem. To nic!
Zawsze można wtrynić Holly w passe-partout.
Bardzo ciemne.
Będzie świetnie pasowało do Jej oczu.
Potem Matka wlała w siebie kawę, którą na wyraźne przygniecenie pana McDonalda przez Matsę, wydano Matce do zestawu dziecięcego.
Wrzuciła frytki. I bułę.
I pognała na zajęcia.
Wczesniej sprawdziła, czy aby nad stolikiem nie ma czujnika dymu i zraszacza.
Bo kursantom to powinni dodawać do zestawu Famidynę…