Na czym Matka skończyła?
Aha , na tym, że padła.
Bo zajrzała do listu ze wzrokiem: Powiedzcie-mi-no-tu-czego-ode-mnie-znowu-chcecie, a tu czyta, że ksiądz taki a taki był za granicą i widział pracę Matki.
Obraz, który Matka konserwowała, znaczy się.
Obraz znaczący ogromnie dla kultu, przy którym to obrazie Matka miała zaszczyt i przyjemność pracować.
No to Matka w popłoch wpadła, że przyszedł do kościoła jakiś oszołom i rzucił butelką z kwasem.
Albo, że pociął obraz brzytwą na makaron.
Albo co gorsza, obraz pofałdował się i obwisł jak pelargonia…
Albo, matko jedyna, ukradli!!!
Ale nie. Uffff…
Księdzu się podobało.
Widział też kopię obrazu, malowaną przez Matkę.
I chciałby porozmawiać, czy Matka nie namaluje takiego obrazu dla jego Parafii. Bo to dokładniutko TO wezwanie.
Matka zadzwoniła.
Będzie malować!
A pół godziny później zadzwonił inny ksiądz, z zupełnie innej części Polski i też poprosił o obraz.
A obrazy będą wielkie.
220cm wysokości…
Przypadek?
Opatrzność?
Matka nie wie, ale może to znak, że coś się odwróciło?
Bo ostatnio na bloxowisku smutki się odwracają.
I Matka życzy tego wszystkim.