Maryśka na spacerze z nianią, spotkała swoją, młodszą o miesiąc koleżankę. Ola mieszka nieopodal i była do niedawna źródłem kompleksów dla Matki, bo mówiła wcześnie i ładnie. Teraz już to się, oczywiście wyrównało.
Może Matka z kompleksami to trochę przesadza, bo Janeczka w sumie mówiła jeszcze wcześniej i przprawiała o zawrót głowy lekarki w szpitalu.
Pytały się Matki zawsze:
„To ona już tak ładnie mówi???”
A dla Matki było normalne, że roczna Janeczka naśladuje wszelkie zwierzaki i nazywa wiele rzeczy po imieniu. Ba, tworzy zdania z trzech wyrazów.
O co paniom lekarkom chodziło, zorientowała się dopiero przy Maryśce, która mówiła dużo później, bo i tak wszyscy wiedzieli o co jej chodzi.
O czym to Matka chciała napisać? Aha. O spacerze.
Niania z Maryśką i Ola ze swoją mamą poszły na spacer do lasu. Spotkały sąsiadkę, która spacerowała ze swoją wilczycą Sarą – bardzo sympatycznym psem.
Panienki widywały się z psem do tej pory jedynie przez płot, więc ucieszyły się niezmiernie na widok czworonoga na wolności.
Używając wszelkich dostępnych w systemie decybeli Maryśka wykrzyknęła radośnie:
„Saja! Saja!”
Ola natomiast jeszcze głośniej:
„Sała! Sała!!!”
Sara wywaliła ślepia, bo już kompletnie nie miała pojęcia, jak się nazywa.
A niania potem powiedziała, że jeszcze nie widziała tak szybko uciekającego psa…