Maryśka obraziła się na MiaUżona. Za ser.
Ale od początku.
Janeczka z Maryśką mają uczulenie na produkty mleczne. Matka wyrywa sobie kłaki z głowy, bo nie może zaserwować żadnych serków homo, budyniu, lodów, leniwych i wielu, wielu innych rzeczy. Nieważne. Inni mają dużo gorzej.
Pewnego dnia MiaUżon robił sobie kanapki z żółtym serem. Ukroił kawałek i usłyszał, że dzwoni telefon. Kiedy wrócił – sera nie było a Maryśka siedziała bardzo zadowolona z przylepionymi kawałeczkami sera naokoło paszczy.
Skończyło się tylko na małej wysypce i katarze, no i ogromnej miłości Potworka do sera.
Kiedy kilka dni później MiaUżon ponownie wyciągnął ser, Maryśka pojawiła się jak duch i czekała na okazję.
Okazja nie przybywała.
Maryśka postanowiła zadziałać.
„Daj mi kawajek seja!”- poprosił Potworek.
„Nie mogę! Pamiętasz, jaką miałaś okropną wysypkę.”
„Nie miajam. Daj!”
„Nie dam i już!” – MiaUżon poszedł w zaparte.
Potworek nadął się, usiadł na kanapie, oczy spuścił i łypie co jakiś czas.
MiaUżon udawał, że nie widzi, ale ciekaw był bardzo, jak dlugo Potworek wytrzyma. Okazało się, że długo. Siedział i ani drgnął.
MiaUżon zrobił kuleczkę z kawałka folii aluminiowej i rzucił w Maryśkę. Odbiła się i wylądowała na podłodze.
Podniósł i jeszcze raz rzucił. A nuż Potworek nie wytrzyma i się uśmiechnie?
Maryśka tymczasem spojrzała z oburzeniem i zapytała:
„A ty, psepjasam, co? Taki DUZY i w dziefcynkem …kujkami beńdzies zucał?”
I, przepraszam co? Nie miała racji?