Kolęda

Dziś przychodzi ksiądz po kolędzie. Matka będzie znowu sama z Potworami, ale MiaUżon nie dojedzie za nic z innego miasta, żeby powitać księdza o przyzwoitej porze. Kolęda uzupełniająca odpada, bo jest w soboty a wtedy Matka ma szkołę.

Pozostało Matce prosić proboszcza, żeby przyszedł zaraz na początku, bo na 17.00 Matka jedzie do sanktuarium, w którym pracuje latem przy konserwacji malowideł ściennych. Odchodzi ojciec gwardzian, fantastyczny człowiek. Niestety już druga kadencja dobiegła mu końca i jeszcze chyba ciut, ciut, więc nie ma odwrotu. Chce się z nami pożegnać i zaprosił paru konserwatorów z ekipy, więc Matka nie pojechać nie może w żadnym wypadku.

Janeczka wie już, że trzeba wyciągnąć książkę do religii i pokazać, co w szkole robiła. Maryśka ma nadzieję na jakiś obrazek.
Z Maryśką i obrazkami to zawsze jakiś horror wychodzi, już od pierwszej kolędy…

Kiedy Potworek miał jakieś siedem miesięcy, zaliczył pierwszą wizytę duszpasterską. Pojawił się ksiądz proboszcz, człowiek starszy i szanowany, znający jakiś dłuższy już czas Matkę a wcześniej Matkę Matki.

Dał Janeczce obrazek, a dla Maryśki, podał Matce. Matka położyła obrazek na stół a Potworek natycmiast capnął.

Matka wyjęła z łapki Potworka nieco zmęczony obrazeczek i odłożyła na stół.

„A co ty robisz?”- oburzył się ksiądz – „toż daj jej ten obrazek. To jej!”

„Ja wiem, ze jej, ale ona go zje!” – Matka na to

„No to niech zje! Zresztą co ty mówisz- zje. No to wracając do sprawy…” – tu ksiądz proboszcz kontynuował wczesniejszą z Matką dyskusję.

Maryśka tymczasem uszczęśliwiona oglądała świety obrazeczek na wszystkie strony. Jak to niewiele takiemu małemu człowieczkowi trzeba…

Po chwili Matka spojrzała a ksiądz proboszcz zrobił się purpurowy na twarzy, chciał coś powiedzieć, ale z gardła mu nijak wyjść nie chciało. Matka przeraziła się nie na żarty. No tylko nie to! Nie teraz!

„Co sie księdzu stało?” – zapytała Matka z nadzieją, że ksiądz jednak zaskoczy.

Zaskoczył.

„Co, co, co , co ty zrobiłaś???!”- wykrzyknął

„Jak – co ja zrobiłam?” – Matka rozejrzała się zdumiona.

„No przecież, zobacz! Ona ZJADŁA cały ten obrazek! Otruje się!!!”

Matka odetchnęła. To o to chodziło…

„Nie otruje się , proszę księdza, nie ma obaw”

„A jak się nie otruje, to co?!” – ksiądz nie był ani trochę mniej przerażony

„Nooooo, jakby tu księdzu powiedzieć….” – próbowała wybrnąć z tego Matka – ” myślę, że zrobi tym obrazkiem kupę…”

„Zrobi? Aha…” – odetchnął ksiądz.


Po dwóch dniach znalezliśmy kawałeczki świętej w pampersie. Miała wianek na głowie i jeszcze pojedyncze kwiatuszki też się walały. Musi Potworek zeżarł świętą Dorotę…

Dodaj komentarz