Matka stoi w blokach startowych, bo dziś dzień z gatunku wariackich lekko. Ale tylko lekko!
Janeczka jedzie właśnie do szkoły, Maryśka śpi jeszcze, Matka, jak tylko niania przybędzie zasuwa do Reala kupić Babci aparat do mierzenia ciśnienia, bo rzucili po 39 złotych a ona nie ma i potrzebuje.
Potem Matka robi wreszcie coś DLA SIEBIE i idzie do fryzjera. Nie na żadne tam farby i balejaże, tylko się ostrzyc, ale i to dobre.
Matka to ma stracha, bo nie zna tego fryzjera.
I każdy zakład, jak Matka tylko się pojawi, to kilka miesięcy potem plajtuje. Już Matka cztery tak wykończyła…
Fatum, czy co?
A ten to jest jakiś nowy…
A Matka ma kudłów tyle i do tego miękkość szczotki ulicznej posiadających, że wszyscy się żegnają i mówią :”O retyyyyyyyyy…”
Matka nie wie, co to znaczy….
Jedna fryzjerka to raz powiedziaqła Matce:
„Pani! Jak po pani siadają klienci, to mam wrażenie, że wszyscy łysi są…”
No!
Ale Matka miała jak zwykle zupełnie o czym innym…
Aha! I Matka jedzie dokupić coś do prezentu dla chłopca, chrześniaka MiaUżona na roczek, bo jutro jedziemy.
A wcześniej jeszcze kurs dziś i jutro, i pojutrze.
A Janeczka to dzisiaj….eeeeee….Matka nie zdąży….no to następnym razem, jak przyjdzie malować.
No bo malować dziś musi, bez dwóch zdań.
„Parę godzin niedrogo kupię!”