Matce zachciało się wczoraj wyjazdu. Miało być w sobotę, wyszło w niedzielę, bo MiaUżon nie mógł inaczej. Chciał w ogóle odłożyć, ale potem to albo Matka ma szkołę, albo coś innego wyskoczy.
Matka się więc zaparła, jak prawdziwa kobieta. Obiecała ciotce, że przyjedzie i już. A ciotka jest tak chora, że odkładać tego nie bylo co.
Rano jeszcze było jak cię mogę. Dwieście kilometrów przejechaliśmy w dwie i pół godziny,. Ale powrót…
Cztery bite godziny, albo i lepiej! I nie było, że droga krajowa numer . Śnieg pada jednakowo fajnie na każdym numerze!
A Potwory?
Potwory są idealne, kiedy jest jasno. To znaczy Maryśka jedzie dwie godziny i pięć równie chętnie.
Janeczka mendzi od piątego kilometra i wszystko podlicza.
-„Jak jedziesz?!!!” – porykuje znienacka.
MiaUżon wpada do rowu.
-„Nie widziałeś, że tam było 70? Jedziesz 90! Nie wolno tak!”
Wszystko przez Matkę. Kiedyś jechała z czteroletnią Janeczką trzydzieści kilometrów i tak się bała, że nie dojadą z powodu marudzenia, że pokazywała Potworowi każdy napotkany znak drogowy i objaśniała.
Nie przypuszczała tylko, że Potwór opanuje je natychmiast na blachę…
Podróż na wczasy w góry stała się koszmarem. MiaUżon nic nie wiedział…
-„Droga bez pierwszeństwa przejazdu!!!” – krzyczała Janeczka z tylnej ławki.
MiaUżon po hamulcach. Odruch w końcu jest, czyż nie?
-„Ale nie nasza, tatulku! Ta z boku!” – wykrzykiwał Potwór radośnie
-„Nie czytaj mi tych z boku!” – rwał włosy z głowy MiaUżon – „przecież zawału dostanę! Skąd ona te znaki tak umie?”
-„Nie mam pojęcia” – Matka udawała durnia
_”No coś ty, mamulku! Przecież sama mnie wszystkich nauczyłaś!” – Janeczka nie posiadała się ze zdumienia skąd u matki taki nagły napad sklerozy
Żmiję. Żmiję na własnej piersi Matka wyhodowała…
I do tego jaką zdolną!