Matka wraca do rannego wstawania w sobotnie poranki. Zwłaszcza te poranki, kiedy Matka bieży do swojej weekendowej szkoły. Potwory budzą się wtedy świtem, najpierw starszy Potwór, następnie młodszy.
Ostatnio jednak Janeczka spała jak kamień a zbudziła się Maryśka!
Matka posadziła Potworka na nocnik i wytarła mu nos. Ostatnim osiągnięciem Potworka jest mianowicie wycieranie nosa! Nie trzeba już uciekać się do gruszki w żadnym wymiarze, choć czasem Maryśka była tak zmaltretowana katarem, że dawała sobie wsadzić do nosa nawet taką wielką, która ściąga wszystko, łącznie z obiadem.
Teraz Potworek dmucha w chusteczkę, choć trzeba jeszcze wiele poćwiczyć, żeby osiągnąć mistrzostwo. Po dmuchaniu natomiast, Matka wykonuje czynność, którą robiła Potworkowi zawsze, czyli skręca brzeg chusteczki i wyciera w środku nos, bo inaczej natychmiast kapie z niego znowu.
Maryśka nazywa to porażająco interesujące działanie „świdrowaniem noska” i traktuje je jako coś niezbędnego i oczywistego.
Matka już, już porzuca dygresje, ale w końcu trzeba się było pochwalić Potworkiem, prawda?
Maryśka wstała więc i siedząc cichutko w łóżku Starych, oglądała sobie małe ksiażeczki w ilości 124 sztuk.
Matka miała okazję w tym czasie umyć się i wyszykować do wyjścia. Wpadła jeszcze do sypialni po sweter i zobaczyła, że Maryśka wyciągnęła kilka chusteczek i sama w nie smarka.
Po skończeniu, władowała się na brzuch śpiącego MiaUżona i zapowiedziała:
–„No dobja, tatujku. Tejaz kojej na ciebie!”
MiaUżon posłusznie coś tam dmuchnął w chusteczkę na odczepne, choć Matka da sobie głowę ściąć, że nawet się nie przebudził. Leżał dalej nieruchomo, jak kłoda, w końcu blady świt był.
A potem Matka szybciutko włożyła sweter, zbiegła na dół i dała dyla do szkoły…
Bo zobaczyła, że Potworek zwija kilka chustek w ogromny wycior i szepcze do siebie:
–„Dobze. Wytajlismy. A teraz tatujkowi w dziujkach ZASWIDJUJEMY…„