Janeczka spuściła się dziś rano na parter w celu zapuszczenia żurawia w telewizorni. Maryśka kotłowała się tymczasem w łazience i pokoju Potwora, korzystając z okazji, że nikt jej nie pilnuje.
Matka szorowała tymczasem zęby.
Na schodach rozległ się głuchy tupot, do łazienki wpadła Janeczka.
-„Czy ty już wiesz, z czym będziesz jadła bułkę?” – spytała zziajana
-„E-eeee” – zabulgotała Matka z pianą. Co to za pytania o świcie?
-„No ale nie bądź taka, powiedz z czym zwykle jesz?”
-„Ziemeee!” – zamachała wolnymi częściami ciała Matka, co chyba Potworowi nie rozjaśniło umysłu.
-„Z dżemem?” – upewniła się Janeczka
-„Noooo!” – wypluła wreszcie Matka pianę
Potwora nie było. Usłyszał – nie usłyszał – nieważne.
Matka złapała Maryśkę i ubrała. Zęby umyła. Zyrtec zapodała do paszczy. Gotowe.
Potworek podążył na salony a Matka uprzatała pobojowisko i dostarczała tlen przez otwarte okna.
Kiedy zeszła…
Kiedy zeszła…
Kiedy zeszła, Potwory były bardzo a bardzo szczęśliwe!!!
Janeczka zrobiła wszystkim śniadanie.
Maryśka usiłowała z trudem wepchnąć do buzi kawały bułki poprzeżynane przez Janeczkę i grubo upaćkane w dżemie. Udawało się!
Matka też zjadła, wypiła herbatę w kubku niani, po czym udała się do piwnicy po sprzęt.
Sprzęt miał śniadanie uwieńczyć. Albo może odwieńczyć?
Tak, czy owak, Matka przyniosła papierowe ręczniki, kanister mydła do rak, kanister płynu do mycia naczyń, suche ścierki do podłóg, ścierki do rąk, wiadro i mopa.
Przed chwilą skończyła sprzątać po śniadaniu.
Pralkę włączy już wieczorem…
Takie to są trudne początki samodzielności.
Grunt jednak, że wszyscy sa zadowoleni!