Maryśka powróciła do zwyczaju tworzenia z kabiny prysznicowej budki telefonicznej. Matka to ma nawet często wrażnie, że to nie jakaś tam zwykła budka, ale zwyczajna centrala telefoniczna. Maryśka bowiem, bez odkładania słuchawki prysznicowej przełącza się z abonenta na abonenta.
Wymaga to jednakowoż absolutnego skupienia, więc Potworek się barykaduje i – przekonany o doskonałej dźwiękoszczelności przybytku – nadaje. Stoi przy tym golusieńki, oparty o ścianę, jak po trzech piwach a słuchawkę dociska sobie do puca ramieniem. Ręce ma w końcu zajęte butelkami… Od szamponu…
Matka naturalnie przez pleksę w ogóle nic nie widzi – no Maryśki po prostu nie ma.
–„Hajo? A to pan? Wiiiitam pana!”
-„…”
„Jak to – pan nie słysy?”
-„…”
-„Napjawde pan nie słysy?! A sjuchafke pan ma?”
-„…”
–„No jak to – jakom sjuchafke? Nie wie pan, co to sjuchafka?”– zirytowała się Maryśka
-„…”
-„Ocywiście, ze ja mam sjuchafke!!!Jakom? No pjisnicowom!”
-„…”
–„Ach, pan nie ma wogje sjuchafki…” – zmartwił się Potworek –„To nic!” – wykrzyknął nagle radośnie –„Niech pan weźmie susajke!”
I w ten sposób Matka się zorientowała, że Maryśka na pewno NIE rozmawiała z Adamem Słodowym. Ten by sobie sam poradził…