Matka miotała się wczoraj w kuchni. Miotanie się polega na usiłowaniu Matki zrobienia czegoś, co jest praktycznie niemożliwe ze względu na brak czasu odpowiednio długiego do należytego wykonania czynności. To coś ma być pożyteczne – ogarnięciu bajzlu, krótko mówiąc.
Matka udaje więc, że coś robi, przekłada jedną rzecz na inne miejsce, wywala jakiś papierek i zaraz lepiej się czuje, choc mieszkanie nie wygląda korzystniej…
Wieczorem Matka okrutnie zadowolona znalazła kolejną rzecz do wyrzucenia, a był to pojemniczek po Kinder Niespodziance. Czerwony. Matka takich produktów spożywczych nie nabywa, więc zdziwiła się trochę tym bardziej, że w środku coś było. Otworzyła więc i natychmiast obsypała się i pół kuchni naśrupanym proszkiem z kredkowych gryfli.
-„Co to jest, do cholery?” – zapytała elegancko.
Napatoczyła się Janeczka.
-„Uuuuuuuuu!UUUUUUUUUUUUU!” – zawyła i zalała się łzami.
Matka nie miała jakoś ochoty na żarty.
-„Nie rycz, tylko mów co to jest za śmieć?”
-„To nie smieć!” – zaryczała Janeczka – „To są MOCE!!!”
-„Że jak?”- Matka wytrzeszczyła oczy.
-„Moce!!! I teraz spotka mnie nieszczęście! Straszne nieszczęście!!! Ola tak powiedziała!”
I tak to dyrektor Klubu Witch znalazł miejsce utylizacji odpadów u Janeczki, rzucając dodatkowo klątwy. Matka postanowiła przejąć na siebie nieszczęścia wynikające z utraty części czarodziejskiego proszku vel badziewia i ma nadzieję odkazić je (klątwy) czymś mocniejszym.
Moce leżą dalej na blacie kuchennym i straszą…