Matka odbębniła dziś trzeci dzień w szkole, tej dawnej swojej. I dochodzi jednak do wniosku, że tu jej się bardziej podoba. Zna każdą klepkę – to też pomaga, bez dwóch zdań!
Kiedy przychodzi – wie z kim ma lekcję i gdzie je ma. Nie ma sytuacji, że łapiemy tak zwane „pozostałe” klucze – kto pierwszy ten lepszy.
I wreszcie najważniejsze – pożyczany ma rzutnik pisma – jedno cudo. Lekki, składany w walizeńkę, świetnie świecący, nie jakis prehistoryczny grzmot, gdzie wszystko jest nieostre i rozłazi się na boki. Tak to Matka może pracować!
-„A jest pani pewna, że nie chce rzutnika multimedialnego? Bo mamy, bardzo proszę!”
No Matka wie, wie. Ale do drugiej szkoły i tak musi robić foliogramy i płacić za nie majątek. Trudno się mówi. Zobaczymy co dalej. pewnie nic…
A dziś za to dzieci były stosunkowo grzeczne i zainteresowane tematem. Patrzyły, dyskutowały i nie marudziły. Tylko jedna klasa doprowadziła Matke do wściekłości.
Bo jak połowa klasy nie ma pracy domowej to Matkę rusza. Jedna osoba – OK, Dwie – Matka zniesie. Ale piętnaście? Klasa leserów!
-„Pracę domową sprawdzam ZAWSZE!” – ryknęła Matka – „I na przyszły raz jak ktoś nie będzie miał stawiam do dziennika dwóję!!!”
Dzieci zamarły.
Nagle z końca doszło Matkę delikatne chrząknięcie.
-„Sorko…?”
-„Słucham!” – Matka była zła jak nie wiem co.
-” Teraz to się za brak pracy domowej stawia jedynki…”
Ups!
Matce się epoki pomyliły…