Maryśka siadła wczoraj sobie koło Matki i popatrzyła uważnie na jej dżinsy. A spodnie były co prawda nowe, ale nie jakieś szczególne – ot, takie na codzień, kupione w jakimś hipermarkecie.
–„Jaki mas kojoj spodni?” – zapytała, patrząc na nie z ogromnym zainteresowaniem.
Matka przyjrzała się nogawkom i doszła do wniosku, że dziecię jest genialne. Nie można było bowiem jednoznacznie określić koloru. Czarne to one nie były. No, takie jaśniejsze może. Dorosłemu powiedziałoby się grafitowe, ale Maryśka przecież nic by z tego nie zrozumiała.
Jakby tego było mało, na „wypukłościach” były fabrycznie przetarte, więc sporo jaśniejsze.
Matka łamała sobie więc głowę, jak tu Potworkowi wyjasnić, żeby nie skłamać. Choroba jasna – spodnie za 19,99 a tyle kombinowania. A może właśnie dlatego?
–„No wies, cy nie wies?” – ponaglił Potworek
-„Wiesz co?” – zastanowiła się Matka – „Jakby co tu powiedzieć… No one to chyba jednak są czarne. No, prawie…”
Dziecię patrzyło na Matkę podejrzliwie, więc Matka postanowiła szybko odwrócić jego uwagę.
-„A twoje spodenki jaki mają kolor?” – spojrzała na Maryśkę, która przyglądała się bacznie swoim nogawkom w oślepiąjąco żółtym kolorze.
–„Nooooo….” – Potworek wybity z rytmu nie mógł znaleźć właściwego słowa – „…no, moje to som po pjostu INNE od tfoich!!!” – dokończył z tryumfem.