Matka miast szaleć po sklepach dekoracje robi. W szkole. Szuka jakichś materiałów, żeby obić stare tablice, wkurza się, bo nigdy jeszcze nikt nie wyprodukował koloru, który Matka sobie wymyśliła, o gatunku nie mówiąc i szlag jasny ją trafia, kiedy panienki w sklepach proponują jej skrzypiące bistory w bajeczne esy-floresy.
-„Gładki, bez niczego, jak prześcieradło!” – wyjaśnia Matka
-„Pani to ma wymagania!” – panienki wzruszają ramionami i wsadzają nos w gazetę. Przed Sylwestrem pytać o gładki!
I Matka czas marnuje a tu prezenty nie tylko nie kupione, ale nawet nie obmyślone.
-„I nie zapomnij kupić sobie prezentu ode mnie! I co w ogóle byś chciała?” – tu MiaUżon złapał się przezornie za portfel.
-„Nic” – Matka odrzekła po zastanowieniu. Ani pomysłu żadnego, ani chęci nie miała.
-„Nie da się tak, że nic!” – wkurzył się ślubny
-„No to może torbę?” – wpadła na pomysł Matka. Ma fajną, ale jedną i do tego ciągle jej się otwiera, bo ma za delikatny zameczek, którego się nie da ani naprawić, ani wymienić.
-„No to sobie kup i mi daj, to ja zapakuję!” – ucieszył się MiaUżon i przepadł w czeluściach garażu.
Matka to już nawet oglądała te torby. Znowu nie wyprodukowali takiej, podobnie zresztą rzecz ma się z butami.
-„Ma być czarna i na długim pasku!” – zarządziła wczoraj w sklepie – „I elegancka, ale duża. Z klapą. Bez klamerek i świecących pizdryków”
Pani co wyciągała rękę do półki z torbami, to zaraz ją opuszczała w miarę, jak Matka mówiła.
-„No czegoś takiego to nie ma! Chyba, że ze skóry!” – spojrzała w drugi kąt sklepu.
-„Ze skóry nie, już nie” – pokręciła głową Matka. Torby ze skóry to miała od zawsze. Różnią się tym, że jednakowo szybko się niszczą, przyczym kosztuje to trzy razy więcej, jak nie cztery. A tak kupi, ponosi i wywali. A sztuczna skóra wygląda teraz tak, jak prawdziwa i Matka nie zamierza się wygłupiać z jakąś torbą do zamiatania w samochodzie.
-„No to jak nie ze skóry, to nie będzie długiego paska!” – i pani postawiła przed Matką kilka wcale niebrzydkich torebek, ale z krótkim paskiem lub dwoma.
Matka wsadziła jedną na ramię i musiała natychmiast zdjąć szalik.
-„Co pani?” – sklepowa wybałuszyła oczy.
-„Ten pasek mnie dusi” – wycharczała Matka
-„Przecież ma go pani na ramieniu a torbę pod pachą…”
-„Wiem, ale czuję się osaczona przez przedmiot. Napada mnie i wpycha się gdzieś pod rękę” – odrzekła Matka kręcąc się przed lustrem, co niewiele dawało, bo torebka znikła pod rękawem jej kurtki.
-„Chyba się będzie musiała pani przyzwyczaić. Poza tym taka torba jest bezpieczniejsza.”- panienka nie dawała za wygraną.
Matka postanowiła chwilowo odpuścić. No chyba będzie musiała przywyknąć, ale przyjdzie jej to z trudem. Matka nie lubi czegoś, co jej majta przed oczami. Długą torbą można zawachlować na plecy i znika. Można sprać złodzieja, naładować do niej węgla i kamieni. Oraz cegłę. A pod pachę to już nie bardzo się da.
Matka będzie musiała zrezygnować z toreb zaczepno-obronnych i jakoś kompresować swoje, przechowywane przez dwa lata zdobycze typu:
-dwadzieścia osiem długopisów, z których siedemnaście nie pisze, trzy wylewają a dziesięć ma oderwane piprztyki do zaczepiania
-Trzy komplety kluczy do nieistniejących kłódek
-kalkulator nieliczący
-kalkulator liczący w dni słoneczne
-kalkulator sprawny
-calówka trzymetrowa wyciągana
-sklapel
-komplecik agrafkowo-nitkowy
-plastry
-notesy
-kalendarzyki z ostatnich pięciu lat bez 2005 roku
-zeszyt
-zdjęcia Potworów w ilościach przemysłowych
-i inne kobiece dodatki, które wpływają na opływowość kształtów torby, jednocześnie uwalniająć Matke od posiadania siniaków na nogach, a których Matka nie uszczegółowi…
-zawartość ruchoma, zależna od chęci, potrzeby i pory roku – niezależnie od ilości i jakości o wadze do półtora kilograma.
No Matka nie wie, jak jej to się uda…