Matka stała sobie w łazience i starała się namówić Maryśkę do wieczornej kapieli.
Dzieci, jak to powszechnie wiadomo, maja wieczorami plany zupełnie różne od oczekiwań dorosłych. Rano zresztą także. Wieczorem nie zamierzają kłaść się spać, rano zaś ani myślą wstawać.
Matka próbowała już różnych forteli w stosunku do Maryśki. Z Janeczką nie ma już tych problemów. Potwór kładzie się w odpowiednim czasie i raczej wstaje. Co ma zresztą robić, kiedy Matka zapala światło i ryczy radiem tuż nad uchem…
Za to Potworek jest całkowicie nieprzemakalny.
–„Zgaś mi to paskudne sifiatło, ić stont, ja nigdzie nie fstajem!!!” – woła i naciaga na głowę kołdrę, zasypiając w połowie drogi.
To rano.
Wieczorem zaś Matka za nic nie może namówić jej do zażycia kapieli, którą to czynność Potworek skądinąd bardzo lubi. Matka przynajmniej tak czuje, kiedy usiłuje wyciągnąc go z zimnej brei zaludnionej gęsto statkami, pustymi butelkami i kawałkami lalek.
Najpierw jednak trzeba go tam wsadzić i wlać lekarstwa na suchą skórę, bo Maryśka uczuliła się znów na coś bardziej i wygląda nieszczególnie.
Matka zapuszcza więc kran, grzebie w szarej smudze, jaką Maryśka zostawia za sobą, kiedy się przemieszcza i czasem coś złapie. Bywa, ze lalkę, ale zdarza się, że i Potworka. Trzeba po prostu wiedzieć, w którym momencie wsadzić łapsko, uwzględniając prędkość a (Maryśkową), prędkość b (Matczyną), prędkość c (światła) i czynnik d (refleks Matki).
Matka łapie więc Potworka i zdziera z niego kolejne warstwy ubrania z nadzieją, ze dziecię gołe biegac po zimnej chałupie nie bedzie.
Nic bardziej mylnego!!!
Kiedy więc Matka trzeci raz wypuszcza i napuszcza wodę do brodzika a Maryśka pojawia się czterysta trzydziesty ósmy raz w łazience na 0,345 sekundy, Matka postanawia, że czterysta trzydziestego dziewiątego razu nie będzie.
–„Zobac, co ja tu mam!!!” – Maryśka próbuje przechytrzyć Matkę.
-„Gdzie i co masz?” – pyta uprzejmie Matka zacieśniając petlę wokół Potworka.
–„No TU!!!” – Maryśka głaszcze się po żebrach, usiłując bezskutecznie wyeksponować kilka spod warstwy dziecięcego tłuszczyku.
-„No to co to jest?” – pyta Matka sprawdzając jednocześnie, czy musi wlewać czwarty raz wodę.
–„Nooooo” – grzechocze rozpaczliwie oczami Maryśka _„No wiesz, to jest takie COŚ, co każdy z nas ma!!!”
Ha! Matka wie. Ale Maryśka zapomniała!
Potworek zaś głaszcze się dalej po żebrach i kombinuje, aż dym wali z uszu.
–„Nooooo, ty to casem kupujes! Ale nie za censto!!!”
Nie za często. Rzadko wręcz. Bo Matka musiałaby nagotować żeberek ze stada świń, żeby Potwory się najadły.
–„I kupujes to tam, gdzie miensko się spziedaje!” – błysnął wiedzą Potworek.
-„Wszystko się zgadza” – łaskawie zgodziła się Matka i siegnęła płyn na suchą skórę. Gdy sie odwróciła, Maryśki już nie było.
–„Zajaz wjacam, tylko zapytam Janeckę!!!” – zawołał ogon szarej smugi i wypadł za drzwi.
Po chwili wrócił bardzo zadowolony.
–„Jus zapytajam Janeckę, co kupujes w sklepie z mienskiem!!!”
Matka odetchnęła. Co, jak co, ale dzieci ma inteligentne. Jak same sobie nie radzą, pytają i sprawa załatwiona.
-„No to co tam w końcu masz?” – zapytała , żeby zakończyć trudną sprawę żeber.
„No jak to co?” – zaśmiała się Maryśka i zabębniła tłustymi łapkami po żeberkach – „ KUJCAKI!!!