Boa

Maryśka zamierza chyba zamordować książkę zwierzatkową. Oglada ją od przodu, od tyłu i ruchem konika szachowego. Matke dochodzą tylko radosne wrzaski:

„Ojejej, ojejej! Ziobac! Lef!” – po czym Matka słyszy głuchy tętent i lwa ma podetkniętego pod nos.

„Hyyyyyyyyyyy….”– Matka usłyszała jak Maryśka wciąga ze zdumieniem powietrze –„Ale wenzie!!!

Matka pamięta. Jest żmija, jest i zaskroniec, do którego porównywała zawzięcie pytona, który nawiedził ongiś MiaUżona garaż. Co dalej – nie wie.

Nie musi. Maryśka przybyła podetknąć książkę.

-„No tu masz żmiję” – wyjaśniła Matka widząc zygzaki -„A ten zielony to zaskroniec”

-„A ten tu?” – Potworek dźgnął palcem w węża na stronie obok. Ładnego, z plamami.

-„Boa” – przeczytała szybko Matka, wykorzystując umiejętności nabyte w szkole podstawowej, a nawet wcześniej.

-„Jejku! – wykrzyknęła Maryśka –„Boję się go!!!

-„Cos ty!” – machnęła Matka ręką – „Niepotrzebnie! On nie żyje w Polsce!”

Maryśka stanęła jak wryta.

-„O matko!”-wrzasnęło dziecię z przejęciem –„A KTO go zabił???”

Dodaj komentarz