Klapy

Matka zwlokła dziś rano z łóżka swoją piżamę wraz z cielesną zawartością i pomyślała sobie natychmiast, ze do wakacji jest już bliżej, niż dalej. Oznacza to mianowicie, że Matka będzie wstawać dokładnie o tej samej godzinie, za to będzie miała kłopot z Potworami, bo niania się nie odzywa i to dobrze nie oznacza. Niania nie tylko ciągnie podwójne studia, które choć zaoczne, to jednak czasu trochę zajmują, a poza tym siostra niani ma kilkumiesięczne dziecko i Matka czuje w kościach, że będzie krucho, oj, krucho. A Babcia już nie może być wykorzystywana nieustannie, bo zwyczajnie i po prostu nie ma siły i cierpliwości.

Matka w tym roku nie zamierza wisieć na rusztach dwa miesiące, bo chce sobie z lekka odpocząć, co można natychmiast obśmiać francuskim chichotem hrabiny z „Rozbójnika Rumcajsa”. Czekają na Matkę dwa jednakowe obrazy, których jeszcze nie miała przyjemności malować, więc potrwa to troszkę dłużej, niż standardowo – oba w miejsca, gdzie już coś Matka robiła, czyli podoba się. Jeden za Wielką Wodę pójdzie ponownie, drugi zawiśnie w połowie drogi między Poznaniem a morzem. I jeszcze ramka przyjedzie do złocenia, choć Matka wyrażała zdecydowany sprzeciw, ale sygnał zanikał, czyli wakacje są fantastyczne. Teraz trzeba tylko wykonać manewr rozciągania czasu, więc Matka zapatrzy się zaraz w obrazy Salwadora Dali, tam sa takie spływające zegary…

Najgorszą rzeczą będzie jednak ruszenie MiaUżona na tak zwane wakacje. Gdzie? Matka nie ma pojęcia. MiaUżon oprotestował jedynie ponowny wyjazd do Szczawnicy na co akurat Matka miałaby ochotę. Bo z Matką jest jedna taka rzecz – nie przepada za nowościami. Tak na starość jej się porobiło. A w Szczawnicy jest tanio, ciekawie i w ogóle przyjemnie. Można skoczyć na krótko i wypocząć. Tymczasem Matkę czeka malowanie chałupy i być może przebudowa kominka. Rozwalanie – znaczy się – i budowanie na nowo, tym razem z podłączeniem do instalacji CO. Póki co Matka przelicza i wychodzi to niekorzystnie dla konta.

Tak więc Matka wraca do poranka, bo jeśli są problemy wagi państwowej niemalże, to wystarczy zająć się przyziemnością domową i zaraz się poprawia.

Matka weszła więc do łazienki, spojrzała w lustro, doszła do wniosku, że jest równie źle, jak i wczoraj, po czym przegnała farfocle z oczu. Zaniepokoiło ją to, że wyżej wymienione są, ale ponieważ Matkę nęka równiez katar kolorowy jednodziurkowy (czy ktoś Matce wyjaśni, jak można mieć zapaloną tylko jedną zatokę?!), to pomyślała sobie natychmiast, że zrzuci to wszystko na kolor zielony i już.

Następnie spruła Potworka, który dał się zanieść do łazienki i posadzić na nocniku bez patrzenia na świat. Matce wydało się to lekko dziwne, bo zwykle protest jest głośny i dobitny a tymczasem Maryśka siadła i spokojnie spała dalej na nocniku.

-„Otwórz oczy, kochana!” – zagaiła Matka szorując sobie zęby.

„Ale jest ciemno!” – wysapał Potworek i spał dalej.

-„Nie jest ciemno, wystarczy tylko podnieść powieki!” – Matka splunęła wodą.

-„Ale ja nie mogę ich otworzyć!” – zakomunikowała spokojnie Maryśka szeroko zamkniętymi oczami.

Matka rzuciła okiem.

Rzuciła, a potem natychmiast je zwinęła i wsadziła do spirytusu.

Maryśka nie mogła otworzyć oczu. Nie mogła, bo były sklejone na amen!

Matka padła na podłogę z mokrym wacikiem, żeby klapy Potworka odmoczyć, rozkleić i zakroplić. No zapalenie spojówek koncertowe. I teraz kombinuje, czy farfocle matkowe oznaczać będą to samo, co byłoby tragedią, bo Matka soczewki nosi a okularów dawno juz żadnych nie ma. A zakraplać oczu w tym przypadku się nie da…

I tak to obrazki, kominki i malowanie schodzą na plan dalszy w jednym małym momencie.

Matka lubi poranki, kiedy coś się znienacka wykluwa.

Psiakość!

Dodaj komentarz