Lost

Matka siadła – i nic. Pustka. Cisza i w ogóle. Tak działa odłączenie od internetu. Przymusowy urlop.

Niestety czułki Matce siadły i nie zwracała tak bardzo uwagi na to, co mówią Potwory. A może to one przez ten czas dorosły? Matka podejrzewa, że Maryśka coraz mniej będzie dostarczać śmiechu – dziecię dojrzewa. Już nawet "jowej" przestaje pomału być jowejem, choć jest to rodzaj innego oszukaństwa głoskowego, którego nie da się nawet przelać na papier. Poza tym Matka skupiała się ostatnimi czasy na bitwach z TPSA, które to wygrywała pozornie, bo internetu jak nie ma, tak nie ma. Panowie i panienki spławiali po prostu Matkę a teraz pozostaje czekać, aż sama firma się odezwie i każe Matce pojawić się po modem. Nieważne, szkoda słów. Dobrze, ze w szkole są okienka, to można coś szybciutko wkleić.

A generalnie Matce życie zaczyna się układać tak, jak większości społeczeństwa: poniedziałek – piątek, poniedziałek- piątek, poniedziałek – piątek. Co jakiś czas tylko odmiana, żeby ćwiczyć szare komórki.

-"Ciocia pjosiła o dwa złote na pana doktoja" – zakomunikowała potworek uroczyście, kiedy Matka odbierała go z przedszkola.

-"Jakiego doktora?" – zaniepokoiła się Matka

-"Od wad postawy"- pospieszyła z wyjaśnieniem pani z szatni -"Jeśli rodzice sobie będą życzyć, to lekarze obejrzą dzieci i mogą zakwalifikować na gimnastykę korekcyjną w przedszkolu."

Matka wpadła w dziki zachwyt, a następnie jako Naczelna Katastrofistka Rzeczypospolitej pogrążyła się w niemej rozpaczy.

-"A czy oni nie narobią biedy tą gimnastyką? Bo to łatwo jest coś zepsuć jeszcze bardziej, niż jest…" – zasępiła się.

Pani z szatni wykonała międzynarodowy gest, który oznacza brak wolnych zasobów w mózgu , przez niektórych odczytywany także jako "mam to gdzieś" czy bardziej elegancko jako "nie mam pojęcia".

Matce mimochodem ramiona powędrowały również w górę, ale ryzyko finansowe póki co było znikome a korzyści mogły się okazać wielkie. I zawsze można zrezygnować.

Matka wręczyła walory Potworkowi i zapomniała o sprawie.

Po trzech dniach Maryśka wracała z przedszkola nadzwyczaj cichutko. Nie było relacji z obiadu, podwieczorku, ani też zabaw na powietrzu.

-"Co tam kochana siedzisz tak i nic nie mówisz?" – zainteresowała się Matka

-"Ciiii…" – Maryśka położyła tłusty paluszek na ustach i rozejrzała się niepewnie po samochodzie.

-"Przeszkadzam ci w myśleniu?" – zdumiała się Matka

-"Nieeeeee…."- zamachał łapkami Potworek i znów się obejrzał -"Ciiiiii…." – powtórzył znów.

-"Co się dzieje?" – Matka zaniepokoiła się juz teraz nie na żarty.

-"Może ONI tu som?" – wyszeptał Potworek

-"ONI???"- powtórzyła Matka. Maryśka kładzie się spać zaraz po dobranocce, co razem z kąpielą daje 19.50, czyli  fanką "Zagubionych" być raczej nie może.

-"No ONI to fszystko wiedzom" – wyjaśnił Matce Potworek, co natychmiast rodziecielce rozjaśniło pewne partie mózgu. Halogenem.

Matka sprawdziła, czy w samochodzie są klamki. Były. Można było wyjść z samochodu i zapakować się do chałupy.

-"Sama zobacz!" – Potworek wyciągnął z kieszeni wymiędoloną kartkę.

Matka rzuciła okiem. Na bumadze drobnym drukiem wymienione były wszelkie wady postawy z pustymi krateczkami do odhaczania długopisem potrzebnych.

-"Skont ONI wiedzieli?" – zapytała Maryśka z rozpaczą i pokazała Matce zapomniane akcesoria do zabawy w piasku, które straszyły od wakacji w kącie przedpokoju. No faktycznie. Wiaderko, mocno ubabrane i zapakowane wszelkimi plastikowymi narzędziami.

Matka dalej nic nie rozumiała i najwyraźniej odbiło się to na jej licu, bo Maryśka dźgnęła paluszkiem w kartkę.

-"Nie czytałaś?"- spojrzała na Matkę z wyrzutem – "Postawili ptaszka na tej kartce i powiedzieli mi wyraźnie: MASZ WYSTAJONCE ŁOPATKI!!!"

Dodaj komentarz