Czy Matce się wydaje, czy jej tu nie było? Była, była, zaglądała, ale jakoś nie miała ochoty na pisanie. Potworek tradycyjnie po balu w przedszkolu się rozsmarkał i rozkasłał, więc siedział trzy przedpołudnia u Babci a teraz wisi Matce na głowie. Formę ma nieco lepszą, ale za to poczęstował zarazą Janeczkę, która trzyma się dzielnie, ale Matka nie wie do kiedy.
Za to u Matki proza życia – szkoła, szkoła i szkoła. I zaczęły się kolczyki, kolczyki, kolczyki. Matka wykonała pierwszych dziewięć par a MiaUżon zabrał je do pracy, żeby pokazać. Matka miała tam nawet jedne upatrzone i z całą pewnościa niezagrożone, więc dała je bez wahania. A poza tym jakieś takie, co by sama chetnie włożyła i takie, co za skarby.
MiaUżon zadzwonił po godzinie.
-„Poszły te, co za skarby, z koralowcem i te, co sobie upatrzyłaś!”
No jak na trzy babeczki to nieźle… Ale gust Matki jednakowoż się różni od gustu ogółu… I trzeba sie przekonac do robienia czegoś, czego by się samemu nie włożyło, a nie jest to łatwe. I nie dlatego, że Matka myśli, że to byłby obciach nosić takie, czy inne kolczyki. Matka generalnie wkłada kuleczki na sztyfcie i czuje sie okropnie ubrana… A korali nigdy. Ech…
Ale jak już Matka się trochę wprawi, to powrzuca zdjęcia na jakis inny blog i da cynk. Cynk da dlatego, że będzie tam pod innym nickiem. I zablokuje komentarze. Żeby się coś nie rypnęło. I od razu uprzedza, że nie bedą tam żadne odkrycia, bo Matka ani czasu, ani takowej inwencji jeszcze nie posiada. Tu dziewczyny w okolicach dwudziestki biją Matke na głowę – odwagą przede wszystkim.
Ale Matka ględzi i ględzi a o Potworku miała napisać!!!
No bo siłą rzeczy musiała go zabrać dziś na chwilę do szkoły, zeby załatwić pare papierków. I jak juz go zapakowała w jakiejś obrzydliwej i mokrej śnieżycy do fotelika, omiotła brykę i wsiadła, to natychmiast zapomniała, że dziecię siedzi z tyłu. Jechała sobie do szkoły i jechała, machała wycieraczkami i dmuchała dmuchawą a czas płynął powoli i Matce zaczęło się nudzić. Nadusiła radio, ale wlazły jej w paluchy złote igiełki, bo panel oczywiście został w domu.
-„Żeż w mordę!” – jęknęła Matka – „Nie cierrrrrrrpię nowych urządzeń, które trzeba wkładać i wyjmować, wkładać i wyjmować. Bo zawsze je wyjmuję, a nigdy nie wkładam!”
Coś zaszurało. Matce spadły papiery z fotela na dywanik. Mokry dywanik.
-„Cholera jasna!!!” – Matka warknęła i zanurkowała pod fotel, po czym otrzasnęła reklamówkę z resztek błota -„Co za świnia tu jechała z MiaUżonem i naniosła tej brei? To w końcu moje miejsce na torbę, zakupy i ważne dokumenty!”
Zatrąbiło.
Matka rzuciła nienawistne spojrzenie w lusterko i dojrzała pług, który zamierzał wyprzedzić Matkę lewym pasem o szerokości półtora metra.
-„Nie spiesz się baranie…” – Matka dałą natychmiast dobra radę -„…tylko przejedź się lepiej po mojej ulicy, która jest cała biała!”
A potem zobaczyła w lusterku dwa oczka.
Pomacała za sobą i natrafiła na dwa ciepłe kolanka. Rety!!!
-„Eeeeeeeee…..” – zmieniła temat. Że też zawsze musi gadać do siebie w samochodzie! – „Eeeeeeee… a powiedz – co ciebie tak w ogóle NIE SŁYCHAĆ Marysiu…?”
Zapadła cisza.
-„Hmmm… może dlatego…”– Potworek otrzepał śnieg z powiek –„…że mam zamkniętą paszczę?”