Adwokat

Dziś na obiad były między innymi ziemniaki. Jak w większości rodzin pewnie. Kaszy gryczanej ostatnio zjedliśmy całą wannę, więc należy się odpoczynek.

Matka ugotowała pyszne ziemniaczki i posypała je jeszcze lepszym koperkiem. Zapach rozniósł się po całym domu.

Maryśka w pełnym oprzyrządowaniu poduszkowo- śliniakowym z uwagą śledziła poczynania Matki i oblizywała się od ucha do ucha.

Wpadła Janeczka. Spojrzała. Namarszczyła się. I dała głos:

„Nie będę jadła kartofli z tym wstrętnym, ohydnym, obrzydliwym i śmierdzącym koperkiem!!! Za nic! Żeby nie wiem co!!! Zobaczysz, nie ruszę nawet! Samą marchewkę zjem i kotleta! A kartofle niech się marnują!!!

Matki to już nie wrusza, nic a nic. Koperku tym bardziej. Koperek to w ogóle nie dostąpił w żadnym ze swoich wcieleń innego traktowania, więc pewnie uważa, że to norma…

Ale za to nie wzięliśmy pod uwagę Maryśki. Chyba jednak czegoś takiego nie słyszała, bo oczka zrobiły jej się okrąglutkie, najpierw ze zdziwienia a potem z oburzenia…

Wzięła głęboki wdech, poczekała, aż Janeczka się wypiekli i przemówiła do niej równie głośno:

Janecko, USPOKÓJ SIEM!!! Za duzo jus głupotóf! Siadaj i ziadaj, kopejek zdjowy jest!!!”

Matka zamarła…

A Janeczka wzięła widelec i zjadła bez szemrania wszystko, do ostatniego ździebełka koperku…

To się nazywa mieć adwokata!

Gorzej, jak się zorientuje, że na tym można zarabiać…

Dodaj komentarz