Obiadek

Dziś rano pędem odwiozłam Janeczkę do szkoły i po drodze nabyłam towary żywnościowe różne, z czego najwięcej ważyła marchewka. Postanowiłam ją ugotować i pokroić. Udało mi się to pierwsze, po czym przybyła Babcia. Niania ciągle w szpitalu, ale może nie będzie źle!

Babcia dojrzała marchewkę i zaofiarowała pomoc przy krojeniu, więc mogłam spłynąć na stryszek do malowania.

Nie na długo jednak. Babcia woła mnie na dół…

Zeszłam, patrzę, marchewka pokrojona, babcia zaczyna doprawiać, jest wpół do jedenastej.

„Ja nie wiem, co robić!” – mówi teściowa

„A co tu myśleć?”- zdziwiłam się lekko-„ja robię tak jak mama. Trochę soli, trochę cukru, masła i zagęścić”

„E nie….” – teściowa na to -„ja nie wiem, co zrobić z Marysią. Popatrz co ona sama tu nawyczyniała. Nie chce nic a nic słuchać, że jeszcze za wcześnie!”

Rzuciłam okiem na stół…

Potworek ustawił pięć talerzy, podkładeczki, elegancja-francja, widelce, noże. Na krzesełku dwie poduchy, na poduchach Maryśka w pozycji bojowej, śliniak na szyi, siedzi i widelec z nożem zaciera!

„Pjędko, pjędko mama! Babcia zajaz obiadek mi da! Bo ja tak jubię majchewkę!!!”

I wychodzi na to, że znowu głodzimy dziecię nie dając mu o 10.30 obiadu…

Dodaj komentarz