Róża

Matka wczoraj dojechała pod cmentarz prawie o zmroku. Kolorów to było od groma, bo obok stoi wielki hipermarket, oświetlony jak Bliskie Spotkania Trzeciego Stopnia, ale budy z kwiatami pozamykane były już na głucho. Matka nabyła w ostatniej lampkę i przemykała koło jeszcze jednej, już prawie całkiem „spakowanej”, żeby wleźć boczną furtką na cmentarz. Spojrzała jednak na trzy wiadra, w których stało chyba z pięćset róż, wszystkie piękne i w zadziwiających kolorach. A może to miganie hipermarketu sprawiło? Chyba jednak nie…

Matka stanęła więc i zagapiła się na piękne, czerwonopomarańczowe kwiaty, których było najwięcej. Obok stał jakiś starszy pan i Matka myślała, że to też zabłąkany, i spóźniony klient. Nie zwracała więc na niego uwagi, bo dojrzała najpiękniejszą z najpiękniejszych róż. Wcale nie była na wierzchu i trzeba by było połowę kwiatów pewnie wyjąć, żeby ją wyciągnąć…

I wtedy pan się odezwał:

„Mam wrażenie, że pani podziwia właśnie różę” – i wyciagnął ją z tych kilkuset, i podał Matce.


I to jest właśnie to TO, co posiadają niektórzy starsi panowie…

Dodaj komentarz