Matka patrzyłam sobie dzisiaj raniutko, jak MiaUżon wystawia hopla z podjazdu. Bo u nas to jest tak, że hopel Matki śpi na stromym podjeździe a w garażu pojazd MiaUżona stoi. Czyli wyprowadzanie samochodu Matka ma z głowy, bo nijak się tego manewru inaczej przeprowadzić nie da, jak zrobić miejsce do wyjechania.
Matka znowu wpadła w jakieś dygresje.
Już wraca.
I kiedy Matka zobaczyła wyjeżdżającego, białego hopelka z czarnymi tablicami to ją ścisnęło w sercu tak okropnie, że aż sobie coś przypomniała. A może raczej sobie przypomniała i stąd takie uczucie.
Matka chodziła kiedyś do szkoły muzycznej. Zdarzało się, że czekała długo na autobus i spotykała swojego Ojca, który wracał z pracy. Ojciec wyciagał wtedy białego, dużego Fiata i odwoził Matkę na zajęcia. A potem musiał kawałek podjechać dwupasmówką i zawrócić i Matka stała i patrzyła za samochodem. Tak odruchowo.
I kiedyś Matka zobaczyła, że Ojciec siedzi po prostu w białej blaszanej puszce i każda ciężarówka może go zgnieść na marmoladę.
I Matkę wtedy po raz pierwszy ścisnęło za gardło.
Strach, że nasze życie nie jest w naszych rękach i byle oszołom za kierownicą może je uciąć, tak raz-dwa.
A jak po kolei poodchodzili wszyscy z rodziny, to Matka już zupełnie od zmysłów odchodzi.
I woli nie wyobrażać sobie nic, kiedy MiaUżona nie ma w domu do późnej nocy.
Kiedy Janeczka jedzie na szkolną wycieczkę.
Nawet kiedy jeździ przed domem na rowerze.
I Matka zawsze sobie już myśli, kiedy kogoś żegna, zwłaszcza starszego – czy go jeszcze zobaczy…
Czy to Matki tak mają?
Czy ci, którzy zostali już sami, bo nie ma rodziców i rodzeństwa?
Bo Matka nie biadoli, nie biega z kąta w kat i nie robi pogadanek.
Matkę tylko niepokój zżera…
A może to skutek zalewania nas coraz wiekszą liczbą ZŁYCH informacji?
Czy Wy TEŻ tak czasem macie?