Morze

Matka wspominała, że pojechała zawieźć obraz na wybrzeże. Jak już tak jechała, to Matka uświadomiła sobie, że nie była nad polskim morzem równe trzydzieści lat!!!
Generalnie to Matka za morzem nie przepada, ale jak się napatoczy, to poleżeć i pokąpać się można. Matka zaliczyła w tym czasie Morze Czarne raz, Morze Północne raz i Bałtyk a właściwie Zatokę Ryską dużo, dużo razy a Fińską kilka. Kąpała się tylko w Czarnym. Czyli reszta średnio się liczy, bo nad Fińską tylko chodziła, ale za to po lodzie. Do miejsca, gdzie lodołamacz wyrąbuje ciągle dziurę, żeby naród nie uciekał do Finlandii…
Wracając do polskiego morza – Matka postanowiła, że skoro już jadą do miejsca, co od brzegu pięć kilometrów jest, to zajrzą nad wodę.
Pojechali więc do Dębek szybciutko, bo słońce całkiem już zachodziło. Wioska wyglądała jak te atomowe, co straszą na pustyni w Nevadzie. Żywego ducha nie uświadczyli. Przez lasek przemykały jedynie sarny, jedna za drugą.
Mając trzy minuty do dyspozycji, MiaUżon rzucił się na zbieranie muszelek i kamieni dla Potworów w lekko zamarznietym piasku. Matka zrobiła zdjęcie, choć ciemno juz było trochę.I pojechali do domu…

Ciekawe, czy to się da zaliczyć do wizyt nad morzem?

Oj, chyba nie…

Dodaj komentarz