Matka miała ostatnie – niestety – zajęcia z panią psycholog, w swojej szkółce. To ta sama pani, do której Matka udała się po poradę.
Zajęcia dotyczyły asertywności.
Dla tych, co nie za bardzo wiedzą asertywność to:
– umiejętność wyrażania siebie (jasno, bezpośrednio)
– szacunek dla siebie (liczenie się z tym, co się czuje i myśli)
– świadomość własnych możliwości i ograniczeń
O, tak mniej więcej w ogromnym skrócie.
Inaczej – jak mówić „nie”. Elegancko. Szanując siebie i innych.
No i Matka znowu niekoniecznie o tym chciała.
Matce chodziło o Janeczkę.
Potwór wrócił ze szkoły i w czwartek późnym wieczorem przypomniało mu się, że pani coś wpisała mu na ostatniej stronie zeszytu.
Przyszedł więc i pokazał Matce a tam stało, jak byk:
„Konkurs plastyczny na taki a taki temat.
Technika taka a taka.”
-„A na kiedy to?” – zapytała Matka, która jak się zdenerwuje, to zaczyna wszystko na „A” a Janeczce się udziela…
-„A pani powiedziała, że jak się da, to najlepiej na jutro…”
Matce skoczył gul.
-„A czy inne dzieci też mają to wpisane?” – zapytała
-„A nie, tylko ja. Bo pani powiedziała, że pozwoliła sobie wpisać”
Matka pomyślała sobie, że ma w weekend szkołę, obraz do malowania, cztery prace do napisania, pranie i sprzątanie.
I po raz pierwszy w życiu pozwoliła sobie nie zauważyć co pani napisała.
NIE ZAUWAŻYĆ!
I już!