Obcy

Matka zarządziła wyprawę w teren. Takie tam zwiedzanie.

Wyczytała Matka mianowicie, że jest gdzieś w Polsce świetny dwór, znakomicie zachowany, udostępniony do zwiedzania. W środku rodzaj muzeum, sam dwór przepiękny i duży, latem wokoło ogród.

Zapakowała Matka MiaUżona, który niezbyt chętnie na tego typu wyprawy jeżdzi, tudzież bardziej zachwycone Potwory i pojechali.

Zadupie okropne, ale dwór faktycznie porażający. Ludzi tłum, bo to dzień wolny.

Wycieczka jedna w środku, druga na dziedzińcu, trzecia szykująca się do wejścia.

Weszliśmy w końcu do sieni. Przewodniczka kapitalna, opowiadała różne ciekawe rzeczy, potem poprowadziła naród do pieknie urządzonej jadalni. Matka zdziwiła się bardzo, że takie wąskie wejście tam jest, nawet bez drzwi. Ludzie jakoś przeszli a Matka nijak nie mogła się zmieścić.

-„Co za cholera?” – powiedziała do siebie, bo przecież nie jest z nią tak źle. Żeby nosząc 40stkę nie móc przejść przez drzwi?

Szarpać się nie było co, bo wszystko świeżo odmalowane. Pani przewodniczka patrzyła na Matkę z takim obrzydzeniem, że Matka wściekła się i wyszła.

Na szczęście na dziedzińcu stała inna wycieczka i słuchała tym razem mężczyzny-przewodnika. Matka stanęła obok i nastawiła uszu.

Facet bardzo ciekawie mówił o roślinach, które sadziło się, czy wysiewało ongiś w ogrodach i jakie teraz robi się mieszanki nasion, żeby wyglądało tak, jak dawniej na wsi.

Potem zaś gość spojrzał w górę i zawołał:

-„Bardzo proszę, spojrzyjcie państwo szybciutko, bo mamy świetną widoczność. Nad naszą miejscowością mamy kanał przelotu sputników i właśnie jeden z nich przelatuje!”

Naród posłusznie spojrzał w niebo i rzeczywiście. Leciało coś.

Facecik zajął się dalej kwiatkami, ale Matka patrzyła dalej na sputnik.

-„Przepraszam bardzo” – odchrząknęła -„Czy może mi pan powiedzieć, dlaczego ja mogę w tym sputniku policzyć wszystkie silniki?”

Facet zamrugał oczami.

-„I od kiedy w sputniku SĄ takie silniki?” – dokończyła Matka

Przewodnik gapił się w sputnik jak sroka w gnat i nic nie mówił. Naród zamarł.

-„A czy tu może jest jakiś poligon? Bo ten SPUTNIK to właśnie wypuścił z tyłu spadochrony i ląduje!!!”

Facecik odzyskał głos:

-„Tu, tu proszę pani nie ma żadnego poligonu! Obok sa lasy. On chyba ląduje awaryjnie!!!”

Matce nie trzeba było nic więcej. Naród pognał do samochodów. Matka rzuciła się, żeby znależć resztę rodziny i spadać stąd jak najdalej.

Otworzyła jakieś drzwi w dworku a tam dyzurka, czy co? Komputer na komputerze, siedzą przy nich dziwni ludzie, bandaże na łbach, nawet oczu im nie widać!

Matka szybko rzuciła okiem, czy są klamki. Kurczę, nie było!

Nagle ziemia zaczeła się tak przeraźliwie trząść, że Matka niewiele myśląc, padła plackiem między tymi komputerami. Nic, tylko ten cholerny sputnik, czy inny wahadłowiec lądował!!!

-„Wstajemy, wstajemy!!!” – zawołał ktoś

-„Nigdzie nie wstaję!’ – ryknęła wściekła Matka nakrywając rękami głowę, bo coś na nią spadało -„i nie ruszę się, dopóki nie znajdę moich dzieci! Co tu za cyrk jest?”

„Fstajemy, fstajemy, Mamujku! My TU jesteśmy! Zajaz tseba iść do kosicioła!!!” – zapiszczała Maryśka, skacząc radośnie po łóżku Matki.


I tak Potworek uratował świat przed Obcymi…

A Matce podobno NIGDY się nic nie śni…

Dodaj komentarz