Matka oświadcza, że wróciła, wywczasowała się za wszystkie czasy i teraz zamierza znów pisać. Niestety nagromadziło się tyle wrażeń, że Matka wszystkie gdzieś upchnęła w ciemnym kąciku i trudno będzie je wydostać. Nawet o lodówce Matka nie doniosła, że jest, a jakże, nawet bardzo mocno widoczna jest, bo się cholera nie była uprzejma zmieścić do dziury kuchennej i wystaje jak głupia przed szafki.
Matka gnała pewnego miłego dnia z rusztowania zabierając ze sobą przemiłą matkę chrzestną Potworka, żeby ta wypoczęła w normalnych warunkach, podjadła coś dobrego i spokojnie sobie pogadała. Tuż przed wyjazdem Matka wykonała maleńki telefonik sprawdzający do MiaUżona.
-"Spiesz się, bo o siódmej przywiozą lodówkę!" – zaryczał MiaUżon do słuchawki a Matka złapała się za głowę. Przywozić koleżankę, czy nie? Za późno, już szła.
-"Przyjedzie lodówka, wstawimy, podłączymy i będzie kolacja" – zapewniła Matka nie będąc przekonaną czy wie co mówi.
O osiemnastej dziesięć podjechały pod dom.
Dom nie był sam.
Miał ozdobę.
Na chodniku stał ogromny karton.
Matka oparła się o niego wycierając pot z czoła i natychmiast okazało się, że pudło jest puste, a Matka leży na ziemi.
-"Jestem okropnie zdenerwowana!!!"- teściowa wbiła Matkę w ścianę.
-"A czym?" – zapytałą Matka uprzejmie, choć nie była za bardzo zainteresowana.
-"No jak to – czym??? Lodówką!!!" – prychnęła Babcia
-"Ale to przecież nasza lodówka…" – bąknęła Matka nie bardzo rozumiejąc, ale Babcia poświęciła całą uwagę nie na słuchanie Matki, tylko na aktywne denerwowanie się.
-"Wstawiamy!" – zarządził MiaUżon, który wyglądał na towarzyszacego denerwowaniu się.
Matka przebrała się, wykonała siad napodłogowy, zaparła się i popchnęła lodówkę do dziury. MiaUzon sterował górą.
Sprzet zapiszczał i utknął w połowie drogi.
-"Pewnie płytka wystaje i nóżki się zaczepiły!" – wysapała Matka
Wyjechali lodówką. Płytka była, dało się ją sforsować. Piszczało dalej.
-"A teraz co?" – wkurzył się MiaUżon.
-"Teraz to się lakier gdzieś zdziera i piszczy"- wykombinowała Matka a MiaUżona trafił jasny szlag. Dzieje się tak zawsze, kiedy Matka ma rację.
-"Kabel wystaje ze ściany i przeszkadza…" – MiaUżon wsadził łeb za lodówkę.
-"Trzeba przywlec wiertarkę, ponawiercac dziury w kaflach, wykuć rowek i go schować" – Matka posłużyła dobrą radą a MiaUżon rzucił jej spojrzenie pełne nienawiści. Przez następne czterdzieści minut w kuchni panował sajgon a zastraszona koleżanka siedziała z Potworami w pokoju.
-"Znów piszczy!!!" – jęknął MiaUżon. Zabieg pomógł na pięć centymetrów.
-"Kabel jest z boku i trzeba wyrąbać taki sam rowek wiertarką w szafce!" zawyrokowała Matka i nie popatrzyła już na oczka MiaUżona, bo coś jej się wydawało, że są czerwone.
Rowek został wykonany a lodówka posunęła się o kolejne kilka centymetrów, wystając ciągle dwadzieścia przed lico szafek.
-"Już wiem!!!" – zawołała z triumfem Matka -"Przecież zmienialiśmy zlewozmywak i stolarz dopasował nową szafkę idealnie do stojącej tam lodówki. Widać ta ma inne krzywizny, albo co? Trzeba przerobić szafkę!"
I MiaUżona trafił kolejny jasny szlag, bo przecież panowie nie cierpią, kiedy mówi sie wczesniej rzeczy, któe oczywistymi są i sami by na to po jakimś czasie wpadli.
-"Trudno, włączamy gada, minęły już dwie godziny" – zarządziła Matka i wsadziła wtyczkę do kontaktu.
-"Temperatura właściwa osiąana jest po około trzech godzinach" – przeczytała koleżanka z instrukcji -"Lodówka może być lekko ciepła po bokach"
-"Wiem, wiem" – machnęła ręką Matka – "Teraz nie ma tej kratki z tyłu, lodówkę można dosunąć do samej ściany, ale za to boki są ciepłe."
I Matka wsadziła do środka termometr pokojowy.
-"Siedemnaście stopni!" – odczytała zdumiona po trzech godzinach.
-"Niemozliwe, pokaż!" -koleżanka chwyciła za rączke drzwi i nieopatrznie prztrzymała bok lodówki – "Aaaaaaaaaajajajaaaajj!!!"
Matka padła ze strachu.
-"Ona parzy!!!"- wrzasnęła koleżanka wsadzając rękę pod zimną wodę.
Matka dotknęła bocznej ścianki.
-"Ałaj!!!!!!" – i równiez wsadziła rękę pod kran.
-"Może to jest lodówka, która w środku chłodzi a na zewnątrz można smażyć jaja?"- pomyślała głośno Matka a koleżanka otworzyła instrukcję.
-"Usterki: Jeśli lodówka jest z boku gorąca to nic nie szkodzi, to się Państwu tylko wydaje" – przeczytała
-"Się wydaje???" – oburzyła się Matka oglądając łapsko.
-"Się wydaje" – powtórzyła koleżanka jak echo.
Lodówka parzyła trzy dni a potem odpuściła. Osiagnęła nawet wymaganą temperaturę wewnętrzną. Też po trzech dniach.
A teraz stoi pod folią, bo panowie walczą z kominkiem, czyli starają się go rozwalic. Matka szpachluje dziury a w sobotę maluje z drugą koleżanką chałupę. Sam dół znaczy się. Na resztę nie starczy czasu – Matka musi na gwałt malować obraz, bo leci za ocean dwa tygodnie wcześniej. Obraz, nie Matka.
O zmaganiach będzie więc donosić.
I o Potworach wakacyjnie też.
A lodówka wygląda tak.