MiaUżon stanął na wysokości zadania i przejrzał hipermarkety w poszukiwaniu rolek. Znalazł. Cena różni się od poprzedniej tak, jak i numeracja…
Dziś będzie więc szaleństwo rolkowe, które Matka ujrzy i pewnie zrobi dokumentację. Aha, nie, nie zrobi, bo nie ma filmu w aparacie. I w lodówce też.
MiaUżon dostanie więc kolejne zadanie bojowe. Trzeba przyznać, że MiaUżon zdalnie sterowany, zwłaszcza za pomoca stosów SMSów sprawdza się zarówno w kupowaniu rolek, jak i filmów a nawet farb i werniksów!!!
Matka wraca więc spokojnie do malowania, bo dziś jest dzień całkowicie darowany. Powinna siedzieć na rusztach, mundurek przygotowała a tu nici. Za to wszystko załatwione, więc malowanie na całego.
A od jutra znów harówka i piekło pod sklepieniem. Czemu zawsze robi się upał, kiedy Matka wisi na rusztowaniu? Grill podobno jest niezdrowy…
No cóż, ale smaczny…
A rolki będą miały numerację 37-40. To i Matka w nie wejdzie!
Ale nie zrobi tego, nie! Toż by wszyscy padli…
A Matka pewnie pierwsza!
Dziura
Maryśka dorasta. Nie lubi już być przy każdej okazji przytulana a buziaki są na wydział, jak w początku lat osiemdziesiątych wata.
–„Nie cajuj mnie w nogę!!!” – zapiszczała, kiedy Matka rzuciła się na tłustą nunę, przy okazji pakowania Potworka w piżamę.
-„A to dlaczego?” – zdumiała się Matka, bo jeszcze kilka dni temu Potworek zdawał się być zadowolony z takiego okazywania uczuć.
–„Zjobis mi DZIUJĘ!!!” – zatrzęsła się Maryśka z oburzenia, że Matka nie wie.
I Matka posmutniała, bo widać tak się już zrobiło, że teraz dziecię będzie strząsać z siebie Matkę, przy próbie dawania buziaków. I tak nie jest tak źle, jak z Janeczką, która odwróciła się plecami, gdy miała dwa lata i tyle było z całowania!
Matka nie dała jednak za wygraną i postanowiła kraść buziaki po kryjomu, kiedy Potworek śpi. Ponieważ odpadł Matce na kolanach w momencie, nawet nie zdążyła mu nic zaśpiewać z pieśni patriotycznych, więc pocałowała go w czółko, bo było najbardziej wystawione.
–„Ty mmmmmnie tutaj….” – wymamrotała niewyraźnie przez sen Maryśka – „Nie cajuj w COŁO!!!”
Potworek wsiegda gatow!
Matka już nie pytała, czy w czole tez robią się dziury…
Ech, życie…
Tragedia rodzinna
Polały się łzy. Jak groch. Gdzie tam groch. Bób genetycznie modyfikowany!
Matka chciała dobrze. Kupiła rolki w rozmiarze 34-37 wiedząc, że Janeczka nosi duże 35, zahaczające o 36. Potwór wieczorem prezent otrzymał, zachwycił się, wsadził na nogi i już, już chciał prysnąć do Klubu Witch w krzaczory, żeby zademonstrować nabytek koleżankom, kiedy Matka wykonała okrutny manewr, który robi zawsze, bo ma go we krwi.
-„No dobrze, a teraz wstań i podnieś mi duży palec od nogi do góry!” – zarządziła.
Potwór rozejrzał się niepewnie i Matkę zaraz tknęło.
-„Tylko nie podkurczaj paluchów!” – zastrzegła.
Janeczki mina zrobiła się jeszcze bardziej zbolała.
Matka wsadziła palce do buta od strony pięty – nie ma miejsca. Przeniosła je do przodu i pomacała co słychać w przedniej części rolek. Na szczęście rolki mają różne otworki, więc nie było to zbyt trudne.
Janeczka rozpaczliwie starała się skurczyć swoje nogi. Siostra Kopciuszka, psiakość!
Nie dało się. Paluch Janeczki świdrował uparcie dziurę w twardym plastiku. Buty były na styk. Wszystko rozciągnięte do maksimum!
Matka przeklęła szpetnie żółtą rasę, która zaniża numerację. No bo trudno, żeby 37 nie pasowało na małe 36!
Potwór poszedł lamentować. MiaUżon sypnął się do Tesco oddać rolki.
Dziś jest na szczęście w Sąsiednim, Wiekszym Mieście i zaatakuje wszelkie hipermarkety pod kątem regulowanych rolek w rozmiarze L. 36-39.
Matka ma w domu Złodzieja Podolskiego?
Klub i rolki
Matka maluje i słyszy, jak wrze w klubie Witch. Znaczy się dochodzą do Matki dzikie wrzaski z okolicznych krzaków.
Matka podejrzewa, że ma to jakiś związek z nagłym a niespodzianym opadem deszczu i ma nadzieję, że Potwór przybędzie wnet, aby zaopatrzyć się w parasolkę. Nadzieja matką głupich…
Klub Witch nieco mąci Matce w życiu, bowiem Janeczka przebywa w nim od świtu do nocy i nie zamierza wracać. Z jednej strony można powiedzieć, że to nieźle, bo Potwór nie nudzi się wcale, ale różnie to bywa z jego grzecznością po powrocie. A nawet nie różnie ale źle. Koleżanki stały się bowiem wyrocznią, tym bardziej, że dyrektor klubu posiada absolutnie nieodzowną rzecz na wyposażeniu, czyli kolorowa drukarkę, na której masowo produkowane są dyplomy, wyniki testów i inne bumagi. Pałęta się więc po domu mnóstwo różnej dokumentacji i biada Maryśce, jesli zawiesi na tym choć jedno oko.
W końcu nie od dziś wiadomo, że od patrzenia kolory blakną!
A dziś to chyba Janeczka sie rozerwie. Matka jest nawet bardzo ciekawa, jak wybrnie z sytuacji…
Matka nabyła wczoraj bowiem Potworowi rolki. Takie rozsuwane, przyszłościowe. No Matka to się podszkoliła w rolkach nawet nieźle – jedne do jeżdżenia, drugie do skakania, rozsuwane i nie. Wszystkie jednakowo jednak niebezpieczne, jeśli chodzi o zostawianie zębów na ulicy…
Co z tego, jeśli Janeczka namiętnie i po kryjomu pożycza rolki od koleżanki?
No to Matka chociaż przed grzybicą stóp może ją uchroni…:-))
Kofeina
Zwiedzanie z Potworami (zwiedzanie – tu Matka zaśmiała się, aż echo obiło się dwa razy o sufit) na poczatku nie nastręczało trudności. Należało w odpowiednim momencie zapodać jakiś posiłek energetyzujący – czytaj: lody wodne – i Potwory podążały dalej.
Z czasem do posiłków doszły także napoje energetyzujące i zaczął się kłopot nie lada, bowiem o ile Janeczka z ochotą wciągała colę, o tyle Maryśka skomentowała smak markowego napoju jednym, ale jakże wymowmnym słowem:
-„Fuj!!!”
I na tym się skończyło.
Matka co rano pakowała więc małego Żywca do plecaka i Potworek był najszczęśliwszy na świecie. Matka doda, żeby tu na nią nie naskoczono, że nie poiła Potworka napojami wyskokowymi, ale wodą mineralną niskosodową i w ogóle niskozmineralizowaną, odpowiednią dla dzieci i polecaną przez Instytut Żywienia. Uff!
Potwory szybko się jednakowoż uczą i natychmiast zorientowały się, że dzień można znakomicie zacząć od mendzenia a tym samym od lodów… Co prawda Matka po dwóch dniach była doskonale obeznana w topografii miasta a zwłaszcza rozmieszczeniu budek z lodami, ale jej spryt już nie wystarczał. W związku z tym Matka z MiaUżonem niemal wpadli w alkoholizm, zawijając do ogródków piwnych, żeby Potwory choć przez chwilę nie przemieszczały się w poszukiwaniu lodów. Janeczka wypijała przydziałową colę, Maryśka zawierała bliższą znajomość z gośćmi i pokonywała wszelkie barierki otaczające ogródek na tysiące sposobów. Mieliśmy więc załatwiony plac zabaw i piwo w jednym.
Po południu było za to widać, komu bulgotała w brzuchu kofeina a kto jeszcze nie jest jej zwolennikiem…
I – jak widać – tatuś wielofunkcyjny jest. Łóżkiem też być może…

Ostrożności nigdy za wiele
Janeczka na wakacjach dostała pierwszą część prezentu urodzinowego. Nic by nie było, gdyby nie konieczność nawiedzenia miejscowego hipermarketu, którą to czynność z konieczności należało wykonać w obecności Potworów. Chodziło OCZYWIŚCIE o kupienie serków w czekoladzie, z których miejscowy przemysł nabiałowy słynie, ale jak to w duzym sklepie – w koszyku znajdują się natychmiast rzeczy nieplanowane.
Jeśli jednakowoż widzi się komplet ochraniaczy na rolki za równowartość 6 zlp, to grzechem ciężkim i niewybaczalnym byłoby ominąć takowe, więc MiaUżon nie ominął. Nie przepuścił też kaskowi (tak to się nazywa?) za 15 złotych, a wszystko dzięki generalnej sportowej wyprzedaży. Za to przy rolkach Matka powiedziała – basta! Bo po co nabywac Janeczce rolki w jednym rozmiarze, jeśli płetwa rośnie jej w oczach a wakacje się pomału kończą? Poza tym gwarancja, to, tamto – i do MiaUżona na szczęście trafiło.
Nie przeszkodziło to jednak Potworowi paradować w pełnym umundurowaniu przez resztę pobytu, po domu. Na ulicę Matka wyjść nie pozwoliła.
Kiedy zaś Janeczka pozbywała się ozdoby, do ataku przystępowała Maryśka i zajadała obiad w kasku.
W końcu zawsze coś może prysnąć z talerza. Kamień, kość albo inna gałąź…
Wyjazd
Matka próbuje sobie za wszelka cenę przypomnieć, co pisała w tych MMSach co to nie doszły na blox. Nie pamięta. Bo jak już zapisze i wyśle, to zaraz wykasowuje z pamięci i już. Może jak MiaUżon przywiezie zdjęcia wieczorem to Matkę bardziej oświeci. Nieważne.
Dość, że Potwory przeżywały wyjazd bardzo. Niekoniecznie pozytywnie. Maryśce było wszystko jedno, bo samo słowo „wakacje” jest takie mocno abstrakcyjne, że nie warto sobie nim zaprzątać Potworkowej głowy. Za to Janeczka najeżyła się od razu i oświadczyła w przeddzień wyjazdu, że jechać nie zamierza.
-„Ty sobie żartujesz?” – zdenerwowała się Matka dopychając kolanem szóstą torbę – „Ja tu na głowie staję, żeby załatwić wspólny wyjazd, a ty nie jedziesz? Proszę bardzo, zostaniesz z babcią” – postraszyła Potwora.
-„O, nie! Mowy nie ma. Z żadną babcią!” – nadął się Potwór i zasiadł naburmuszony na kanapie.
-„No to decyduj się. Albo – albo!” – do Matki w czasie pakowania lepiej nie podchodzić. Co chwila musi grzebac w szafie i upychac rzeczy, które MiaUzon przygotowuje sobie na wyjazd i to tak, żeby nie zauważył manewrów Matki. MiaUżon wyciaga mianowicie na tydzień jakieś dziesięć koszulek, z których żadna nie pasuje do spodni przewidzianych w rozkładzie. Matka chowa osiem, dokłada cztery a MiaUżon łazi nawyżej w dwóch. I to tylko dlatego, ze Matka chowa po dwóch dniach jedną głęboko w torbie…
I tak pakunki wyglądają co rok podobnie – 10% stanowią rzeczy Matki i MiaUżona a resztę stanowia bambetle Potworów.
-„Taki wyjazd, gdzie nie ma gór to nie są wakacje!” – parsknął Potwór, żeby Matce nie było za wesoło.
-„Przecież nawet dokładnie nie wiesz, gdzie jedziemy!”- jęknęła Matka.
-„I co!” – wzruszyła ramionami Janeczka i odpłynęła.
A Matce było wszystko jedno. Wiedziałą doskonale, że Potwór zmieni zdanie.
Wiedziała też, że wyjazd polegać będzie na zawijaniu od jednej budki z lodami do kolejnej, od placu zabaw do placu zabaw i od jednej wstrząsającej atrakcji do drugiej. No i trudno.
Martwiła się tylko, żeby uwinąć się z robotami jak najszybciej, bo MiaUżon mógłby nie zdzierżyć opieki całkowitej nad Potworami w dużym mieście. Jak się okazało niepotrzebnie.
Nie bacząc więc na protesty Janeczki wrzuciła na wierzch paszporty i załadowała towarzystwo do samochodu…
Raz, dwa, trzy…
Matka wróciła, zagląda a tu co? Z wysłanych SMSów doszły dwa?!!! A MMSy? Nic?
No Matka się zeźliła, bo rachunek od Plusa na pewno nie zawiedzie. Pozostaje tylko narzekać nie wiedząc na kogo – Plusa, Blox czy operatora zagranicznego…
I oczywiście od rana hiobowe wieści – po pierwsze niania wyjeżdża nagle a niesopdziewanie do Niemiec na kurs językowy, który opłaciła jej znajoma. Okazja świetna, ale Matka ma to swoje rusztowanie i żadnych mozliwości na szukanie kogoś nowego do opieki. Zresztą szukać kogoś na miesiąc, dwa? Lekko bez sensu!
Maryśka do przedszkola. Matka do pracy. Chyba do pracy, bo przecież jeszcze tak do końca nie wie, ale na 95 % to tak. Niech no jeszcze będzie na 8.00, to dojdzie odwożenie Jeneczki do szkoły i Potworka, który zapewne specjalnie zachwycony nie będzie nowym miejscem przebywania…
I tak Matka po kolei zagląda, jęczy i marudzi.
Nawet konto ją zeźliło, bo przed wyjazdem puszczała ZUS. Wraca – a tam na konto pieniądze wróciły!!! No to jeszcze i tam coś pokićkała, będzie pół roku karencji na chorobowe, bieganie, wyjaśnianie itp.
Ale Matkę tknęło, że tych pieniędzy jest kilkadziesiąt złotych więcej.
Skarbówka zwróciła nadpłacony podatek za ubiegły rok. Uff…
Chociaż to.
A teraz Matka szykuje kawę, zaczyna malować obraz i kombinuje co dalej zrobić, bo ma dwa dni wolnego – przestawiają rusztowanie.
Innymi słowy – wskakujemy na obroty i zaraz będzie tu normalnie!
A tam
Matka na tych wakacjach zre.Ale glodzic sie,kiedy tyle jest do sprobowania?Szlag trafi diete pieciodniowa:-(ale Matka pierogom karaimskim nie popusci!
Jak zwykle
Najwieksza atrakcja dla Potworow na wakacjach sa oczywiscie hustawki i McDonald's. Matce i MiaUzonowi pozostaje chyba tylko sie znieczulac …