Kiedyś to musiało nastapić…
Maryśka, jak sie okazało, jest Potworkiem bardzo zdolym. Zwłaszcza do pewnych rzeczy.
Dwa miesiące temu mówiła zaledwie kilkanaście słów. Teraz już jest się w stanie z nią ubić interes.
Ale dziecko, jak to dziecko, wysłyszy wszystko i wypłynie to z niego w najmniej odpowiednim momencie…
Wczoraj siedzę sobie w łazience i układam bajzel po Potworze, gdy tymczasem Maryśka buszuje w janeczkowym pokoju. Słyszę, że dobrała się do skarbonki. Pojemnik ów wyposażony jest w zamknięcie z kłódeczką, do której kluczyk zarekwirowałam po wyczynach Janeczki z chipsami w szkole.
Kluczyk schowałam tak, że juz nie wiem gdzie, więc fortuna jest raczej niezagrożona, choć biorąc pod uwage zaangażowanie Maryśki w próby otwarcia…Hmmmm, sama nie wiem.
Doszły mnie bowiem odgłosy walki. Maryśka waliła skarbonką o podłogę, żeby wyłuskać z niej cenne monety żółtego koloru. Nie szło. No, najwyraźniej nie szło, bo wrzasnęła:
„No otwós siem, otwós, kujwa mać!!!”
To się doczekaliśmy…
No pewnie…
Wiadomości domowe i mało ambitne, ale co tam!
Tarta zeżarta. Wyszła baaaardzo pozytywnie, aczkolwiek lekko słonawa, ale winowajcą okazał się być boczek, słony jak jasny gwint. Ale co tam, Potwory zadowolone były bardzo, na kolację poprawiły i mogę jedynie umyć tortownicę. Teraz trzeba popracować nad kolejnymi wariantami, choć porowy jest wyśmienity!
Właściwie to ja, Matka, sama doszłam do wniosku, że było nieźle, bo tradycyjnie wszycy żrą i nikt dobrego słowa nie powie. Toż to się robić odechciewa!
Do tego mamy kolejny sukces – Maryśka dwa razy z własnej woli przytaszczyła nocnik, rżnęła go na ziemię, ściągnęła porteczki i siadła robiąc prezencik płynny. No, wpadka też była, ale zawsze to już coś! Jeszcze z tydzień i jakoś to będzie.
A propos wpadki – idziemy na piętro, bo Maryśka odmówiwszy współpracy z nocnikiem zaproponowała sedes. Potworek pierwszy, ja za nim. Nagle patrzę – a tu spodenki całe mokre.
„Marysiu!” – mówię -„a kto zrobił siusiu w majtki???”
Potwór spojrzał na mnie wachlując rzęsami:
„Noooooooo, pewnie ja?”
Tarta 21
Od rana Potwory się tłuką. Maryśka rusza rzeczy potrzebne Janeczce do egzystencji. Bez nich Janeczka niewątpliwie zakończy żywot, no bo jak żyć bez papierków od gumy do żucia? No nie da się, absolutnie!!!
Poza tym Potwór za długo wyraźnie jest w domu. Nie lubię takich przymusowych przerw od szkoły, bo zawsze kończy się lataniem piór. Do tego pogoda barowa, wytknąć nosa u nas się nie daje, MiaUżon nie może sobie dostroić starego magnetowidu, żeby nagrać Hołotę jak dostaje w pysk. Nowszy, ale prawie równie stary szlag trafił po jakimś piorunie, łącznie z satelitą i telewizorem, więc żałoba narodowa ogólna.
A ja usiłuję sadzać Maryśkę na nocniku, ta opiera się dzielnie a jak usiądzie to wrzeszczy na cały głos:
„Zdejmij mie, zdejmij mie,BAGAM CIE!!!
No to jak błaga, to się ją zdejmuje a ona szybciutko robi siusiu w majtki. Zapieram, przebieram, dupkę myję Potworkowi i w tym cyrku robię barszczyki i tarty.
Tak!!! Matka robi dziś na obiad tartę z porów!!!
A pachnie tak w chałupie, że leci wyłączac, bo się spali.
Mniam, mniam, ciekawe, czy dobra będzie tak, jak świetnie zapaszy…
Sklepowe szaleństwo
Matka Polka wypuściła się na zakupy. Jak to ładnie brzmi, prawda? Wzięła kartę i poszła, a wróciła z mnóstwem papierowych toreb z kreacjami, pudeł z kapeluszami i oczywiście nową koafiurą.
Łech, łech, łech…
Matka pojechała z wywalonym ozorem do śmierdzącego hipermarketu, w którym nie można płacić kartą. Nakupowała badziewi, które rodzinka spożywać będzie i wróciła jak tylko najszybciej mogła. Cały ten relaksacyjny wypad trwał godzinę.
Ze zdumieniem zobaczyła, że jedna roleta podciągnięta, MiaUżon wygląda – i jak tylko podjechała, rzuca się do drzwi, otwiera, biegnie do bagażnika i wywleka torby do domu.
Nie, no czegoś takiego to jeszcze nie było. Matka z lekka osłupiała! MiaUżon dżentelmen? Tabletki na grzeczność przedawkował, czy co?
No i wyszło szydło z worka:
„Cholera, komórki jak zwykle nie wzięłaś! A tu Stachu zadzwonił, że ma za darmo dwa bilety mecz koszykówki i muszę zdążyć do hali, mam dziesięć minut!!!
Rzeczywistość, psiakrew! Naiwna Matka Polka…
Zawód
Potwór Janeczka wtaszczył swoje ciało na strych, do mojej pracowni. Zazgrzytałam…
Janeczka zajrzała mi przez ramię na obraz i z uznaniem powiedziała:
„Ty to mama ładnie malujesz…. I nie WYJEŻDŻASZ…”
„Nooooooo…” – podtrzymałam rozmowę
„To dlatego, że to jest twój zawód” – westchnął Potwór
„Nooooooooo…” – ja znowu
„Ja to mam INNE zawody…” – zaczął znowu Potwór
„Taaak?A jakie???” – zainteresowałam się bardzo
„No wiesz, takie, żeby ci przeszkadzać, denerwować Marysię. I tatę…”
Jeju, chyba muszę szybciutko znaleźć Kursy Oddoskonalające od Takich Zawodów!
Kobieta mówi „nie”!
Maryśka skończyła dziś 2,5 roku. Nie wstrząsnęło to nią zbytnio, żeby nie powiedzieć wcale… Za to wczoraj zaprezentowała nam nowy, dorosły tekst, jak zwykle nie wiadomo skąd…
Siedziałam sobie ja wieczorem w kuchni, gdy tymczasem Maryśka wlazła MiaUżonowi na kolana, żeby coś jej przeczytał. W łapce jakieś dwadzieścia małych książeczek.
„Cytaj!” – mówi tonem nie znoszącym sprzeciwu.
No i MiaUżon czyta i czyta, do znudzenia.
Postanowił w końcu odebrać jakieś wynagrodzenie:
„A daj tacie buziaczka!” – poprosił
Potworek na to:
„Tatoooooooo! Dość tych głupot!!!”
U dochtorów
MiaUżon nie wraca ranki i wieczory…
Pojechał dziś z moją Teściową do sąsiedniego, mniejszego miasta do szpitala na badania. Teściowa to człowiek, który dba o siebie i jak cokolwiek sie dzieje, zaraz leci do lekarza. A to na zabiegi pochodzi, a to cos połyka i jakoś to jest.
Ostatnio cosik ją zaniepokoiło i pobiegła do rejonu. Okazało się, że to nie przypadłość podchodząca pod onego doktora, więc odesłał ja do innego specjalisty, ale teściowa postanowiła to zweryfikować. Zapisała się na wizyte do innego, bo doktory przecież głupie są, a ona mądrzejsza. Co jej naprawdę jest, to zdążyła zapomnieć, toż to szczegół jest.
Na szczęście kolejny dochtor zmienił godziny przyjęć i nic z tego nie wyszło.
Wykonałam telefon do niezawodnej kuzynki i teściowa dziś na badaniach u lekarzy obu specjalności w szpitalu,w owym sąsiednim mieście.
Jak coś, to podleczą, a jak nie coś to umówią się myk, myk i wytną, albo co.
Spokojna jestem przynajmniej, że kuzynka mi da cynk, co i jak, bo Teściowa jak zwykle bzdury totalne przekaże i tylko człowiek się denerwuje…
No to czekam, zobaczymy, co też czas przyniesie.
Filmy i pióra
Zawsze, gdy rano wtaszczę się na strych, mam ochotę napisać o czymś innym, ale oczywiście Potwory w okresie nocnoporannym dostarczają dość emocji, żeby się odechciało…
Maryśka wstała już o północy. Chyba ten nów nie dawał jej spać… MiaUżon wściekły, bo zachciało mi się po dwóch latach obejrzec jeden film do końca. Bo u nas z filmami to jest tak: Początków się nie ogląda, bo trzeba spacyfikować Potwory. Starszy robi to sam, ale już Maryśkę, wiadomo, trzeba namoczyc osobiście. Potem Kopciuszek, te rzeczy, no i można ewentualnie zobaczyć napisy.
Inny wariant mamy w środę i czasem we wtorek – wtedy MiaUżon gnije przed telewizorem, ogląda wszelkie mecze i tak zwane skróty, ja oporządzam towarzystwo.
Jeszcze inaczej jest, kiedy dorwę się do jakiegoś dramatu psychologicznego, szczęśliwie zaczynającego się w okolicach 21.30. Wtedy gwarantowane mam, że o 22.00 obejrzę sobie panoramę, chociaż zaliczone są Wiadomości, Wydarzenia i teleekspress. Słusznie, zawsze coś epokowego mogło się przez pół godziny przydarzyć!
Kolejny – najczęstszy wariant. Zaczynam oglądać film. Przychodzi MiaUżon i melduje, że właśnie w innym programie on będzie patrzył na to i na to. Pół godziny przed końcem przełącza, ja nie wiem o co chodzi, MiaUżon patrzy, potem nie chce mu się i dochodzi do wniosku, że zaraz będzie świetny film i on obejrzy. To, żeby MaiUżon skończył cokolwiek, co zaczyna się w okolicach 22.00 graniczy z cudem. Bo spać mu się chce!
No i wczoraj zaczął kryminał z Nicholsonem i poszedł po pół godzinie a ja zostałam, bo mnie zaciekawiło. No i pół godziny przed końcem Maryśka nie dała obejrzeć. Wsadziłam ją do MiaUżona i popędziłam na końcówkę i wiem jedynie, że Nicholson rozmawiał z dziewczynką, że następnego dnia dostanie więcej ciastek-jeżyków i spotka się z mordercą… I co było dalej, nie wiem, choć domyślać się mogę.
I znowu wpadłam w dygresje.
Aha, no i rano Janeczka wstała o 7.00, choć normalnie wołami jej o tej porze nie zwleczesz, ale przecież zupełnie co innego jest, kiedy się nie idzie do szkoły!
Żeby nie było za dobrze, zerwała Maryśkę, zaczęły się przebierać w letnie sukienki Janeczki, więc Maryśka chodziła i wlokła treny za sobą, podczas gdy ja rozpaczliwie usiłowałam uzupełnić braki snu chociaż do tej ósmej. Nie dało się, bo jak?
Potem Janeczka puściła kilka ulubionych moich tekstów, w związku z czym konieczne było uruchomienie kanału komunikacyjnego przez skórę. Pomogło.
A teraz już jest moja genialna niania, która błyskiem zrobiła Maryśce i Janeczce kanapki. Z rozpędu jednak, pokroiła Janeczce chleb na cztery kawałki miast dwa i poleciały pióra, ale nie zdzierżyłam. Potwór bowiem oznajmił:
„Nie ma MOWY, zebym zjadła chleb pokrojony, jak dla małej dzidzi!!!”
Wkroczyłam. Janeczka zjadła w podskokach…
No i kolejny ranek mamy za sobą…
Tata nie
Dziś mamy pierwszy poważny dzień bez pampersa…
Na kaloryferach suszą się spodnie, majtki i skarpetki. Maryśka nie ma czasu na takie głupoty, jak siadanie na nocnik! Nawet, jak się ją zmusi i obłoży książeczkami to owszem, poczyta i po godzinie wstanie z trudem, bo musi się już od naczynia odcmoktać. Żeby się nocnik nie pobrudził a Matka Polka nie narobiła, w nieludzkiej swej dobroci Potworek trzyma w brzuchu siusiu, jak może. A jak nie może to wylewa wprost do spodni…
Matka postanowiła dzień uświęcić sprzątaniem i przez ryk odkurzacza usłyszała na górze manewry wojskowe. Wchodzi, patrzy, na sedesie siedzi Maryśka i nie czuje się nic a nic winna.
W zlewie mokre rzeczy Potworka, wrzucone w prezencie od MiaUżona
Matka zapiera porteczki i pyta:
„No i co?”
A Potworek na to niezrażony:
„Nie jest źle!!!”
„Nie jest źle? Nie jest źle? A to czemu?”- Matka przerwała pranie.
„Noooo, bo tata się NIE posikał…”
Apetyt
Dziś dzień gastronomiczny, jak pogoda…
Matka wlazła na strych zrobić ZUS dla MiaUżona. Zaraz szlag ją trafi, jak zwykle przy wysyłaniu elektronicznym dokumentów, ale trudno. ZUS tak ma i mają tak jego eleganckie, jakże dopracowane programy, wolne, zupełnie wolne od błędów…
Potwory, które dopiero co zjadły śniadanie, już meldują, że są straszliwie głodne.
Mówimy głód a w domyśle kisiel. Niedoczekanie!
Wczoraj, kiedy Matka wracała z Janeczką ze szkoły, pytała ją, co było na obiad. Janeczka opowiedziała, co też wtrząsnęła i w jakich ilościach. Zjadła też drugie śniadanie i o 13.30 umierała na każdych światłach z głodu.
„Janeczko”- Matka mówi -„przecież przed godziną jadłaś obiad! Jakoś wytrzymasz do następnego, w domu…”
„Nie dam rady!” – Potwór na to – „mój apetyt jest wielki, jak Rosja…”