Matka lubi sobie Maryśkę podszczypać. A jest w co!
Kiedy więc nieświadom podstępu Potworek przytula się, Matka dawaj go tarmosić. Za chwilę nie będzie juz okazji, bo tłuszczyk pewnie zniknie bezpowrotnie.
Wczoraj Matka jak zwykle wykorzystała okazję i szczypnęła Maryśkę w tłuste nóżki.
-„Moje nuny!” – oświadczyła Potworkowi.
Ten przez chwilę ładował wiadomość do pamięci, po czym zrobił oburzoną minę:
-„Fcale zie NIE!!!”
„Jak to – nie?” – teraz Matka zrobiła wielkie oczy.
–„No nie! Bo tatujek mi pofiedziaj kiedyś, zie ON mi te nunki zjobił! Wienc to som nunki tatujka!”
Żmiję na własnej piersi Matka wyhodowała!!!
Jak tak, to nie powie Maryśce, że przed wszystkim to są jej osobiste kończyny…
Świętowanie
Matka miała straszną noc. Napisze jutro czemu. Bo jeszcze nie odreagowała. Wieczorem zafundowano jej SMSa z taką wiadomością, że hej. Ale to jutro, bo jeszcze cała się trzęsie.
Za to dziś Matka postanowiła, że w czasie przerwy obiadowej napadnie hurtownię wyrobów ze srebra, jaka znajduje się w miasteńku, gdzie Matka siedzi na rusztowaniu. Można tam kupić kolczyki za dwa złote a pierścionek dla Janeczki (z różowym oczkiem) za trzy pięćdziesiąt. Z tym Matka jeszcze może poczekać, ale umyśliła sobie, że nabędzie dla MiaUżona spinkę do krawata albo do mankietów.
Po obiedzie prędko wsiadła więc w samochód i kosztem przerwy na kawę popędziła do tak zwanego centrum. gdy tak jechała, zadzwoniła jej w torbie komórka.
-„Wiesz co?” – usłyszała w słuchawce głos MiaUżona, po czym zapadła cisza.
Aha – pomyślała Matka – tu cię mam. Coś chcesz.
-„No bo, yyyyyyy, yyyyyyyyyyyyyy, jestem w mieście właśnie…”
I tu Matka zaraz się zorientowała o co chodzi, ale co tam!
-„Yyyyyyyyy, w mieście, taaaaaaak, i nic nie mogę wymyślić…….yyyyyyyyyyy… to wpadłem na pomysł……yyyyyyy….”
-„To wpadłeś na pomysł, że sama mogę pojechać i nabyć sobie drogą kupna prezent?” – skończyła Matka bo i metropolia robiła to samo.
-„O! No właśnie!” – ucieszył się MiaUżon – „Wiesz tylko tak za bardzo nie szalej z ceną…”
-„Wiesz, wiesz” – mruknęła Matka i nabyła sobie kolczyki i wisiorek do kompletu. A potem jeszcze inne dla teściowej, w końcu pilnowała Potworów i powinno jej byc miło, jak dostanie mały upominek. I jeszcze jedne kolczyki dla siebie. I tak nie osiągnęła na pewno sumy o jakiej myślał MiaUżon. Bo Matka to szybka jest. szesnaście lat kupuje prezenty dla siebie…
A MiaUżon dostanie spinki do mankietów.
A potem sobie siądą, strzelą winko i popatrzą w gwiazdy. Bo gadać nic nie trzeba.
I o to chodzi.
Nie do wiary
Czy Wy wiecie,ze Matka ma dziś rocznicę ślubu? Szesnastą… To się w głowie nie mieści! Chyba wieczorem strzeli sobie coś mocniejszego?
Wielkość
Maryśka przyniosła dziś z tryumfem na taras kasetę video. Matka siedziała sobie spokojnie z MiaUżonem i pili herbatę, a tu taka niespodzianka!
-„A co to za kaseta?” – zainteresowała się Matka
–„Nie fjem! Mozie Śrek? Ja sobie jom sama wyjemnełam, bo jestem juz duzia!” – z dumą odrzekła Maryśka.
Matka przezornie obejrzała napis na boku kasety. No faktycznie – Shrek, Pocahontas i Mikrokosmos. I kaseta była z pewnością w magnetowidzie.
Co Matka miała począć?
Szybciutko wyłamała zabezpieczenie, żeby przypadkiem czegoś na tym nie nagrać.
Bo nie da się ukryć, że jutro Maryśka będzie JESZCZE większa…
Ściszamy
Matka przybyła. Teraz to Matka tak będzie na okrągło pojawiac się i znikać, bo nie znacie dnia ani godziny…
A jak Matka w końcu opanuje te MMSy…
Matka nadciagnęła więc, zajrzała do lodówki – a tam zimne powietrze i światło!
Pieczeń z wielkiej karkówki wrąbana w dwa dni. Dobrze, ze Matka robiąc chociaż ją powąchała. A teraz Matka zagrzebie w szafeczce, wyciagnie makaron, przyrządzi po swojemu truskawki w wersji bezśmietankowej dla Potworów i pozostałej dla reszty świata, i też będzie obiad! W końcu truskawki zaraz sie kończą, trzeba wykorzystać chwilę. A z mrożonych to już nie ten nastrój!
A jak już Matka to wymyśliła sobie, to okrutnie się ucieszyła i zajrzała, co też Potworek porabia. Bo że Janeczka podbija dwór ( dla Krakusów – pole), to Matka poznała dzięki wrzaskom, które dochodziły z krzaków, kiedy Matka podjeżdżała pod dom> Nie były to bynajmniej okrzyki radości…
W zasadzie to Matka nawet nie wie o co chodziło, bo Potwór z pewnością nie zauważył Matki a już na pewno nie usłyszał szumu samochodu…
Ale wracając do Potworka – Maryśka siedziała sobie przed telewizorem, zajadała kolację i patrzyła na dobranockę. Matka ze zdumieniem zobaczyła, że puścili Wilka i Zająca – szczyt marzeń Matki w czasach PRLu.
Najciekawsze jest to, że Matka nigdy nie zauważyła, ze bajka jest czarnobiała…
Ale w końcu nic takiego się nie zauważało, bo telewizja generalnie nadawała w ten sposób, a jak nawet zaczęła czasami inaczej i pisała o tym zaraz w programie – w nawiasie było napisane „kolor”, to kolorowego telewizora i tak nikt nie posiadał.
Matka jednak myślała, że co jak co, ale kreskówki, pomijając archaiczne bardzo, robione były jednakowoż w kolorze, bo przecież puszczano je także w kinie, na porankach filmowych na przykład.
No ale może w Radziecji poranków nie było? Maryśka patrzyła i tak z zainteresowaniem a Matce było wszystko jedno.
Kiedy jednak Durczok pojawił się czarno-biały, Matka doszła do wniosku, że coś tu za bardzo archiwalnie się zrobiło!
-„A co ty, kochana, zrobiłaś?” – zapytała Maryśkę poszukując pilota.
–„No nic! – zapiszczało dziecię – „Tyjko kojojek tjochę ścisyłam…
Ech, Matce by się też przydało tak na rusztowaniu. Kolor rekonstrukcji nie „siedzi” to go pilotem korygujemy…
A cóż to za problem. Za jakieś trzydzieści, czterdzieści lat?
Nie da sie
Nasze chlopy mlode na rusztowaniu nie umieja Matce ustawic telefonu na wysylanie MMSow.Znow wiec z pisania nici!Ale niech no tylko Matka wroci…
Pożegnania
Kiedy Matka wraca z pracy, MiaUżon najczęściej stoi w blokach startowych. Ano tak już jest, że jak się ma nienormowany czas pracy, to polega to na tym, że pracuje się od świtu do nocy. MiaUżon wpada więc na chwilę do domu, zwalnia teściową i zajmuje się Potworkiem. Janeczka szaleje w tym czasie na dworze.
Kiedy jednak pojawia się Matka, MiaUżon wyjeżdża załatwić wieczornych klientów. W wakacje, kiedy naród siedzi na działkach i ściąga poźnymi wieczorami, Potwory ojca w ogóle prawie nie mają, ale co zrobić?
Pół biedy, kiedy Matka „gnije”, pracując w domu. Ale teraz miarka się przebrała…
Wczoraj Maryśka przywitała Matkę, która przyjechała ze swojego rusztowania i podążyła na górę, gdzie ojciec przebierał się w wyjściowe ciuchy. Po chwili MiaUżon zszedł z teczką i z oburzeniem stwierdził:
-„No ładnie ty podszkalasz dzieci! Żeby tak się do ojca odzywać?”
Matka w odpowiedzi zrobiła oczy jak spodki.
-„A cóż ci takiego Maryśka powiedziała?”
-„No spytała mnie co też ja robię. Odrzekłem, że się ubieram, bo wychodzę do klientów. A ona mi na to:To siem tejas do klijentóf nazywa? W takim jazie… ZIEGNAM OZIEMPLE!!!”
No cóż…
Kiedy Matka wraca a MiaUżon mija ją w drzwiach to Matka myśli to samo…
Ale nigdy nie mówi!!!
Ech, ta telepatia…
Naprawdę trzeba uważać!
Kto pracuje a kto nie
Matka wróciła z pierwszego dnia wakacyjnej roboty. Miło było – rozpakowanko szybkie i kręcenie kolorków. A potem stawianie kropek, milionów kropek. Matka kiedyś policzyła ile kropek wychodzi z jednego umoczenia pędzelka w farbie. Pędzel rozmiar 4 – to jest jakieś dwa milimetry szerokości i centymetr grubości. No i 167 kropek z takiego umoczenia w kolorku Matce udaje się postawić…
Abstrakcja. Matka wie. Już przestaje!
Ale rano Maryśka chodziła za Matką jak cień, bo coś chyba przeczuwała.
–„Nie jubie babci!!!” – zameldowała stanowczo.
Matka padła. Niech no tylko Potworek wystartuje z takim tekstem do teściowej a mamy opiekę z głowy. A tu jeszcze niania zadzwoniła, że tydzień dłużej na wakacjach będzie…
Matka i tak miała dużo czasu, bo jechała dopiero na dziesiątą, więc szykowała się na oczach Maryśki. Potem oporządzenie Potworka, bo Janeczka sama już dawno zdążyła i wio!
-„Jedziesz już dziś do pracy?” – spytała o świcie Janeczka
-„Jadę, jadę”- westchnęła Matka – „I wrócę dopiero po szóstej”
-„Superrrrrr!” – klasnęła Janeczka i już jej nie było.
Do Maryśki dotarło.
–„Co ty mówisz mamujku? JEDZIESZ do pjacy?” – zdumiała się
-„Jadę i to zaraz!” – zazgrzytała Matka w myślach, bo oczami wyobraźni widziała, jak dom zawala się, jak tylko straci go z oczu.
–„No coś ty?” – zaśmiała się Maryśka – „Psecies do pjacy wyjechujom tyjko tatusiowie!”
No i proszę. Trzy lata a już stereotypami myśli…
Zaczęlo się
Matka donosi,że żarty się skończyly. Siedzi jakieś 10metrow nad podlogą i odkurza,mokrą szmatą oblatuje-po prostu babska robota…Ale na tym polega praca konserwatora – czy w domu, czy na rusztowaniu – szmata, kubeł, woda, ściera…
Matka próbowała pisać SMSem i jak widac dochodzi tylko jedna sztuka. Może ktoś Matkę oświeci, na czym to polega? Każdy SMS trzeba pisać osobno? Bo przysyłało Matce wiadomość, że nie poszło nic i w ogóle… A ciekawe za ile skasowało…;-))
Mucha
Przyplatąła się nam dzisiaj na tarasie wielka mucha. Śmietnikowa taka, jedno ohydztwo. Wielka, brzęcząca, namolna i powoli latająca. Bombowiec z czasów II wojny światowej po prostu.
Machanie nogą nie pomagało. Ręką też nie. Szmata w ogóle nie robiła na niej wrażenia. W końcu paskudny owad odleciał na schodki prowadzące w dół, do ogródka.
Maryśka poczuła przypływ sił i doszła do wniosku, że teraz jej chwila.
Doszła do muchy i wrzasnęła jej nad uchem. To znaczy tam, gdzie ucho być powinno, gdyby mucha była człowiekiem.
–„Śpadaj mucho!!!” – i pokazała owadowi północ.
Mucha posłusznie udała się we wskazanym kierunku.
-„I co? Udało się!” – podsumowała Matka zaskoczona skutecznością metod Potworka, choć miała niejakie zastrzeżenia do formy i elegancji…
–„Nic siem nie udajo!” – zdenerwowała się Maryśka
-„Jak to – nie udało się?” – zdumiała się Matka
–„No bo ona pojeciaja a ja myśjałam, zie spadnie ze schodów!!!„