Maryśka od rana nie ma humoru.
–„Ty sobie ić stont!” – zapowiedziała, kiedy Matka wlazła do jej pokoju, żeby spruć Potworka z łóżka
–„Nie bende siem jozbiejać!” – to do niani, która posadziła ją na nocniku w łazience.
Koniec świata. Kompletne załamanie.
-„A co ty, kochana, tak od świtu niezadowolona jesteś? ” – zapytała Matka
Potworek nie odpowiedział. Zwisał z nocnika i wywijał oczami.
-” Źle się czujesz?” – Matka nie dawała za wygraną.
–„Tak, śle siem cujem!” – ożywił się Potworek – -„boji mnie gjowa i ZATOKI!!!”
Matka aż usiadła na koszu z brudami do prania
-„A czy ty w ogóle wiesz, GDZIE są zatoki?” – spytała
–„Fiem!”– odpowiedziała Maryśka z miną finalisty Wielkiej Gry- „Fcojaj pojozyłam je na pójce fpokoju!”
No i od razu widać, że Potworek nabiera Matkę!
Przecież jak leżą na półce, to nie mogą boleć, no nie?
Poranny wzrost
Janeczka wróciła po przerwie do szkoły. Zabrała karteczki z rekolekcji, spakowała kanapki i fruuu! Pusto w domu.
Wcześniej jednak zażyczyłą sobie wydania nowej garderoby, co Matka uczyniła galopkiem, jako, że z tego wszystkiego, wczoraj zapomniała.
-„Daj mi bluzkę tę, no wiesz, RÓŻOWĄ ze srebrnymi kwiatkami.”
Matki kolor specjalnie nie zdziwił, już wcześniej uszykowała spodnie w tym samym kolorze.
-„I bluzę mi daj ze słoniem!”
A tu już Matka wyciągnęła bluzę z radością, bo ta ze słoniem jest rzeczywiście bardzo ładna. Poza tym obyło się bez żadnych dyskusji i Matka mogła udać się na dół w celu zapewnienia Potworowi jako-tako pełnego brzucha.
Kiedy już kończyła pakowanie kanapek i śniadanie dla Janeczki stało dawno na stole, Potwór pojawił się z niewyraźną miną.
-„No i?” – zapytał wywracając wymownie oczami
-„No i – CO?” – nie zrozumiała Matka. O 7.30 Matka jest jednobitowa, więc pytania składające się z dwóch słów nie są odpowiednio przetwarzane.
-„Czy ja dobrze wyglądam?” – Janeczka nie odstępowała Matki
Matka zmarnowała mnóstwo RAMu, żeby wykonać poranny rzut okiem.
Opłaciło się. Odświeżyła ekran, ale Potwór wyglądał tak samo.
Tak samo niedobrze.
Bluzka była OK. No właśnie. Skąd Matka to wie, jeśli Janeczka miała na sobie bluzę?
Otóż bluza w zupełnie niewytłumaczalny sposób kończyła się tuż za łokciami Janeczki…
Wygotowała ją Matka, czy co? Nieeee, Matka tylko ręczniki gotuje. I ściery. I pościel, jeśli można.
Nic, tylko to wszystko przez te rekolekcje!
Puściła dziecko do wyższego pomieszczenia i zaraz wykorzystało przestrzeń życiową…
Pasta i geniusz
Maryśka ostatnio z zapałem myje zęby. Ma swoją ulubiona pastę o smaku owocowym, ale i miętową toleruje, choć z mniejszym entuzjazmem.
Matka umówiła się więc z Potworkiem, że miętowej używają wieczorem a owocowej rano.
Niestety, umiejętnością ciagle niepanowaną jest płukanie zębów. Nie ma znaczenia, czy pasta jest owocowa i smakuje, czy tez mietowa i szczypie w język. Potworek konsumuje ją w całości i już! Matka stara się oszukać Maryśkę i szczotkuje na końcu zęby samą wodą, żeby usunąć tę pastę na ile się da.
No nie daje się i kropka!
Trzeba było odstawić kropelki z fluorem, bo zęby Potworka zrobiły się łaciate. Na szczęście przeszło…
Matka zdziwiła się więc niepomiernie, kiedy weszła wczoraj do łazienki, a tam Maryśka siedzi z nianią i z bardzo dumną miną płucze zęby wodą z kubeczka.
-„Jak ty to zrobiłaś?” – spytała zdumiona Matka nianię.
-„Oj, długo juz próbowałyśmy i od jakiegoś czasu wychodzi!”
No ta Matki niania to genialna jest. Matka to nie pierwszy raz powtarza.
Wieczorem Maryśka umyła więc zęby, Matka poprawiła w 99% miejsc i nalała Potworkowi wody do kubka.
Maryśka wzięła wody do ust, nachyliła się do umywalki i czeka.
-„No i co, kochana? Gdzie ta woda?” – spytała po chwili Matka
Potworek podniósł głowę.
„Nie ma!” – obwieścił i oblizał się – Ale byja bajdzo dobja!
Matki niania to jest genialna. Czy Matka to już Wam mówiła?
Wymiar kary
Poranna radość ze śniadania Janeczki poszła się paść!
Najwyraźniej trzy dni w domu to stanowczo dla Potwora za długo.
Dziś rano Matka weszła do Janeczkowego pokoju i go nie znalazła. To znaczy wydawało jej się, że szafę kojarzy, ale juz w miejscu łóżka był jeden stos, tam, gdzie komódka drugi a pod oknem, gdzie powinno stać biurko – trzeci.
Na stos składały się najrozmaitsze rzeczy, z których najczęsciej występującymi okazały się być papierki od cukierków, opakowania po batonikach (obrabowała sklep???), połamane kredki, papiery zamalowane i podarte, szmatki, ręczniki, ściereczki, chusteczki do nosa we wszelkich fazach wysmarkania itp.
Matkę ruszyło. Nie to, żeby pedantką była, w żadnym wypadku!
Ale takie coś to już przechodziło wszelkie pojęcie!
Matka przeniosła cały ten bajzel na dywan i upewniła się,odsłoniwszy sprzęty, że to jest jednak pokój Janeczki.
Przygotowała ściereczkę do kurzu i zadała Potworowi pracę domową – wytrzeć kurze z biurka i komódki oraz poustawiać, to co się do tego nadaje. A reszta do kosza, który świeci pustkami.
Janeczka zbierała się do pracy trzy godziny. W między czasie „bawiła” się i śmieciła dalej.
Matkę trafił szlag!
Janeczka wyraziła swoją opinię o sprzątaniu w sposób na tyle kontrowersyjny, co i ekspresyjny, dzięki czemu siedzi w domu do końca tygodnia. Matka nawet nie chce mysleć, co by było, gdyby MiaUżon tu był…
Matka obawia sie jednak, że do końca dnia kara tak urośnie, że nasz dom zacznie przypominać Amerykę. A właściwie kary dla Janeczki staną się podobne do kar, wymierzanych przez amerykański wymiar sprawiedliwości…
120 lat nieoglądania dobranocki na ten przykład…
Breakfast
Janeczka spuściła się dziś rano na parter w celu zapuszczenia żurawia w telewizorni. Maryśka kotłowała się tymczasem w łazience i pokoju Potwora, korzystając z okazji, że nikt jej nie pilnuje.
Matka szorowała tymczasem zęby.
Na schodach rozległ się głuchy tupot, do łazienki wpadła Janeczka.
-„Czy ty już wiesz, z czym będziesz jadła bułkę?” – spytała zziajana
-„E-eeee” – zabulgotała Matka z pianą. Co to za pytania o świcie?
-„No ale nie bądź taka, powiedz z czym zwykle jesz?”
-„Ziemeee!” – zamachała wolnymi częściami ciała Matka, co chyba Potworowi nie rozjaśniło umysłu.
-„Z dżemem?” – upewniła się Janeczka
-„Noooo!” – wypluła wreszcie Matka pianę
Potwora nie było. Usłyszał – nie usłyszał – nieważne.
Matka złapała Maryśkę i ubrała. Zęby umyła. Zyrtec zapodała do paszczy. Gotowe.
Potworek podążył na salony a Matka uprzatała pobojowisko i dostarczała tlen przez otwarte okna.
Kiedy zeszła…
Kiedy zeszła…
Kiedy zeszła, Potwory były bardzo a bardzo szczęśliwe!!!
Janeczka zrobiła wszystkim śniadanie.
Maryśka usiłowała z trudem wepchnąć do buzi kawały bułki poprzeżynane przez Janeczkę i grubo upaćkane w dżemie. Udawało się!
Matka też zjadła, wypiła herbatę w kubku niani, po czym udała się do piwnicy po sprzęt.
Sprzęt miał śniadanie uwieńczyć. Albo może odwieńczyć?
Tak, czy owak, Matka przyniosła papierowe ręczniki, kanister mydła do rak, kanister płynu do mycia naczyń, suche ścierki do podłóg, ścierki do rąk, wiadro i mopa.
Przed chwilą skończyła sprzątać po śniadaniu.
Pralkę włączy już wieczorem…
Takie to są trudne początki samodzielności.
Grunt jednak, że wszyscy sa zadowoleni!
Męska logika
Matka miała dziś do malowania piękne słońce. Do czasu. Po południu zrobiło się nagle ciemno i rozpętało się piekło. Wiało, padało, zadymka okropna. Świata nie było widać przez okno!
MiaUżon kręcił się po domu, jak wilk po klatce.
-„Jadę!” – powiedział nagle.
Matka spojrzała na zegarek.
-„A gdzież ty jedziesz o takiej dziwnej porze?” – zapytała lekko zdziwiona.
-„A skoczę na myjnię, to umyję po kolei samochody. Uświnione takie, że szkoda gadać!”
Matka spojrzała wymownie za okno.
-„Teraz chcesz myć samochody? Przecież to KOMPLETNIE nie ma sensu!!!”
-„A ty zawsze swoje!” – zdenerwował się MiaUżon -„Jak to- nie ma sensu?”
-„No a jaki jest sens w takim razie? Przecież zanim wrócisz do domu, samochód będzie brudny, jak nieszczęście!!!”
MiaUżon wytoczył działo najcięższego kalibru:
-„Ale będzie na nim JEDNA WARSTWA BRUDU MNIEJ!”
I pojechał uszczęśliwić swoja męską logikę.
Matka i tak tego nie zrozumie…
Dzień Kobiet
Matka Dnia Kobiet nie uznaje. Tak z zasady!
Pamięta bowiem czasy, kiedy panie przynosiły z zakładów pracy jakieś bzdety, typu paczka ohydnych rajstop, które trzeba było uroczyście kwitować, żeby nadużycia nie powstały.
I pamięta, jak rano biegła do kwiaciarni, wktórej można było kupić goździki, gerbery, czasem róże, tulipany i hiacynty w doniczkach. Mimo, że była zaraz po otwarciu, w wiadrach stały jedynie goździki takie, że nie można było nawet rozchylić tego zielonego, żeby sprawdzić, jakiż one będą miały kolor, kiedy już raczą zakwitnąć. Z reguły wcześniej zresztą zdychały.
Ale pójść trzeba było, bo przecież pani w szkole była kobietą!
Matka więc co roku, na pytanie MiaUżona, czy obchodzi Dzień Kobiet, odpowiadała nieodmiennie i twardo, że nie!
I tak już szesnasty rok…
A w tym roku zmieniła zdanie.
-„Ty wiesz?” – powiedziała – „ja to Dnia Kobiet dalej nie obchodzę, ale mogę ZUPEŁNIE BEZ OKAZJI dostać coś bardzo pożytecznego, na przykład czekoladki!”
I dostała. Czekoladki tak pyszne, że choć MiaUżon też skorzystał, to jednakowoż więcej mu się chyba nie uda.
I Matka tak macha pędzlem i zjada, macha i zjada.
Całkiem bezokazyjnie…
Fryzura
Matka podglądała wczoraj Maryśkę po kąpieli. Potworek doszedł do etapu przeglądania się w lustrze i zwracania baczniejszej uwagi na swoją urodę.
Stara się przy tym naśladować – oczywiście- Janeczkę, ale nie zawsze jest to możliwe. Choćby z tego prostego względu, że Matka co jakiś czas bierze w dłoń nożyce i robi ciach, ciach, po włoskach.
Niedawno padły już ofiarą Matki poczynań i kończą się w tej chwili na linii ucha. Taki pazik z grzywką. Matka to nawet nie wie, jak ta grzywka wyszła. Chyba z przodu Potworkowi włosy rosły wolniej, albo co, bo Janeczka na ten przykład od początku miała włosy hodowane na równo.
Nieważne. Tak, czy owak, Janeczka wpina sobie dwa tysiące trzysta pięćdziesiąt osiem spinek i czterysta dwadzieścia dziewięć gumek wszelkich kolorów, rozmiarów i wzorów.
Maryśka, wiernie ją naśladując, chodzi zwykle z jedną połamaną spinką – jakimś Janeczkowym odrzutem z eksportu – zapiętą dumnie na czubku głowy. Teraz jednak, po ostatnich postrzyżynach, nie ma chwilowo mowy o zrobieniu fachowej kitki.
Potworek ma całkowitą świadomość tego faktu i znosi to bardzo mężnie.
To znaczy, Matka wyciągnęła takie wnioski z zachowania Potworka…
Maryśka stała wczoraj bowiem przed lustrem i zarzucała kłaczkami na prawo i lewo. Spadały na oczy, przekładała je na lewą stronę, potem na prawą.
Odgarniała je ręką i odrzucała ekspresyjnie do tyłu. Na tyle, na ile ich długość jej pozwalała…
–„No pjosę”– powiedziała do siebie, nie widząc Matki –„wajkocyka zjobić siem nie da, aje za to mozna nosić wjosy rospuscalne…”
Matka jędzuje
Matka wróciła z Janeczką z rekolekcji. Oczywiście myślała, że jak już szkoła dostaje wolne, to rekolekcje będą jak się patrzy. Tymczasem Potwór stał przed kościołem od 11.45 ze łzami w oczach, że Matka o nim zapomniała…
Jutro już tego błędu Matka nie popełni, o nie!
Matka wspomniała sobie od razu swoje czasy. Nie da rady nie porównywać. Bo religia była po lekcjach, fakt. Matka nie mówi, że to było lepsze (i uważa, że teraz nauczanie religii w szkole jest świetną sprawą). Takie były czasy. Inne.
Chadzało się czasem do szkoły muzycznej, bardzo rzadko na angielski. Poza tym czasu było w pysk i religia z niczym nie kolidowała.
Za to jak były rekolekcje, to zawsze robiono podział – klasy 1-5 osobno, 6-8 osobno i liceum też. I wszystko to po południu. Czasu starczało.
Kazanie było zawsze na poziomie dostosowanym do wieku dzieci.
A teraz Matka weszła – a tam w kościele Sajgon. Tłum dziki – bardzo fajna sprawa. Ale siedzą dzieci od zerówki do ostatniej klasy gimnazjum…
Matka jeszcze potem zapyta Janeczki, czy pamięta coś z kazania. Pewnie nie, bo Matka wątpi, czy zrozumiała.
Matka jest bardzo prokościelna. Ale wydaje jej się, że jeśli rekolekcje mają mieć sens, to kazanie musi być zrozumiałe. Bo Matka nie wierzy w homilię uniwersalną dla sześcio- i szesnastolatka…
I w czym jest problem?
Bo dzieci czasu mają dużo! Po to dostały wolne.
Komuś tu się nie chce.
Szkoda.
Najwięcej na tym tracą dzieci. A Matce się wydaje, że w naszych czasach zwłaszcza o NIE powinno się pod tym względem dbać.
Żebyśmy za kilkadziesiąt lat nie narzekali, że nie ma nikogo w kościele…
Spis
Matka zaraz startuje z Janeczką na rekolekcje. Wrzuci ją do kościoła, sprawdzi, czy wszystko jest OK i popędzi na zakupy. Szybko, szybko, bo obraz stoi i czeka. A zostały Matce trzy tygodnie. I jeszcze Wielkanoc po drodze się napatoczyła. Nie mogła później, psiakość?
No to myk, myk, co tam trzeba kupić?
Jak Matka sobie nie napisze, to poprzywozi totalne głupoty, a tego, co jest potrzebne, oczywiście, nie!
Matka skanuje więc po kolei piętra. Łazienka, kuchnia, samochód, pokoje. Czego brakuje?
Lecimy:
-papier toaletowy
-biszkpoty dla Potworów
-surówki
-mięso
-biszkopty dla Potworów
-pieczywo
-biszkopty dla Potworów
-polopiryna
-dżemy
-biszkopty dla Potworów
-płyn do spryskiwaczy
Czego Matka jeszcze zapomniała? Tylko szybko, szybko, bo te rekolekcje się zaraz zaczną!
Aha! No przecież najważniejsze:
– BISZKOPTY DLA POTWORÓW. Tylko z Lidla.
Dopisane. Można pędzić!