Maryśka, jak jej się przypomni, lubi ściągać swoje buciko-kapcie domowe. Biega wtedy w samych skarpetkach, a Matka się burzy okropnie, bo podłoga jest kamienna i zimna. Do tego wszystkiego Maryśka nie robi niczego powoli i cały czas, w związku z tym, nawiązuje bliski kontakt z podłożem…
Matka wyszukuje wtedy, rżnięte gdzieś w kąciku, butki i usiłuje namówić Potworka do współpracy.
-„Chodź, kochana, mama ci włoży buciki!”
–„Nie!”– woła Potworek, zostawiając za sobą pęd powietrza.
No i faktycznie – nie. Bo Matka musiałaby ganiać Maryśkę a to nie ma sensu. I nie chce jej się. Wieczorem zwłaszcza…
-„Oj, nie, chodź do mnie, chodź! Mama nie będzie za tobą biegać, bo już jest stara!” – Matka próbowała wczoraj wziąć Potworka na litość.
Potworek zatrzymał się zdumiony:
–„Nie jestes staja!” -powiedział
-„Nie jestem? A kto jest w takim razie stary?” – zapytała Matka mając na myśli babcię.
–„TATA jest stajy…” – powiedziała Maryśka nadstawiając nogi, żeby Matka mogła na nie wsadzić buciki.
Hmm… Jak Maryśka podrośnie, to Matka jej wytłumaczy, że 9 miesięcy to nie jest aż taka duża różnica wieku, żeby tacie wypominać…
Nos
Matka wraca do rannego wstawania w sobotnie poranki. Zwłaszcza te poranki, kiedy Matka bieży do swojej weekendowej szkoły. Potwory budzą się wtedy świtem, najpierw starszy Potwór, następnie młodszy.
Ostatnio jednak Janeczka spała jak kamień a zbudziła się Maryśka!
Matka posadziła Potworka na nocnik i wytarła mu nos. Ostatnim osiągnięciem Potworka jest mianowicie wycieranie nosa! Nie trzeba już uciekać się do gruszki w żadnym wymiarze, choć czasem Maryśka była tak zmaltretowana katarem, że dawała sobie wsadzić do nosa nawet taką wielką, która ściąga wszystko, łącznie z obiadem.
Teraz Potworek dmucha w chusteczkę, choć trzeba jeszcze wiele poćwiczyć, żeby osiągnąć mistrzostwo. Po dmuchaniu natomiast, Matka wykonuje czynność, którą robiła Potworkowi zawsze, czyli skręca brzeg chusteczki i wyciera w środku nos, bo inaczej natychmiast kapie z niego znowu.
Maryśka nazywa to porażająco interesujące działanie „świdrowaniem noska” i traktuje je jako coś niezbędnego i oczywistego.
Matka już, już porzuca dygresje, ale w końcu trzeba się było pochwalić Potworkiem, prawda?
Maryśka wstała więc i siedząc cichutko w łóżku Starych, oglądała sobie małe ksiażeczki w ilości 124 sztuk.
Matka miała okazję w tym czasie umyć się i wyszykować do wyjścia. Wpadła jeszcze do sypialni po sweter i zobaczyła, że Maryśka wyciągnęła kilka chusteczek i sama w nie smarka.
Po skończeniu, władowała się na brzuch śpiącego MiaUżona i zapowiedziała:
–„No dobja, tatujku. Tejaz kojej na ciebie!”
MiaUżon posłusznie coś tam dmuchnął w chusteczkę na odczepne, choć Matka da sobie głowę ściąć, że nawet się nie przebudził. Leżał dalej nieruchomo, jak kłoda, w końcu blady świt był.
A potem Matka szybciutko włożyła sweter, zbiegła na dół i dała dyla do szkoły…
Bo zobaczyła, że Potworek zwija kilka chustek w ogromny wycior i szepcze do siebie:
–„Dobze. Wytajlismy. A teraz tatujkowi w dziujkach ZASWIDJUJEMY…„
Upojne poranki
Matka, kiedy w weekendy chadza do szkółki, nie zajmuje się rano Potworami, choćby sie waliło i paliło.
Po pierwsze – wstaje zawsze za późno i się spieszy.
Po drugie – wszystko robi na tyle cicho, że Potwory się po prostu nie budzą. Najgorzej jest, kiedy Janeczka się zwlecze i próbuje zapewnić MiaUzonowi program rozrywkowy. Wspomnieć tu należy, że program takowy jest rankiem bardzo a bardzo niepożądaną rzeczą i Janeczka powinna się tego dawno nauczyć…
Kiedy Janeczka, przechodząc pod pokojem Maryśki tak, że szyby się trzęsą, w końcu budzi Potworka, wtedy Sajgon zaczyna się na całego.
MiaUżona co prawda w sobotnie poranki nie dobudzisz armatą ani innym działem, ale Potwory juz potrafią. Robią to niezwykle skutecznie, aczkolwiek mało delikatnie.
Do sposobów najprostszych należy ładowanie się do łóżka na miejsce Matki i dźganie MiaUżona w oko narożnikiem bardzo twardej okładki, pochodzącej z najgrubszej możliwej książki z bajkami.
-„Tato, cytaj!
-„Yyyyyyyyyy” – MiaUżon na to
-„„No cytaj!”
Nie ma wyjścia. MiaUżon czyta. Lepsze to, niż brak oka!
Potem następuje zabawa w namiot z wykorzystaniem kołdry, szczelnie spowijającej MiaUżona. Następnie kołdra wędruje na podłogę a MiaUżon ryczy…
I tak w kółko…
Dieta do spodni
Matka wczoraj zrobiła wreszcie coś dla siebie. Bo przecież ile można płacić w kółko rachunków. Na poczcie abonament, z komputera cała reszta. Tu PIT, tam DRA, tam nie powie Matka co, bo sie rymuje, i o, proszę!
A zakupy w hipermarkecie też są mało kobiece, jesli weźmie się pod uwagę dźwiganie zgrzewek z wodą mineralną gazowaną (dla Matki) i niegazowaną (dla Reszty Domu).
Matka postanowiła więc, że pojedzie do sklepu z ciuchami i nabędzie sobie coś dla prawdziwej kobiety.
I nabyła. Spodnie.
Matka ze wszystkich spódnic NAJBARDZIEJ lubi spodnie, więc nie ma się co dziwić. Spodnie są dżinsowe, chyba popielate takie jakieś i rozszerzaja się umiarkowanie na dole.
Jest tylko jeden problem…
Spodnie są oczywiście na bociana, ale za to bociana w ciąży. No nie można przecież mieć takich chudych nóg i takiego wielkiego brzucha!
Że w pasku trzeba troszkę zwęzić, to jest pięć minut, bo Matki niania szyje. Ale za to do nogawek to Matka schudnąc musi ze dwa kilo, to będzie lepiej wyglądało.
A że Matka zawsze zimą się futruje i ze trzy, cztery kilo na siebie wrzuca, to teraz ma świetną motywację! Jeszcze tylko chwilka, bo Matka wczoraj nabyła dwa i pół kilo ptasiego mleczka z galaretką a MiaUżon jeszcze jeden kilogram, bo nie wiedział, że Matka sklep już napadła…
Dieta pięciodniowa i Matka wygląda super. Do takiej przykrótkiej bluzki nawet.
Z nogami gorzej, za wiele nie da się zrobić, ale co ma Matka począć? Jak dawali te lepsze to stała w kolejce po kudły…
W kółko Macieju…
Znowu dzień jak to dzień. Matka odebrała Janeczkę ze szkoły i pojechała do domu niani, po Maryśkę. Na tym koniec tego dobrego, bo jutro niania jedzie na zjazd swój uczelniany i ma jakieś egzaminy.
Ze zdrowiem już prawie całkiem w porządku, ale nie do końca,
Matka uważała więc za stosowne zasięgnać języka w tej sprawie.
Zapytała więc Potworka w samochodzie:
-„No powiedz Marysiu, jak tam ciocia Ania? Bardzo chora?”
–„Oj, bajdzo a bajdzo!!!” – zasmucił się Potworek
-„Naprawdę?” – zdziwiła się Matka – „a po czym tak sądzisz?”
–„Po tym, ze ciocia nie mogja wyjść do skjepu, zeby mi kupić lizaka i ciastka!”
Matka już nie wie, o co pytać.
Jak by nie zagaiła, Potwory zawsze skręcają w stronę jedzenia!
Rozbiór Potwora
Matka znów zawiozła dziś Maryśkę do niani, do domu. Trzeba było w związku z tym Potworka spruć z łóżka, oporządzić, nakarmić i odziać, przy czym to ostatnie jest zadaniem co najmniej karkołomnym.
Najpierw Maryśce wkłada się nogi w kombinezon, potem za to rękawice, bo inaczej nie wejdą w rękawy. Nastepnie dopiero całą górę, żeby łapki sie zaklinowały. Bo jak rękawiczki spadną, to koniec świata – bez zdejmowania rękawów nie włoży się, a sznurków nie mają.
matka ubrała więc Potworka, obwiazała go kilka razy szalikiem, bo u nas dziś wietrzysko i deszcz jakiś leci – i pojechali.
Do niani jest mały kawałek, z jednego końca miasta na drugi, co daje jakieś osiem kilometrów zaledwie, więc rozbierać nikt się nie rozbiera, bo przeciez się nie opłaca. Poza tym samochód śpi na dworze, więc jest w nim zimno, jak nie przymierzając, w psiarni i rozgrzewa się dopiero gdzieś na piątym kilometrze.
Matka pognała więc jak najszybciej, podjechała pod dom niani, odwraca się – a tam Maryśka rozebrana z czapki, szalika (jak ona to odplątała?), rękawiczek i odpięta do tego wszystkiego!
No najgorsze te cholerne rękawiczki!
-„Kochana!” -Matka dźgnęła palcem w kupę zdjętych rzeczy – „a po co to zdjęłaś?!!”
Potworek zrobił oczka jak guziki od jesionki i wzruszył ramionkami.
–„Nie wjem!”– westchnął, po czym rozpromienił się –„ale może TY wies?”
Lanie wody
Maryśka wczoraj zajęła się w swoim pokoju zabawą tak, że zapomniała o Bożym świecie. Kiedy wreszcie natura dała o sobie znać, Potworek rżnął klocki i – jak zwykle w ostatniej chwili- popędził do łazienki.
Z tego wszystkiego nie zauważył nawet, ze pali się w niej światło…
Kiedy udało się uratować majteczki przed zalaniem i można było wreszcie odetchnąć, Maryśka rozsiadła się wygodniej na nocniku i potoczyła wzrokiem.
Pierwszą i jedyną osobą, którą zobaczyła, był MiaUżon. MiaUżon również siedział.
-„Ooooooo! Witaj tatujku!”– ucieszył się Potworek szalenie-„co tutaj jobisz?”
-„Nooo” – chrząknął nieco zaskoczony MiaUżon -„siusiu…”
„E, no coś ty?”– Maryśka zamachała łapkami-„Tyjko siusiu? Śkoda wody, zjób od jazu cały kompjet!!!”
Ponieważ MiaUżona w tym momencie wessało, Matka donosi, że od jutra, Potworek zapewne zaczyna akcję segregowania odpadów…
Okropny głód
MiaUżon przywożąc wczoraj Maryśkę od niani szepnął Matce na ucho:
-„Znowu poruta! Dziecko wrąbało trzy obiady, bo kto nowy dostawał, to się dosiadała i jadla normalną porcję, jak dla chłopa małorolnego…”
Matka się wcale nie zdziwiła, w końcu w domu nie jest inaczej. Maryśka zaczyna jedzenie obiadów (ze szczególnym naciskiem na końcówkę -ów) około 10.00 akończy tuż przed kolacją.
MiaUżon jednak szybko się zawinął, więc Matka postanowiła przepytać Potworka CO jadł, bo ostatnio ma wysypane rączki i nie możemy dojść, co tez mu szkodzi.
-„Kochana, powiedz, co jadłas u cioci?”
Potworek przypędził bardzo zadowolony.
–„Zupkę jadłam!”
-„Ach, zupkę? A jaką?”
–„Dobją!!!”
No tak, to już wiemy wszystko.
-„A co na drugie danie?”
Potworek zrobił wielkie oczy.
–„Nic mi nie daji! Zupejnie NIC!!!”
Matka postanowiła pociągnać temat.
-„Ojej, to głodzili cię tam?”
–„Tak, tak! Okjopnie mnie tam głodziji! Daj mamujku szybciutko mi obiadek!!!” – zawołał zadowolony Potworek i zasiadł do stołu…
Oj, Matka jednak chyba musi przestać dokarmiać tego solitera, czy co?
Reklama
Potwory siedziały wczoraj i czekały na dobranockę. Przed bajką jest oczywiście coś najciekawszego, co tylko można sobie wyobrazić, czyli reklamy…
Janeczka ma swoje ulubione i Maryśka też. Głównie te, związane z pampersami albo znaną restauracją z szybkim zarciem.
Ostatnio sa jednak fankami telefonii konkurencyjnej, która reklamy generalnie ma beznadziejne i denerwujące do bólu, zwłaszcza, że każdy wie, jak jest naprawdę…
Jedną reklamę da się zdzierżyć. W tej reklamie są różne nocne odgłosy lasu. Maryska patrzy zachwycona a Janeczka jej czyta to, co na ekranie się pojawia.
Zawyło
-„Wilk” – powiedziała Janeczka
-„Wijk!”– powtórzył zachwycony Potworek
Zakrakało.
-„Kruk” – Janeczka znowu
–„Kjuk!”– westchnał Potworek
-Zaryczało
-„Niedźwiedź!” – poinformowała Maryśkę Janeczka
–„Niećwieć!” – ucieszyła się Maryśka
Zawrzeszczało kobietą a potem mężczyzną.
-„Twój rachunek telefoniczny!” – przeczytała Janeczka
–„No coś ty???”– roześmiał się Potworek-„pseciez nie mój, tyjko MAMY!!!”
Znów to samo…
Janeczka zawsze ciągnie do szkoły jakąś rzecz. Najczęsciej pada jednak na maskotkę, choć zdarzają się i skoczki czy rollery z chipsów, co nie jest złe, bo je gubi i Matka ma chwilowo święty spokój.
Ostatnio Potwór przerzucił się na te nieszczęsne karteczki. Matka tylko czeka, jak na wywiadówce będzie z tego awantura. W domu leżą dwa, do nieprzytomności zapchane segregatory. W srodku chyba z 50 koszulek a w każdej po pięć, dziesięć karteczek wszelkiej maści. Duże, małe, prostokatne i w innych kształtach.
Najciekawsze jest to, że Matka kupiła Janeczce dopiero trzy opakowania, z czego jedne – jak dobrze pamięta – kompletnie obciachowe…
Janeczka wraca teraz ze szkoły zadowolona okrutnie, bo staje sie posiadaczką coraz to nowych wzorów, które nabywa drogą wymiany.
Siedzi potem na kanapie i ogląda, przekłada, wyciaga, układa, znów wsadza w koszulki – no obłęd w ciapki!
W pokoju jest wieczny sajgon. Klocki pomieszane z puzzlami, na biurku sterta taka, że Potwór odrabia lekcje na podłodze…
W szafie wszystko, co Janeczka zgarnęła z podłogi na wyraźne polecenie posprzątania. Na sofie ubrania stare, nowe i zupełnie czyste – w komódce puste półki.
Matkę to trafia jasny szlag, kiedy patrzy na porządek w tych cholernych karteczkach!
Do tego karteczki są przedmiotem najwyższego pożądania Maryśki. Nie ma nic lepszego, kiedy siostra pozwoli wreszcie usiąść kolo siebie na kanapie i pooglądać.
A już kiedy da do ręki i można paluszkiem samemu poodwracać…
Maryśka jest wtedy wniebowzięta. Na obliczu maluje się szczęście bez granic.
Niestety, po jednym okrążeniu, ma przez Potwora bez pardonu odrywane od okładek palce i Janeczka zaczyna przekładać na nowo.
Potworek wyje:
–„Pjosę, pjosę, daj mi jesce popatseć!”
-„Nie wolno!” – odrykuje Janeczka, żeby przebić się przez szlochy Maryśki -„bo mi WYOGLĄDASZ!!!”
@%$#@&^%$…(przypis Matki)