Prezenty

Matka z Resztą jedzie jutro do sąsiedniego, większego miasta na roczek chrześniaka MiaUżona. Chrześniak ma na imię Szczepan i jest dzieckiem cudnej urody i charakteru. Ma też starszego brata, który skończył cztery lata. Podobni są jak dwie krople wody, tak, że Matka obejrzawszy Szczepana w wózku doszła do wniosku, że nastąpił oto atak klonów…

Biorąc pod uwagę Potwory i inne dzieci, które mogą się tam znaleźć, na pewno będzie wesoło.

Matka tylko miała dylemat, co kupić, bo z chłopcami to zawsze trochę gorzej.

Dziewczynce można wcisnąć przwie wszystko, bo i samochód nie jest czymś dziwnym. Matka namiętnie kupuje Potworom samochody a te są zachwycone…

Matka pokombinowała więc okrutnie i wysiliła swą przepastną pamięć – co też tam się wala po podłodze u koleżanki. Wyszło na to, że ze sto samochodów, garaży, młotków plastikowych i innych użytecznych narzędzi.

Jednego za to Matka za nic nie mogła sobie przypomnieć, więc pojechała i nabyła.

Ciekawi jesteście co?

A proszę bardzo!

Matka kupiła Szczepanowi piękną lalkę z akcesoriami i składaną spacerówkę do tejże lalki!

Bo chłopcy to też ludzie i prawo do lalek maja takie samo, jak dziewczynki do samochodów!

No i Matka pęka z ciekawości, co też Szczepan zrobi.

Pewnie będzie się cały wieczór ładował do wózka…

Na tarczy i z tarczą

Matka wróciła. Można powiedzieć, że dwa razy z tarczą i dwa razy na tarczy.

Okropnie to skomplikowane i wynika wyłącznie z okropnie marudnej natury Matki.

Po pierwsze Matka pojechała po ten promocyjny ciśnieniomierz do Reala. Zobaczyła kolejkę, wąską, ale zawsze kolejkę, wystającą za sklep. I Matka w swojej naiwności pomyślała, że może bramka się zacięła, albo koszyków zabrakło…

A tymczasem nie! To sto osób stało w kolejce do stoiska z ciśnieniomierzami…

Matka stwierdziła, że jej, zawsze czołgające się, ciśnienie podniosło się wystarczająco wysoko, żeby mogła wrzucić wsteczny.

Wrzuciła więc i pożeglowała do fryzjera z duszą na ramieniu.

U fryzjera standard, czyli pani stwierdziła, że Matka ma DUUUUŻO włosów, ale że są sztywne. Matka się okropnie ucieszyła, bo to oznacza, że od wczoraj nic się w tym względzie nie zmieniło.

Potem pani ją dopadła i wykonała usługę a Matka spojrzała w lustro i pomyślała to, co zawsze wtedy myśli, czyli:

„Czy ci matko, źle było z tymi włosami, co je miałaś?”

Ale nie, no dobrze jest, tylko znowu dramatycznie krótko.

Bo wszyscy Matce starają się zrobić fajnie, więc podrównują i podrównują, i podrównują.

To było dwa razy na tarczy.

A z tarczą to jest inny prezent dla Babci, bo Matka nabyła drogą kupna miseczkę z mrożonego szkła na metalowych nóżkach (a Babcia lubi się chwalić takimi bibelotami przed koleżankami).

I drugie z tarczą to to, że była u fryzjera.

Jedno przeczy drugiemu? E tam!

Matka kobietą jest , czyli istotą zmienną.

Widzi plusy i minusy, przy czym większość jest na plus.

A świadczy o tym fakt, że Maryśka nie zapytała Matki w domu tak, jak ostatnio:

„Mamuniu, a co ci się w główkę stało…?

Bloki startowe

Matka stoi w blokach startowych, bo dziś dzień z gatunku wariackich lekko. Ale tylko lekko!

Janeczka jedzie właśnie do szkoły, Maryśka śpi jeszcze, Matka, jak tylko niania przybędzie zasuwa do Reala kupić Babci aparat do mierzenia ciśnienia, bo rzucili po 39 złotych a ona nie ma i potrzebuje.

Potem Matka robi wreszcie coś DLA SIEBIE i idzie do fryzjera. Nie na żadne tam farby i balejaże, tylko się ostrzyc, ale i to dobre.

Matka to ma stracha, bo nie zna tego fryzjera.

I każdy zakład, jak Matka tylko się pojawi, to kilka miesięcy potem plajtuje. Już Matka cztery tak wykończyła…

Fatum, czy co?

A ten to jest jakiś nowy…

A Matka ma kudłów tyle i do tego miękkość szczotki ulicznej posiadających, że wszyscy się żegnają i mówią :”O retyyyyyyyyy…”

Matka nie wie, co to znaczy….

Jedna fryzjerka to raz powiedziaqła Matce:

„Pani! Jak po pani siadają klienci, to mam wrażenie, że wszyscy łysi są…”

No!

Ale Matka miała jak zwykle zupełnie o czym innym…

Aha! I Matka jedzie dokupić coś do prezentu dla chłopca, chrześniaka MiaUżona na roczek, bo jutro jedziemy.

A wcześniej jeszcze kurs dziś i jutro, i pojutrze.

A Janeczka to dzisiaj….eeeeee….Matka nie zdąży….no to następnym razem, jak przyjdzie malować.

No bo malować dziś musi, bez dwóch zdań.

„Parę godzin niedrogo kupię!”

Letnie marzenia

Wróciłysmy z Janeczką ze szkoły. Potwór po drodze patrzył przez okno, za którym dzisiaj mamy dość ohydnie. Na drodze breja, w powietrzu coś lata, ni to białe, ni przezroczyste.

„Ach, jak to jest pięknie, kiedy jest lato…” – westchnęła Janeczka

Matce zaraz się przypomniało, jak Potwór okropnie marudzi, kiedy jest gorąco i trzeba jechać samochodem, ale nic nie powiedziała.

„Można chodzić w krótkich spodenkach i bluzkach na ramiączkach…” – ciągnęła Janeczka

„…”

„Bluzki są różowe, na przykład…A w ogrodzie stoi parasol i można nalać wody do baseniku, jak tata nadmucha…”

„…”

„I okulary słoneczne mogę nosić, różowe…”

„…”

„A jak jedziemy samochodem to można puścić zimne powietrze na maksa!” (tu przypis autora – wyłącznie dmuchawę z -powiedzmy – zimnym powietrzem, klimy to nie mamy…)

„I wtedy mam rozwiane włosy i jest tak cudnie…” – Janeczka dalej swoje

„…”

„A teraz mamo, gdybyś puściła zimne powietrze na maksa, to by ci sople z nosa tylko wisiały…”

„!!!”

Nastaw budzik

Matka dziś zauważyła, że Potwory mają coś wspólnego, wdrukowanego, można powiedzieć. Bo niemozliwym jest, że by Janeczka pamiętała ten tekst i sprzedała go Maryśce.

Tym bardziej, że nigdy na ten temat Matka z Janeczką nie rozmawiała, bo zwyczajnie i po prostu o nim zapomniała.

A tu dziś Maryśka mówi DOKŁADNIE to samo…

Matka przelatywała, mianowicie, w niedużej bliskości, bawiącej się z nianią Maryśki.

Tak przelecieć zwyczajnie to się nie da, jeśli widzi się przy tym zwisające pucki.

Matka zrobiła więc to, co zawsze robiła też Janeczce.

Wytarmosiła, buziaka dała i powiedziała na ucho „Kocham Cię bardzo!”

Potworek nic. Nic a nic. Jak Janeczka.

„A TY kochasz mamusię?” – nie wytrzymała Matka

Potworek zastanowił się i wywrócił oczkami.

„Nie! Jesce nie!” – powiedział stanowczo.

„Jeszcze nie??? A KIEDY będziesz kochać mamę?” – zmartwiła się Matka

Maryśka znowu wywróciła oczami. Zamyśliła się.

„O ósmej!” – zawyrokowała.


No to Matka biegnie nastawić budzik, żeby nie przegapić…

„Kac „po balu

Wczorajszy bal Janeczki specjalnie Matki nie zdziwił.

Janeczka doniosła Matce wcześniej, że jest to Bal Przebierańców i pożądanym jest, aby dziewczynki były przebrane za księżniczki lub wróżki. Matce w takich wypadkach od razu w oku jeździ przysłowiowy czołg, ale co tam. Sukienka była, co prawda krótka, ale miała wszystko, co księżniczka potrzebuje – bufiaste, przezroczyste rękawki, naszyte różyczki, szyfonowe falbanki, wielką kokardę , no i sam materiał z czegoś, co przypomina gnieciony aksamit – wszystko w dość jaskrawym, choć ciemnym fiolecie.

Do tego przyszła różowa (no bo niepodobna, żeby coś różowego się nie znalazło) różdżka z piórami marabuta i równie, a może nawet bardziej różowa przepaska z gazetki Barbie. Też z marabutem, a może to struś? Takie pierzaki miekkie podoczepiane.

A jak już weszłyśmy do sali balowej (Matka z Potworkiem w pełnym uzbrojeniu, bo zaraz trzeba było uciekać), to okazało się, że są jeszcze dwie księżniczki, jeden batman i dwieście kłębiących się dzieci, odzianych w dżinsy i podkoszulki, bo to była DYSKOTEKA…

Na Matki szczęście Potwór zupełnie tego nie dostrzegał.

Trudno było zresztą, bo pogasili wszystkie światła.

Janeczka za otrzymaną KASĘ, czyli dwa złote, nabyła natychmiast drogą kupna butlę Pseudo-Coli i znikła.

Matka pojechała do sklepu i wróciła po niecałych dwóch godzinach.

Janeczki nie było.

Matka usiłowała przebić ciemności swym wzrokiem, uzbrojonym w soczewki, ale nie szło. Noktowizora nie wzięła.

Po piętnastu minutach miotania się Matki z kąta w kąt, Janeczka pojawiła się, jak duch.

„Poszłam sobie, bo mnie uszy okropnie rozbolały” – powiedziała ze smętną miną.

„A przecież nie jest aż tak tragicznie głośno?” – Matka próbowała włożyć te dźwięki Potworowi do ucha.

„No nie jest, ale ja cały czas tańczyłam pod kolumną…”

Janeczka wygięła paszczę w coś, co przypominało podkowę.

„Aha… Chyba coś jeszcze?” – Matka próbowała załatwić sprawę dyplomatycznie

„No bo, no bo…” – wystękała Janeczka – ” no bo schowałam sobie dobrze colę, a jak wróciłam to była cała WYTRĄBIONA!!!”


No! To Matka może powiedzieć, że bal się odbył i nie było na nim nic, co by Matkę mogło zdziwić.

Standard. Po prostu.

Wieczność

Janeczka ma dziś w szkole bal. Dwie godziny wyrwane z życiorysu Matce. Musi załadować Maryśkę w fotelik i załatwić przez ten czas zakupy. Potworek będzie zresztą uszczęśliwiony, bo przepada za jeżdżeniem w wózku a Matka mu taka frajdę funduje najwyżej raz w miesiącu.

Tymczasem sukienka przygotowana, ale nie obyło się bez fochów.

„Już ją miałam!” – zaprotestowała Janeczka

„Ale w przedszkolu, a tutaj nie ma dzieci z przedszkola. Nikt nie pozna”

„No dobraaaaa. Ale wiesz. Na głowę diadem z gazetki Barbie, do ręki różdżka, wiesz, ta złota, co mi zrobiłaś, no i kasa.”

Matka zdębiała. Kasa, po upadku ze stołu przestała wydawać przeraźliwe dźwięki, więc stała się automatycznie dla Potworów nieatrakcyjna. Leży gdzieś w kącie i kwiczy. Nawet lalki się nią nie bawią.

„Po co ci zepsuta kasa?” – zapytała Matka

„Oj, mama, ty to jesteś! KASA na jedzenie! Bo tam trzeba wszystko kupować!

„Ach, taka kasa…” – Matka BARDZO się ucieszyła. To już wolałaby zabawkową fiskalną…

„A ty już tak strasznie zgłodniejesz przez dwie godziny?” – upewniła się

„No masz! Dwie godziny to jest wieczność!” – westchnęła Janeczka


Hmmm…nic dodać, nic ująć. W końcu dla Matki pięć minut na fotelu u dentysty to też jest wieczność…

Anioł Stróż

Swojego czasu, kiedy Janeczka była jeszcze w wieku szczebelkowołóżkowym, potrafiła zadawać pytania, na które Matce trudno było odpowiedzieć. Trudność polegała na stosunku wieku Janeczki do wagi pytania.

Dość często Potwór wypytywał o anioły. Jak wyglądają, z jaką szybkością latają, czy mają chorobę lokomocyjną i tak dalej.

Na to pytanie Matka mogła śmiało odpowiadać, bo latem nie robi nic innego, tylko pracuje wśród aniołów. I to jakich aniołów! Szeregowcy zdarzają się naprawdę rzadko. Matka na codzień widuje Trony, Moce, Panowania, Cnoty i inne.
Ba, dotyka ich i szaty im zdejmuje czasami.

Wiecie, że aniołowie nie mają pępków? To oczywiste, a do głowy nie przychodzi.

Matka uspokaja, że nie postradała rozumu.

Matka te anioły to ma na sklepieniu i ściąga z nich przemalowania…

No i już wraca do małej Janeczki.

Potwór tuż przed zaśnięciem zapytał Matkę mianowicie o Anioła Stróża:

„Mamo, a każdy człowiek ma takiego Anioła Stróża?”

„Nooo, każdy, na pewno każdy”

„A jego to widać?”- Janeczka obejrzała się za siebie nieco niepewnie.

„W żadnym wypadku” – zapewniła Janeczkę Matka i poprawiła jej poduszkę.

„No dobrze, a co taki Anioł Stróż robi, kiedy ja śpię?”

Matka zastanowiła się.

„Wiesz” – powiedziała – „Anioł Stróż to ma tyle w dzień pracy, że w nocy po prostu trochę odpoczywa.”

„Aha” – Potwór nie był do końca zadowolony z odpowiedzi -„i gdzie on teraz jest?”

„Hmmm, myślę, że przysiada sobie tak u ciebie gdzieś na brzegu łóżeczka i trochę drzemie a trochę na ciebie uważa…”

Janeczka odchrząknęła i cichutko zapytała:

„Mamoooooo…A czy on nie mogłby tak siedzieć… gdzie indziej?”

„Gdzie indziej?” – zdumiała się Matka – „a czemu – gdzie indziej?”

„No bo… pamiętasz, Mamo, eeeee, już raz…sama zarwałam łóżeczko …”

Cudów nie ma…

Matka wczoraj padła z bólu głowy. Przez pana dwa wpisy niżej.

Obiecała sobie, ze nie podniesie słuchawki, jeśli zadzwoni.

Miała jednakowoż problem, bo MiaUżon zapewnił ją, że ON podniesie. I powie, co myśli. Matka postanowiła więc, że po dwudziestej będzie czujna, bo tamten pan, korzystając z darmowych rozmów dzwoni własnie wtedy.

I jednego nie przewidziała.

Że pan zadzwoni za piętnaście ósma.

I że MiaUzon spokojnie i profesjonalnie panu wygarnie, co myśli o takim zachowaniu. O ochronie danych osobowych i podawaniu się za niego przy dzwonieniu do spółdzielni. O obrażaniu JEGO żony, która krótko mówiąc wynajmując za takie pieniądze mieszkanie w takim miejscu daje ciała. A ktoś próbuje jeszcze ją naciągać. I o umowach rzekomo dżentelmeńskich, które obowiązują tylko jedna stronę. Kilka razy przypominał panu, że to on teraz mówi i prosi, żeby mu nie przerywać. A potem wysłuchał pana.
<BRI choć Matka powiedział wcześniej, że jej nie ma i nie będzie – przyniósł jej słuchawkę. I ręką pokazał dwa milimetry.

Bo pan był właśnie takiego wzrostu.

On miał zły dzień.

Przeprasza.

Natychmiast wpłaca.

Zapomnijmy, nie wracajmy.

Jeszcze raz przeprasza, jak on mógł…


Nie pytajcie, co Matka zrobiła.

Matka ma teraz malowanie obrazu i nie powinna zajmować się szukaniem nowych lokatorów i pokazywaniem im mieszkania. Bo Matka ma do mieszkanaia prawie dwieście kilometrów.

Tak, Matce robi ogromną różnicę, czy ma ten dochód, czy nie.Bo nie ma innego, dopóki nie skończy obrazów.

Nawet, jeśli jest to dochód nieduży, to chociaż kawałek ZUSu pokryje. Bo nie cały, nie…

Ale Matka zrobi teraz do umowy aneks ze wszystkimi postanowieniami umów dżentelmeńskich.

Bo Matka nie wie, czy pan cokolwiek zrozumiał.

Obawia się, że było to raczej na zasadzie:

„Zapłacę ci durna babo, co chcesz, bo co ja powiem rodzicom dziewczynek, że nawrzucałem ci, to muszą szukać na gwałt nowego lokum?”

Bardzo, bardzo Matka chciałaby się mylić.

Ale coś jej mówi, że takie cuda to się rzadko zdarzają…

Logicznie

Matka podsłuchała wczoraj ukradkiem Potwory. Siedziały naprzeciwko siebie na kanapach i oglądały książeczki.

Nagle Maryśka przerwała i spytała Janeczkę:

„Janecko, ja to jestem Majisia, pjawda?”

„Nooooo”- odparł zaskoczony mocno Potwór.

„A ty jesteś Janecka, pjawda?” – ciągnął dalej Potworek

„Nooooo” – Janeczka aż odłożyła książeczkę.

„Cyli jak ja jestem Majisia, to nie jestem Janecką, pjawda?”

„Prawda!” – potwierdziła poważnie Janeczka

„I jak ty jesteś Janecka , to nie jesteś Majisią, pjawda?”

„Pjawda!” – Janeczka znów.


I zadowolone Potwory czytały sobie dalej.